Wybierając fundusz, kieruj się stabilnością wyników

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-12-23 00:00

Kierowanie się tylko historyczną stopą zwrotu nie popłaca. W tym roku przekonali się o tym klienci Copernicusa, Equesa i Caspara

15, 16 i 18 proc. — tyle straciły od początku roku Copernicus Akcji Dywidendowych, Caspar Akcji Polskich oraz Eques Akcji. W tym czasie indeks WIG wyszedł na zero, a inne fundusze inwestujące w akcje straciły średnio nieco ponad 5 proc. Trzykrotnie gorszy wynik od konkurencji to cena, jaką musieli zapłacić klienci za „zakup” historycznej stopy zwrotu.

Raz na wozie…

Nic tak nie działa na wyobraźnię inwestorów jak jego najświeższe wyniki. TFI o tym wiedzą, więc nie wahają się tej broni nadużywać. Początek tego roku obfitował w reklamy, w których powiernicy przechwalali się osiągnięciami w wyjątkowo udanym dla giełdy 2013 r. Wśród nich był również Copernicus, który miał podwójny powód do dumy. Flagowy Copernicus Akcji Dywidendowych zarobił prawie 50 proc., co było nie tylko najlepszym wynikiem w grupie, ale też na całym rynku otwartych funduszy.

Ci, którzy skusili się w styczniu na zakup jego jednostek uczestnictwa, licząc na powtórkę sukcesu, dziś nie mają powodów do zadowolenia. Tegoroczne wyniki funduszu plasują go wśród trzech najgorszych rozwiązań w grupie. Podobne rozczarowanie spotkało też klientów Equesa i Caspara, które w 2013 r. zarobiły — odpowiednio — 38 i 46 proc., a w tym poddały się dekoniunkturze w segmencie małych i średnich spółek.

— To świetny przykład na to, że wybór funduszu na podstawie historycznego wyniku nie jest najlepszym rozwiązaniem. Często się zdarza, że produkt, który w jednym roku jest najlepszy, w kolejnym spada na dół zestawienia stóp zwrotu. To kwestia podjęcia bardzo wysokiego ryzyka. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale jeśli chcemy zwiększyć szansę na dobry wynik w dłuższym terminie, lepiej postawić na fundusze, które niekoniecznie osiągają najwyższe stopy zwrotu w danym roku, jednak rok po roku wypracowują wynik lepszy od średniej. Zazwyczaj takie rozwiązania w długim terminie osiągają ponadprzeciętne rezultaty — podpowiada Anna Zalewska, analityk Analiz Online.

Wśród funduszy akcji polskich, które działają od co najmniej pięciu lat, tylko dwóm udało się rokrocznie wypracować wynik lepszy od średniej. Oba zarządzane są przez PKO TFI: PKO Akcji Małych i Średnich Spółek oraz PKO Akcji Plus.

Pierwszy z nich przez 5 lat osiągnął wynik o prawie 60 pkt. proc. wyższy od średniej w grupie, a drugi o 12 pkt. proc. — Zgadzam się z tym, że najlepiej wybierać fundusze, które regularnie osiągają dobre i stabilne wyniki. My musimy na taką markę zapracować, a to wymaga lat pracy — Eques Akcji działa na rynku dopiero od nieco ponad dwóch lat — mówi Sebastian Słomka, zarządzający funduszami Eques TFI.

W oczekiwaniu na zagranicę

Wspólnym mianownikiem tegorocznych maruderów w grupie funduszy akcji polskich jest przesadna wiara w kontynuację dobrej passy małych i średnich spółek. To okazało się gwoździem do trumny, bo konflikt na Ukrainie zmienił zasady gry na GPW.

— Weszliśmy w 2014 r. z nadzieją na kontynuację dobrej passy małych i średnich spółek, ponieważ perspektywy gospodarki wyglądały obiecująco. W portfelu mocno przeważyliśmy firmy z indeksu WIG250. Konflikt na Ukrainie spowodował jednak, że z dnia na dzień pogorszyły się nastroje wśród inwestorów, przedsiębiorców i konsumentów, co w istotny sposób spowolniło wzrost polskiej gospodarki i zaciążyło na notowaniach giełdowych „misiów”, jako najbardziej wrażliwych na koniunkturę. Krajowe fundusze akcji musiały zmierzyć się z kumulacją dużych umorzeń, co spotęgowało przecenę i dodatkowo ograniczyło płynność tych firm. Konieczność poszukiwania płynności w takim otoczeniu wpłynęła również na wyniki Eques Akcji — tłumaczy Sebastian Słomka.

W podobny sposób słabsze wyniki tłumaczą pozostali zarządzający. Zapewniają jednocześnie, że w 2015 r. będzie lepiej, bo polski rynek akcji staje się coraz bardziej atrakcyjny. Nie tylko dlatego, że relatywna wycena akcji w porównaniu z obligacjami skarbowymi była po raz ostatni na tak niskim poziomie w 2009 r., ale również dlatego, że sprzyjać będzie otoczenie.

— Jak pokazuje historia, trzeci rok cyklu wyborczego w USA jest zdecydowanie najlepszym okresem dla rynku akcji. Do tego dojdzie jeszcze prawdopodobnie luzowanie ilościowe przez Europejski Bank Centralny. Warto także pamiętać o pozytywnym wpływie niższych cen ropy naftowej na portfele konsumentów niemal na całym świecie. Przy spadku cen ropy o 40 proc. polski rachunek za rosyjską ropę jest o ponad 7 mld USD mniejszy. Kwota ta stanowi równowartość niemal 1,4 proc. polskiego PKB — wylicza Sebastian Słomka.

Oczywiście kapitał sam z siebie nie będzie przepływał z funduszy obligacji do akcji. Potrzebny jest do tego impuls, na który wszyscy liczą, a który jakoś z zagranicy nie może wciąż nadejść.

— Najważniejszy jest wzrost gospodarczy, a fundamenty polskiej gospodarki są dobre. Niski koszt pieniądza będzie sprzyjać akcji kredytowej, a rok wyborczy pociągnie za sobą szybszą absorpcję pieniędzy unijnych oraz dodatkową ekspansję fiskalną. Jeśli rzeczywiście kapitał zagraniczny rozpocznie nowy trend wzrostowy na GPW, to w pierwszej kolejności zwyżkować będą największe spółki. Jesteśmy przygotowani na taki scenariusz. W połowie roku gruntownie przebudowaliśmy portfel, który strukturą jest znacznie bardziej zbliżony do indeksu WIG. Efekty widać już w wynikach za ostatnie miesiące — uspokaja Sebastian Słomka.