Wpływy z reklamy sięgnęły 1 mld zł
W ciągu dwóch miesięcy wpływy reklamowe stacji telewizyjnych, radiowych, gazet oraz magazynów przekroczyły 1 mld zł — wynika z badań agencji Expert Monitor. To o ponad 21 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2000 r. Przedstawiciele agencji reklamowych twierdzą jednak, że na rynku nadal panuje stagnacja.
Wyniki badań reklamowego rynku, przeprowadzone przez agencję Expert Monitor, zaskoczyły branżę. Według wrocławskiej firmy, wpływy z ogłoszeń, które trafiły do stacji telewizyjnych, radiowych, gazet oraz magazynów, przekroczyły w styczniu i lutym 2001 r. 1 mld zł. Dla porównania, w analogicznym okresie ubiegłego roku wyniosły 827 mln zł. To oznacza, że rynek reklamy zanotował ponad 21-proc. wzrost przychodów.
— Faktem jest, że początek 2000 r. był wyjątkowo kiepski. Jednak subiektywnie rzecz biorąc, sytuacja na rynku wcale się nie poprawiła — twierdzi Krzysztof Czupryna, dyrektor generalny agencji Ogilvy One.
Najwięcej dla TV
Według Expert Monitor, najwięcej zarobiła telewizja. W ciągu dwóch miesięcy tego roku na konta stacji TV wpłynęło 624,4 mln zł. W porównaniu z tym samym okresem 2000 r. wzrost przychodów wyniósł prawie 24 proc. Najmniej skorzystały stacje radiowe. Przez dwa miesiące rozgłośnie zarobiły na reklamie 70,7 mln zł. Wzrost w tym segmencie rynku przekroczył 15 proc.
Jednak przedstawiciele agencji zastanawiają się, czy rzeczywiście w branży dzieje się lepiej. Zdaniem Michała Sorówki, dyrektora generalnego agencji NoS BBDO, w ostatnim czasie budżety klientów przestały rosnąć i nie pojawili się nowi, duzi zleceniodawcy.
Będą fuzje i cięcia
Jednym słowem — branża zaczęła odczuwać efekty schłodzenia gospodarki. Poza tym media dają coraz większe rabaty swoim klientom, tymczasem badania Expert Monitor prowadzone są według stawek z cenników.
— W niektórych przypadkach duzi klienci mogą otrzymać nawet 30-40-proc. upusty — mówi Michał Sorówka.
Dodaje, że obecna sytuacja na rynku będzie testem nie tylko dla mediów, ale agencji reklamowych.
— Na krajowym rynku nie ma miejsca dla tylu podmiotów. Już teraz widać, że część firm myśli o kapitałowych połączeniach, a część — po utracie dużych klientów — tnie zatrudnienie — twierdzi Michał Sorówka.