Wokół gospodarki jest więcej rozczarowania niż strachu

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2024-08-11 20:00

Sierpień upływa pod znakiem podwyższonej zmienności na rynkach. Jej głównym źródłem są obawy o recesję w krajach rozwiniętych — widać bowiem, że najbardziej tracą na giełdach akcje spółek z branż cyklicznych. Na razie wygląda jednak na to, że jest to bardziej rozczarowanie niż strach. Rozczarowanie tym, że tempo normalizacji po kryzysie energetycznym jest wolniejsze od prognoz.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W pierwszych dniach sierpnia indeksy giełdowe na największych rynkach straciły po 5-7 proc., a indeks zmienności VIX wyskoczył w pewnym momencie do najwyższego poziomu od ponad czterech lat. Później przyszło lekkie uspokojenie. W tle utrzymuje się jednak pytanie — czy to znak nadchodzącej recesji?

Notowania akcji europejskich spółek cyklicznych (z indeksu Stoxx Europe 600 Cyclicals) obniżyły się dość wyraźnie w stosunku do spółek z tzw. branż defensywnych (z indeksu Stoxx Europe 500 Defensives). W ciągu pierwszych dni sierpnia pierwszy indeks spadł o 7 proc., a drugi o 3 proc.

Jednocześnie jednak widać, że ożywienie notowań branż cyklicznych na giełdach podążało trochę wbrew twardym sygnałom dotyczącym koniunktury w pierwszej połowie roku. Wiele danych wskazywało, że ożywienie gospodarcze w Europie i innych krajach jest wyjątkowo powolne — jest to dużo wolniejsze cykliczne ożywienie niż w poprzednich trzech lub czterech cyklach. Tymczasem notowania branż cyklicznych szły ostro w górę. Teraz nastąpiło lekkie otrzeźwienie. Nie musi to jednak oznaczać, że inwestorzy mają bać się recesji.

Cały czas dwie duże siły makroekonomiczne ścierają się ze sobą i oddziałują w przeciwnych kierunkach. Z jednej strony ustępowanie kryzysu energetycznego uwalnia potencjał nabywczy konsumentów na ogromną skalę. Z drugiej strony restrykcyjna polityka pieniężna zwiększa skłonność do oszczędzania i redukuje skłonność do inwestowania — zarówno wśród gospodarstw domowych, jak też firm. Ta pierwsza siła powinna stopniowo przeważać, ponieważ skala przyspieszenia realnych dochodów ludności jest naprawdę niespotykana.

Ryzyko polega natomiast na tym, że banki centralne będą za długo czekać z upewnianiem się, czy inflacja wygasła, czy nie. Zamiast patrzeć do przodu i podejmować ryzyko, będą patrzeć w lusterko wsteczne i umywać ręce. Szczególnie dotyczy to Europejskiego Banku Centralnego, bo w UE koniunktura jest znacznie słabsza niż w Stanach Zjednoczonych. Obecnie rynek wycenia, że EBC obniży stopy do końca roku 0,75 pkt proc., więc liczy na zdecydowane ruchy, aczkolwiek wydaje się, że w samym banku centralnym apetyty na redukcje kosztu pieniądza mogą być mniejsze. Wielu decydentów woli zaryzykować recesję niż nawrót inflacji.

Późne lato będzie walką o to, by gospodarka europejska (i światowa) utrzymała się na ścieżce ożywienia. Zakładam, że to się powinno udać, ale wymagać będzie wsparcia instytucji wpływających na popyt w gospodarce.