Woda warta 5 mld zł

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2016-07-03 22:00

Przychody z opłat za wodę pokrywają jedynie 23 proc. kosztów usług związanych z jej poborem. Albo będziemy płacić za nią drożej, albo Bruksela nałoży srogie kary

Polska przegrała w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej proces o niewdrożenie dyrektywy wodnej. Został wytoczony w 2012 r. i właśnie się zakończył. Przegraliśmy m.in. dlatego, że łamiemy unijną zasadę gospodarowania wodą, gwarantującą zwrot kosztów związanych z jej poborem i zużyciem.

POPŁYNIE STRUMIEŃ FUNDUSZY:
POPŁYNIE STRUMIEŃ FUNDUSZY:
Mariusz Gajda, wiceminister środowiska, zapewnia, że wdrożenie unijnych dyrektyw wodnych otwiera Polsce drogę do korzystania z funduszy unijnych na hydroinwestycje. Zwłoka może słono kosztować.
Marek Wiśniewski

— Przychody z opłat za wodę pokrywają zaledwie 23 proc. kosztów. Jedynie gospodarstwa domowe, odbiorcy fizyczni, ponoszą opłaty faktycznie gwarantujące zwrot kosztów poboru wody, a podmioty z pozostałych segmentów gospodarki, niestety, nie. To trzeba zmienić. Chcemy w pełni zbilansować przychody i koszty. Tego wymaga od nas Unia Europejska — mówi Mariusz Gajda, wiceminister środowiska.

Albo opłaty…

Resort środowiska w grudniu 2015 r. przeprowadził tzw. małą nowelizację prawa wodnego, wprowadzając wiele przepisów wymaganych przez Komisję Europejską, a pod koniec kwietnia tego roku przedstawił projekt od nowa napisanej ustawy, uwzględniający także unijne wymogi zrównoważenia kosztów i przychodów. Spowodowało to jednak protesty wielu przedsiębiorców, którzy oszacowali, że zaproponowane w projekcie stawki maksymalne za wodę przyniosą wzrost opłat za nią o 500-600 proc.

Realne stawki miało jednak określić rozporządzenie. Proponowane początkowo stawki maksymalne oznaczałyby wpływy z opłat za wodę na poziomie 4-5 mld zł rocznie i zbilansowałyby koszty. Resort środowiska wysłuchał jednak argumentów przedsiębiorców i w nowym projekcie ustawy dla większości sektorów przemysłu obniżył stawki trzykrotnie, co także oznacza wzrost opłat. Przedsiębiorcy liczą jeszcze, jak duży.

— Nie będziemy już wydawać rozporządzenia. Od stycznia 2017 r. musimy wdrożyć stawki wpisane w projekcie nowego prawa wodnego. Chcemy wdrożyć system, który w okresie kilku, na przykład 10 lat, pozwoli nam zrównoważyć koszty z przychodami. Na razie koncentrujemy się na tym, by system zadziałał. Prowadziliśmy analizy ekonomiczne i staraliśmy się, by zaproponowane obecnie stawki przekładały się na wzrost kosztów działania poszczególnych sektorów gospodarki nie więcej niż o 1 proc. — twierdzi wiceminister.

…albo kary

Jeśli nie spełnimy wymagań stawianych w unijnych dyrektywach, grożą nam słone kary. — W aktualnym wyroku trybunał nie nałożył na Polskę kar finansowych, ale jeśli nie wdrożymy przepisów, grożą nam kary sięgające kilkuset tysięcy euro dziennie. Szacujemy, że rocznie byłyby na poziomie 0,7-1,0 mld zł — twierdzi Mariusz Gajda. Przeciwko nowym stawkom najmocniej protestują producenci napojów i piwa, którzy jako jedyni w nowym projekcie mają utrzymane zaproponowane pierwotnie opłaty maksymalne, sięgające 8,20 zł za m sześc. poboru wody z ujęć podziemnych.

— Obecnie ci przedsiębiorcy płacą 10 gr za 1000 litrów pobranej wody, więc rzeczywiście dla nich stawki wzrosną 800 razy. Oznacza to jednak faktyczny wzrost ceny 1 l napoju o mniej niż 1 grosz. Uważamy więc, że z tego powodu nie stracą klientów — mówi Mariusz Gajda.

Centralizacja zarządzania

Jego zdaniem, dzięki pieniądzom pozyskanym z opłat za wodę będzie wreszcie można wykonać zaniedbywane od lat inwestycje przeciwpowodziowe, projekty hydrotechniczne i retencyjne. Realizować będzie je nowo utworzony podmiot — Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Mariusz Gajda zapewnia, że dzięki temu odciążone będą samorządy, które obecnie muszą utrzymywać zarządy melioracyjne. Usprawnione zostanie także zarządzanie inwestycjami.

