Rzadko zdarzają się dwustronne konsultacje międzyrządowe sfinalizowane takim konkretem, jak polsko-szwedzkie przeprowadzone 29 czerwca nie w Warszawie, lecz w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Podpisanie przez Polskę – symbolicznie na pokładzie fregaty rakietowej „Generał Tadeusz Kościuszko” – kontraktu na zakup w Szwecji trzech nowych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej kończy w MON kolejną decyzyjną epopeję. Ta morska była najdłuższa, trwała trzy dekady, jako że temat pierwszy raz wystąpił już w 1997 r., gdy przed przystąpieniem Polski do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) w planie modernizacji technicznej armii zapisano konieczność pozyskania nowoczesnych jednostek podwodnych. Potem temat przycichł, pierwszeństwo zakupowe miały samoloty i lądowe środki walki, zaś skonkretyzowany już podwodny program Orka powrócił w 2013 r. Po kolejnych kilkunastu latach debat i rozpatrywania różnych ofert wreszcie 29 czerwca 2026 r. premierzy Donald Tusk i Ulf Kristersson mogli patronować finalnemu kontraktowi.
Do polskich marynarzy trafią w latach 2031-2038 nowe A26 prosto ze stoczni Kockums koncernu Saab w Karlskronie. Za trzy bardzo nowoczesne jednostki wraz z pakietami uzbrojenia, logistyki i szkolenia zapłacimy ponad 19 mld zł. Finansowanie umowy jest montażem, część pieniędzy będzie pochodziła wprost z budżetu MON, a część z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, który może pozyskiwać kredyty i pożyczki, a rzadziej także obligacje. Ostatnim nowym okrętem podwodnym w polskiej służbie był ORP Orzeł produkcji radzieckiej, trzeci o takiej nazwie, wprowadzony do marynarki PRL w 1986 r. Zgodnie z doktryną Układu Warszawskiego przeznaczony został do zwalczania na Bałtyku wrażych okrętów podwodnych państw NATO, po wejściu Polski do zachodniego sojuszu jego potencjalne cele zostały oczywiście przekierowane. Już w XXI wieku otrzymaliśmy gratisowo z nadwyżek sił morskich sojuszniczej Norwegii dość wyeksploatowane przybrzeżne łodzie podwodne typu Kobben. Na całe szczęście przetrwała w Polsce kadra podwodniaków, przy czym szwedzkich nówek doczeka już kolejne jej pokolenie.
Znacznie wcześniej, bo w 2027 r. trafi pod biało-czerwoną banderę ze Szwecji nie proteza, lecz pomostówka. Marynarka Wojenna otrzyma w leasingu wartym 700 mln zł używany okręt podwodny A17, produkcji także koncernu Saab, w służbie szwedzkiej od 1989 r., czyli trochę młodszy od Orła. Ważny jest nie ścisły wiek, lecz możliwość szkolenia załóg przygotowujących się do przejścia na nowe A26. Szwedzkie okręty wszystkich typów od zawsze zorientowane były/są specjalnie na Bałtyk, będący akwenem bardzo specyficznym – generalnie płytkim, ale z rozrzuconymi głębiami, których mapa jest dobrze znana wszystkim państwom nadbałtyckim. Zadania polskich jednostek w zjednoczonej sojuszniczej marynarce NATO będą inne, niż wytyczone cztery dekady temu w sztabie w Moskwie dla naszego Orła. A26 mogą długo przebywać pod wodą i wręcz zalegać na dnie płytkiego Bałtyku, realizując zadania wywiadowcze oraz operując nie tyle torpedami, ile całą chmarą dronów powietrznych i morskich.
Przy okazji głównego kontraktu zawarto w Gdyni cały pakiet umów towarzyszących. Wielkie znaczenie ma porozumienie o kryptonimie Ratownik, które ustanawia finansowe i prawne ramy zakupu przez Szwecję wyprodukowanego w Polsce okrętu ratowniczego. To jednostka przeznaczoną przede wszystkim do zabezpieczenia działań okrętów podwodnych, ale służąca również bezpieczeństwu cywilnej żeglugi oraz wszelkiej infrastruktury na dnie Bałtyku, której jest coraz więcej – rurociągi, kable energetyczne i komunikacyjne etc. MON pod koniec 2024 r. zamówiło dla polskich potrzeb jeden taki okręt, wart około 1 mld zł. Jednostkę buduje konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej oraz jej dwóch podmiotów zależnych z Gdyni – Stoczni Wojennej i Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Centrum Techniki Morskiej. Eksport drugiego Ratownika do Szwecji generalnie nie tylko wzmocni bezpieczeństwo na Bałtyku, ale będzie potwierdzeniem, że polski sektor militarny także coś potrafi i ma odpowiednie możliwości. Szwedzi kupią również przeciwlotnicze rakietowe Pioruny. Od czasów II Rzeczypospolitej wszystkie okręty podwodne kupowane były dla Marynarki Wojennej w stoczniach zagranicznych i to się w III RP nie zmienia. Natomiast polska produkcja uzupełniająca z powodzeniem może trafiać do armii sojuszników z Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Dwukierunkowy powiązany kontrakt ze Szwecją przeciera drogę.

