Wynikami łatwo zaskoczyć na plus

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2015-05-13 00:00

Ostrożne dozowanie informacji przez spółki i zachowawczość samych analityków powoduje, że firmy łatwo biją konsens prognoz

Apogeum sezonu wyników jeszcze przed inwestorami, ale dotychczas opublikowane raporty potwierdzają regułę: jeśli analitycy przygotowali prognozy wyników kwartalnych dla danej spółki, to z dużym prawdopodobieństwem konsens zostanie pobity w odniesieniu do zysku netto. Tak dzieje się zwykle w około 70 proc. przypadków, wynika z szacunków „PB”. Nie inaczej było w I kwartale 2015 r. 33 spółki, monitorowane przez analityków (w sumie na GPW konsens udaje się stworzyć dla 70-80 firm), przedstawiły już rezultaty i dokładnie 70 proc. z nich pobiło prognozy zysku netto.

Zobacz także Zeszyty IR, kompendium wiedzy o relacjach inwestorskich, na pb.pl/zeszyty-ir

Jedną z takich firm był Kruk — wynik netto windykatora okazał się o jedną czwartą lepszy od średniej prognoz analityków, którzy na co dzień zajmują się spółką, a więc powinni ją znać i tym samym nie powinni się dawać zaskakiwać tak bardzo. Obyło się przy tym bez zdarzeń jednorazowych, które często zaciemniają wartość wyniku netto.

— Kruk woli powiedzieć mniej niż cokolwiek za dużo. Pomoc zarządu w przygotowaniu prognoz jest bardzo mała. Wielu rzeczy możemy się więc tylko domyślać — mówi jeden z analityków sektora finansowego. To właśnie sektor finansowy jest najczęściej wskazywany jako tak sterujący pracą analityków, by później móc pokazać rezultaty lepsze od konsensu.

— Tylko w przypadku Banku Pekao praktycznie nie ma różnicy między średnią prognoz analityków a wynikiem — podkreśla nasz rozmówca.

Z poprawką

Mimo wiedzy o branży i poszczególnych spółkach analitycy wiele informacji czerpią ze spotkań z zarządami i osobami odpowiedzialnymi za relacje inwestorskie. Dopiero potem powstają prognozy i rekomendacje.

— To są rozmowy okołowynikowe, o charakterze kierunkowym — omówienie trendów rynkowych i założeń przyjętych przez spółkę. Ludzie z firmy lepiej znają realia rynkowe niż ja — mówi Tomasz Sokołowski, analityk sektora handlowego z Banku Zachodniego WBK.

Zbigniew Porczyk, kierujący biurem analiz Trigonu DM, zajmujący się przemysłem ciężkim, podkreśla, że każdemu z analityków zależy na tym, by jego prognozy były jak najbliższe rzeczywistości. Dlatego na podstawie historii własnych kontaktów każdy nanosi poprawkę na to, co mówią przedstawiciele spółki. Praca analityka jest tym łatwiejsza, im więcej danych spoza spółki może wykorzystać, by oszacować jej sytuację.

— Nie da się zmanipulować informacji o cenach miedzi, natomiast szacowanie liczby obligacji sprzedanych na rynku przez jakiś bank to całkowita loteria — wskazuje Zbigniew Porczyk.

— W niektórych sektorach jest sporo danych ogólnorynkowych, które można wykorzystać do prognozowania wyników konkretnych spółek. Ceny energii, marże rafineryjne czy ceny produktów petrochemicznych można śledzić na bieżąco. Sytuacja analityków jest więc o tyle ułatwiona, że mają obraz tego, co dzieje się w branży — wtóruje mu Kamil Kliszcz, dyrektor działu analiz DM mBanku, zajmujący się energetyką, chemią i paliwami. Zdaniem Zbigniewa Porczyka, branża surowcowa to w polskich warunkach właściwie jedyna, w której spółce trudno wyprowadzić analityka w pole.

— Polskie spółki są generalnie małe i trudno szacować kondycję spółek z innych branż na podstawie globalnych trendów — dodaje Zbigniew Porczyk. Za dość łatwą do prognozowania uchodzi też branża handlowa. Wiele działających w niej podmiotów przyjęło bowiem zasadę, że poza kwartalnymi raportami finansowymi publikuje też miesięczne informacje o sprzedaży i marżach.

Obustronna asekuracja

Na przeciwległym biegunie są sektory działające na podstawie relatywnie niewielkiej liczby długoterminowych kontraktów usługowych — budownictwo i część przemysłu elektromaszynowego. Zawirowania przy realizacji jednego z nich mogą istotnie wpłynąć na wynik — i to również w niepożądanym kierunku. Zazwyczaj jednak spółki nie tuszują porażek, ale starają się zataić sukcesy. — Która spółka chciałby negatywnie zaskoczyć? — pyta retorycznie Zbigniew Porczyk.

— Każda spółka woli sprawić pozytywną niespodziankę niż negatywną. Spółki unikają więc przekazywania bardzo optymistycznych informacji, nawet jeśli ten optymizm jest w pełni uzasadniony — zaznacza Piotr Łopaciuk, analityk branży przemysłowej i budowlanej w PKO Banku Polskim. W przypadku mniejszych spółek powodów pokazywania wyników lepszych od prognoz upatruje też w zachowawczości samych analityków.

— Większość z nas skupia się na wyszukiwaniu tych, które mają pozytywne perspektywy. Analityk wydający rekomendacje stara się jednak być ostrożny. Stąd potem pozytywne zaskoczenia — dodaje Piotr Łopaciuk.