Za nami cztery kolejne tygodnie spadków na rynkach
akcji — zarówno w Polsce, jak
i USA. Czy zatem czas rozpocząć łapanie noży? Od strony technicznej sytuacja byków nie wygląda najlepiej, ale jeśli spadki będą zbyt głębokie, na rynku powinien pojawić się długoterminowy kapitał.
Powoli można już podsumować sezon wyników amerykańskich spółek z minionego kwartału. Odniesienie do ostatniego kwartału 2008 r. musiało dać imponującą poprawę, gdyż był to prawdopodobnie najgorszy kwartał w powojennej historii spółek. Okazuje się jednak, iż miniony kwartał był znacznie lepszy, niż oczekiwał rynek. Po opublikowaniu wyników przez 71 proc. spółek wchodzących w skład indeksu SP 500, agencja SP szacuje, iż zyski operacyjne były o 8,7 proc. wyższe od wcześniejszych szacunków. Podczas gdy 59 proc. podmiotów pozytywnie zaskoczyło rynek wynikiem operacyjnym, aż 75 proc. podało wyższą sprzedaż, a to właśnie o poziom przychodów obawiali się inwestorzy. Wskaźnik cena do zysku operacyjnego dla całego indeksu (liczony cztery kwartały wstecz) obniżył się do 19,55. To ciągle wysoko, ale jeśli szacunki wyników agencji na pierwszy kwartał 2010 potwierdzą się, to przy obecnym poziomie indeksu czeka nas dalszy spadek indeksu do 16,54. A to już niewiele więcej niż minimum z całej poprzedniej dekady, 15,54 odnotowane w drugim kwartale 2006 r. Należy wziąć pod uwagę również poziom stóp procentowych, który obecnie jest znacznie niższy.
To wszystko mogłoby sugerować, iż głębsza korekta powinna przyciągnąć kapitał czekający na atrakcyjne wyceny. Te bowiem poprawiają się nie tylko wraz ze spadkami cen akcji, ale także wraz z coraz lepszymi wynikami. Obecnie już spadek indeksu do wsparcia na 1025 pkt daje atrakcyjne poziomy wycen. Spadek do czerwcowych szczytów (957 pkt), czyli to, co obecnie wydaje się czarnym scenariuszem, dałby już najniższy poziom wycen od IV kwartału 1994 r.
Przemysław Kwiecień
główny ekonomista X-Trade Brokers DM