Właściciele spółek z ograniczoną odpowiedzialnością powinni rozważyć zmianę formy działalności.
Od 1 stycznia wzrosło opodatkowanie dywidend — z 15 do 19 proc.
— Zmiana kolejny raz zmniejsza atrakcyjność formy prawnej, jaką jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością — uważa Krzysztof Jabłoński, prezes Silcomp sp. z o.o., firmy z branży IT.
Trzeba podkreślić, że spadła jednocześnie stawka podatku dochodowego od osób prawnych (CIT), z 27 do 19 proc. Jednak Wojciech Budny, radca prawny z kancelarii W. Czarny, W. Budny i Wspólnicy oraz Piotr Kulesza, dyrektor działu doradztwa finansowego w MGI Akcept, twierdzą, że wprowadzenie podatku liniowego dla osób fizycznych stworzyło ciekawą możliwość.
— Szukaliśmy rozwiązania w miarę prostego i umożliwiającego skorzystanie z 19-proc. stawki dla właścicieli spółek, którym ograniczono możliwość samozatrudnienia — mówi Wojciech Budny.
Pieniądze, które trafiają do wspólnika spółki kapitałowej, są obciążane podwójnie — przez CIT i podatek od dywidendy.
Można tego uniknąć, zmieniając nieco formę prawną przedsiębiorstwa, jednocześnie zachowując bezpieczeństwo wspólników i zarządzających. Polega to na utworzeniu spółki komandytowej i ustanowieniu dotychczasowej spółki z o.o. jako komplementariusza.
Spółka komandytowa nie jest podmiotem podatku dochodowego. Płacą go wspólnicy. Oczywiście to nie tylko podatki przesądzają o wyborze formy prawnej działalności. Pozostają jeszcze m.in. kwestie rozliczeń i odpowiedzialności wspólników.
Dla małych i średnich
— Główną wadą spółki komandytowej jest nieograniczona odpowiedzialność współzałożycieli i zarządzających przedsiębiorstwem — wskazuje Krzysztof Jabłoński.
W spółce komandytowej jeden ze wspólników, nazywany komplementariuszem, za zobowiązania spółki odpowiada subsydiarnie całym majątkiem. Oznacza to, iż w przypadku egzekucji długu, najpierw obciążane są aktywa spółki, a później wspólnika. Pozostali wspólnicy — komandytariusze — odpowiadają tylko do wysokości zadeklarowanej sumy komandytowej, która może być równa wartości wkładu. W spółce komandytowo-akcyjnej sytuacja jest bardziej klarowna, bo akcjonariusze nie odpowiadają własnym majątkiem.
— Jeżeli wkład wniesiono już do spółki lub akcje zostały pokryte, to wspólnicy spółki komandytowej i akcjonariusze spółki komandytowo-akcyjnej mogą czuć się bezpieczni — podkreśla Wojciech Budny.
Komplementariuszem może być spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Według Piotra Kuleszy i Wojciecha Budnego, to najkorzystniejsze rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców. Co ważne, komplementariuszem, przejmującym na siebie całość odpowiedzialności może być właściciel nawet symbolicznego wkładu, którego udział w zysku również nie będzie duży.
— Oprócz swobody dysponowania funduszami firmy zyskujemy korzystne opodatkowanie przychodu, a poziom bezpieczeństwa materialnego wspólników pozostanie na relatywnie podobnym poziomie jak w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością — podkreśla Piotr Kulesza.
Podwójna księgowość
Proponowane rozwiązanie niesie ze sobą konieczność prowadzenia księgowości dwóch spółek — spółki z o.o. i komandytowej. Piotr Kulesza twierdzi jednak, że nie komplikuje to życia firmy.
— Księgowość spółki komandytowej jest taka sama jak osobowej. Deklaracje podatkowe są wystawiane w imieniu wspólników, a nie w imieniu spółki, a ustalona część zysku przechodzi do spółki z o.o. — wskazuje.
Dodaje, że oczekiwać można, iż oszczędności z braku opodatkowania dywidend będą i tak wyższe niż koszty prowadzenia księgowości dla dwóch spółek.
— Zysk z tego posunięcia zależny jest od wielkości przeniesionych obrotów ze sp. z o.o. do komandytowej i waha się w mojej ocenie od 8 do 13 proc. — dodaje Krzysztof Jabłoński.
Mniejsza przejrzystość
Jednym z największych zagrożeń — możliwym rzecz jasna do zneutralizowania — jest mniejsza przejrzystość takiej struktury dla kontrahentów przedsiębiorcy.
— Zmiany własnościowe, w szczególności pozyskanie inwestora dla spółki komandytowej, mogą wiązać się z koniecznością jej przekształcenia w spółkę kapitałową, jednakże dla doświadczonego przedsiębiorcy nie będzie to stanowiło już żadnego problemu — dodaje Piotr Kulesza.