— Obecnie zdarza się, że jakiś zarząd melioracji wygospodaruje pieniądze i zainwestuje w wały przeciwpowodziowe, ale podmiot odpowiadający za pogłębienie rzeki nie ma ich na to, więc nowe wały szybko zostaną podmyte — opowiada Mariusz Gajda.

Podaje także przykład inwestycji hydrotechnicznej realizowanej na górnej Wiśle, której beneficjentem są podmioty z czterech województw. Skoordynowanie współpracy jest nie lada wyzwaniem.

— Najbardziej kuriozalny jest jednak przykład wałów na rzece między województwami opolskim i śląskim. Jest w nich 500-metrowa wyrwa, bo nie wiadomo, który z samorządów odpowiada za ten odcinek — mówi Mariusz Gajda. Przykłady można mnożyć. Wody Polskie będą koordynować inwestycje, by uniknąć podobnych absurdów i marnowania pieniędzy. Jednym z ich zadań może być także budowa wodociągów i dostarczanie wody na tereny, na których jej brak.

Mariusz Gajda podaje przykład Koniecpola, gdzie z przyczyn naturalnych wyschły studnie. — W takiej sytuacji zadaniem Wód Polskich będzie dostarczenie wody na przykład rurociągiem. Musimy liczyć się z tym, że coraz częściej będziemy musieli transportować wodę z terenów zasobnych na tereny ubogie. Takie przypadki już się zdarzają. Samorząd Jasła zaopatruje rurociągiem mieszkańców w wodę z rzeki Ropy, bo w Wisłoce jest jej zbyt mało — mówi wiceminister. Miasta i przedsiębiorcy, którzy będą inwestować w retencjonowanie wody, jej magazynowanie, oczyszczanie i ponowne użycie, mogą liczyć na ulgi w opłatach.

— Fiskalizm nie jest naszym celem, zależy nam na motywowaniu do oszczędzania wody. Obecnie retencjonujemy zaledwie 6 proc. wód opadowych, a powinniśmy 30 proc. — twierdzi Mariusz Gajda.

Zapewnia też, że już sama zapowiedź wprowadzenia opłat za wodę dla przemysłu zachęciła przedsiębiorców do oszczędności i podaje przykład jednej z grup energetycznych, rozważającej budowę bloku.

— Dla obiektów istniejących wdrożymy opłaty stałe za wodę, ale dla bloków, które dopiero mają powstać i będą miały tzw. otwarty system chłodzenia, wprowadzone będą także opłaty zmienne, oznaczające spore koszty. Jedna z firm zastanawiała się, czy inwestować w blok z systemem zamkniętym czy otwartym, zużywającym znacznie większe ilości wody. Dziś już nie ma dylematu — konkluduje Mariusz Gajda. © Ⓟ

OKIEM BRANŻY

Problem dla gorzelników i rolników

LESZEK WIWAŁA

prezes Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego

W Polsce działa około 100 mniejszych gorzelni rolniczych, które ze względu na klasyfikację PKD traktowane są według projektu ustawy jako producenci napojów, a nie rolnicy. Destylacja jest procesem wodo- i energochłonnym, a w przypadku mniejszych podmiotów oznacza zużycie 13-20 litrów wody do wyprodukowania 1 litra spirytusu. Wzrost kosztów zapełnienia standardowej cysterny, o pojemności 30 tys. litrów, sięga więc nawet 5 tys. zł, co czyni bardziej opłacalnym import z Czech czy Niemiec, wliczając nawet konieczność przewiezienia towaru na drugi koniec Polski. Takie stawki będą więc oznaczać upadek krajowego gorzelnictwa i problemy nie tylko gorzelników, ale także rolników produkujących surowiec do produkcji spirytusu. [Not. Michalina Szczepańska]

OKIEM BRANŻY

Grozi nam zwiększenie importu

DARIUSZ GAŁĘZEWSKI

prezes Oshee Polska

Nie można tej propozycji traktować poważnie. Jej wdrożenie oznaczałoby, że pomysłodawca chce doprowadzić do załamania w krajowej branży napojowej i tych, które są z nią związane. Jeśli producenci zapłacą po kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt milionów złotych więcej (wytwarzamy przecież setki milionów sztuk napojów), nie będą mieli pieniędzy na inwestycje w technologie, marketing, tworzenie kolejnych etatów. Będą musieli natomiast ograniczać koszty, również te osobowe. Stracą m.in. branża reklamowa, producenci maszyn, a państwo będzie musiało wydać dodatkowe pieniądze np. na walkę z bezrobociem. Nie mamy fabryk za granicą, ale dużym koncernom z zakładami w ościennych krajach będzie się opłacało przywieźć towar. Mówimy o zbyt dużych wolumenach produkcji, żeby nawet 1 grosz na litrze miał nie robić różnicy, zwłaszcza — że jak wynika z naszych wyliczeń — będzie to większa kwota. [NOT. Michalina Szczepańska]