Xelion o rynkach BRIC

Xelion. Doradcy Finansowi
opublikowano: 2010-04-14 15:53

Wszystko wskazuje na to, że Chiny powoli dojrzewają do decyzji o umocnieniu juana. Z tonu spuścili również Amerykanie, którzy zmienili nieco formę swojego nacisku. Otóż raport, który miał zostać opublikowany 15 kwietnia i w którym Chiny mogły zostać nazwane manipulatorem waluty, ujrzy światło dzienne później. Ponadto, Sekretarz Skarbu złożył wizytę w Chinach, gdzie rozmawiał z wicepremierem. Potem, prezydent Państwa Środka na dwa dni przyleciał do Ameryki, gdzie rozmawiał z Obamą. Przepychanki ustąpiły więc miejsca dyplomacji i można się z tego powodu cieszyć, gdyż zażegnane zostało ryzyko niepotrzebnej wojny handlowej.
W tym miejscu trzeba jednak podkreślić pewne kwestie – juan szybko nie stanie się w pełni wymienialną walutą. Jego umocnienie z pewnością nie będzie znaczne, a wpływ takiego ruchu na gospodarkę świata i USA jest bardzo przeceniany. Politycy potrzebują jakiejś przyczyny, która winna jest wszelkiemu złu. W USA słaby juan został wypromowany na takiego kozła ofiarnego. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak, że przeciętny obywatel nie zauważy znacznej różnicy po ewentualnym umocnieniu chińskiej waluty. Również nierównowaga globalna nie zostanie szybko usunięta – potrzeba na to lat i w pełni wymienialnego juana, a nie miesięcy i ruch 5-procentowy na walucie.
Warto tutaj podkreślić, że czynione są już pewne kroki ku zwiększeniu roli chińskiej waluty. Otóż, chiński bank centralny rozważa możliwość zezwolenia na wolną wymianę juana na malezyjskiego ringgita, koreańskiego wona i rubla. Będą to kolejne waluty po dolarze, euro, jenie, funcie i dolarze z Hong Kongu, na które być może będzie można wymieniać juana. Proces doprowadzenia do pełnej wymienialności więc się rozpoczął, ale będzie on wieloletni.
W tle dyplomatycznych wydarzeń poznaliśmy kilka ciekawych danych. W marcu Chiny odnotowały pierwszy od 6 lat deficyt handlowy i to o znacznej wartości (7,2 mld USD). Był on skutkiem silnego importu (wysoki popyt konsumencki np. na samochody) i wzrostu jego cen (przede wszystkim drożejące surowce). Co ciekawe, w takim środowisku nadal wzrastały rezerwy walutowe (do 2,45 bln USD), co oznacza, że obserwujemy silny napływ gorącego kapitału grającego pod silniejszego juana.

W przypadku akcji wciąż mamy do czynienia z trendem bocznym w formie trójkąta. Nie brakuje głosów niepoprawnych optymistów. Na szczególną uwagę zasługuje rekomendacja Goldman Sachsa co do zakupu akcji notowanych w Hong Kongu. Według najpotężniejszego banku inwestycyjnego na świecie mogą one do końca roku zwiększyć swoją wartość o prawie 40 proc.!

ROSJA – Duch optymizmu w gospodarce

W ostatnim czasie płyną raczej optymistyczne głosy ze strony naszego wschodniego sąsiada. Mowa o informacjach ekonomicznych. Minister Finansów mówi o mniejszym deficycie w tym roku niż pierwotnie planowany (6 proc. PKB, a nie 6,8 proc.), ale niektóre ośrodki analityczne wskazują, że rząd Rosji może zadłużyć się na jeszcze mniejszą kwotę. Będzie się to wiązało z mniejszymi potrzebami pożyczkowi, a więc emisja euroobligacji nie będzie tak duża, jak to wstępnie planowano. Ponadto Rosja chce więcej papierów dłużnych wyemitować na rynek wewnętrzny, na którym widać podwyższoną aktywność zagranicznych graczy. Mówi się też o emisjach zagranicznych, ale w rublach. Prawda jest taka, że popyt na rosyjskie aktywa jest znaczny i jeżeli ktoś chce mieć w swoim portfelu rosyjskie euroobligacje, to musi się spieszyć. Emisja będzie tylko w I półroczu i pewnie na znacznie mniejszą kwotę niż wstępnie planowane 17,8 mld USD.
Innym przejawem optymizmu są wyższe prognozy co do wzrostu PKB w tym roku. Morgan Stanley przewiduje, że w tym roku gospodarka zwiększy się o 6,5 proc., a nie o 5,3 proc., czego oczekiwał wcześniej. II kwartał według Renaissance Capital to wzrost aż o 8,3 proc. wobec pierwotnie zakładanych 7,9 proc. Dane zachęcające, ale pamiętajmy o niskiej bazie z zeszłego roku. Zresztą według najnowszego PMI (50,2 pkt.), który w marcu się nie zmienił, przemysł odradza się bardzo powoli. Taka słabość może doprowadzić do dalszego spadku stóp procentowych, ale druga połowa roku może stać już pod znakiem zacieśniania polityki pieniężnej. Zwiększony optymizm doprowadził bowiem do prognoz mówiących o wzroście inflacji pod koniec roku, a bank centralny powinien z nią walczyć.
Z innych informacji warto wspomnieć o rozpoczętej w piątek budowie rurociągu Nord Stream, którym gaz będzie dostarczany Europie Zachodniej z pominięciem Polski. Ponadto prezydent Rosji Dimitri Miedwiediew chce zacieśnienia współpracy krajów BRIC. Mówił o zwiększenia handlu we własnych walutach, co wpisuje się w zeszłoroczne apele odnośnie zmniejszenia międzynarodowej roli dolara. Już 15 kwietnia rozpocznie się drugi szczyt krajów BRIC. Rola ekonomiczna tych gospodarek zwiększa się, więc są też zakusy na większą rolę polityczną.

Rynek przebił 1 600 punktów, czym pokonał ostatni szczyt. Widać wyraźnie, że robimy ostatnią falę wzrostową przed większą korektą. Jaka może być długość tej fali? W hossie liczą się wsparcia, a nie opory więc niezmiernie ciężko jest prognozować.

INDIE – ogromny napływ kapitału

26 lutego rząd ogłosił nowy budżet, który miał na celu z jednej strony wspomóc odradzającą się gospodarkę, ale z drugiej ograniczyć bardzo wysoki deficyt. Widocznie bardzo się on spodobał inwestorom zagranicznym, gdyż po jego publikacji praktycznie na wszystkich sesjach są oni kupującymi netto na rynku giełdowym. Widać to wyraźnie na wykresie. Zresztą powodów do zakupów jest znacznie więcej. PMI dla przemysłu (57,8 pkt w marcu) pokazuje wzrost tej gałęzi gospodarki już od 12 miesięcy. Usługi rozwijają się od 11 miesięcy (marcowe PMI na poziomie 58,1 pkt.). Realne dane też są dobre. W lutym produkcja przemysłowa trzeci miesiąc z rzędu rozwijała się w tempie ponad 15-stu procent w relacji rocznej. Oczywiście niska baza niezmiernie tutaj pomaga, ale faktem pozostaje ożywienie w gospodarce.
Z innych informacji warto wspomnieć o przemilczanej oficjalnej wizycie Sekretarza Skarbu USA w Indiach. Później poleciał on do Chin i tylko o tym się mówi. Sama wizyta zbyt owocna i nadzwyczaj ciekawa nie była. Widać było, że głównym zainteresowaniem amerykańskich oficjeli było zdobycie rynków zbytu dla korporacji z USA. Rzeczywiście atrakcyjność rynku jest ogromna, ale i do zrobienia jest bardzo dużo. Wspominał o tym znany ekonomista Nouriel Roubini, który mówił o potrzebie ogromnych inwestycji w kapitał ludzki i fizyczny. Bolączką Indii jest od lat słaba infrastruktura. Za to zaletą jest rozwinięty popyt wewnętrzny i jego dominująca rola w tworzeniu PKB. W Chinach eksport wciąż jest głównym motorem gospodarki. Na tym prostym przykładzie widać jak bardzo oba kraje się różnią.

Na giełdzie to Indie są faworyzowane nad Chinami. Ustanowiony został nowy szczyt trendu wzrostowego, a sam indeks zatrzymał się na poziomie 76,4-procentowego zniesienia całej bessy. Tutaj w okolicach 18 000 punktów indeks może pobuksować w miejscu tak jak miało to miejsce na początku 2008 roku. Nie można jednak wykluczyć ataku na szczyt wszechczasów.

BRAZYLIA – Istnieje groźba przegrzania gospodarki

Henrique Meirelles, prezes banku centralnego, po 9 miesiącach spekulacji, czy zdecyduje się na odejście z banku i rozpoczęcie kariery politycznej, zdecydował o pozostaniu na straży inflacji w największej gospodarce Ameryki Południowej. W swoim ostatnim wywiadzie stwierdził, że gospodarka rozwija się wspaniale i jedyna groźba jakiej teraz można się obawiać to możliwość przegrzania. Trzeba się więc liczyć ze wzrostem stóp na najbliższym posiedzeniu. Kwestią otwartą pozostaje jedynie skala zacieśnienia. To, że je zobaczymy, jest niemal przesadzone, gdyż inflacja w marcu przekroczyła już 5 proc., podczas gdy celem banku jest utrzymywanie jej poniżej 4,5 proc.
Sama gospodarka, jak mówi prezes banku centralnego, rzeczywiście ma się wspaniale. Produkcja przemysłowa w lutym wzrosła o 18,4 proc. r/r i 1,5 proc. m/m. Prognozy były bardziej konserwatywne. PKB po spadku w zeszłym roku, ten może zakończyć wzrostem o nawet 6 proc., jak nie więcej. Ponadto pod względem sprzedaży samochodów Brazylia może stać się czwartym rynkiem na świecie, czym wyprzedziłaby Niemcy.

Na rynku obserwowaliśmy nowy szczyt. Ustanowiono go jednak z niemałym trudem. Byków trochę straszy bliskość historycznego szczytu, ale jego przebicie jest bardzo realne. Ten kto kupił akcje na początku 2009 roku przy takich poziomach powinien poważnie rozważyć realizację przynajmniej części niemałego zysku.

Łukasz Bugaj
Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi