W poniedziałek dowiedzieliśmy się, jak wyglądały sierpniowe dane makro dla Polski: inflacja CPI wzrosła o 4,8% przy spodziewanym wzroście o 5%, zatrudnienie 4,2%, natomiast przeciętne wynagrodzenie zmieniło się o 9,7% (poprzednia wartość 11,6%). Dane wpływu na zachowanie rynków raczej nie miały. Indeksy uległy przecenie, podążając za nastrojami całego świata. Indeks szerokiego rynku stracił tego dnia 3,62% oraz 3,03% w dniu następnym. Z blue chipów traciły banki, najwięcej jednak podczas wtorkowej sesji spadł KGHM (9,52%). Skala spadków zmniejszyła się dopiero w środę WIG20 (-0,03%), mWIG (-0,7%) sWIG(-1,14%). W czwartek poznaliśmy kolejne dane makro za sierpień: wskaźnik cen produkcji sprzedanej przemysłu oraz produkcji budowlano-montażowej wzrósł o 2% (2,1% prognozy). Natomiast zdecydowanie gorsza od prognoz była dynamika produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej, spadek o -3,7% przy prognozach wzrostu 0,3%. Tego dnia duże spółki rosły o 1,1%, nieznacznie natomiast traciły małe i średnie. Ostatni dzień tygodnia przyniósł euforię na rynkach światowych, stąd również duże wzrosty obserwowaliśmy na naszym parkiecie.
Japonia, Chiny, Indie
Ten tydzień na giełdach regionu
azjatyckiego zapewne na długo zapadnie w pamięci inwestorów za sprawą skali
emocji i silnej dawki jakże negatywnych informacji z rynku amerykańskiego.
Giełda w Tokio z uwagi na silnie dodatnią korelację z Ameryką była pod wpływem
tego, co działo się w sektorze finansowym. Mimo dłuższego weekendu spowodowanego
poniedziałkowym świętem Keiro-no hi, czyli dniem, w którym celebruje się
szacunek dla starszych ludzi, inwestorzy we wtorek wrócili w mało świątecznych
nastrojach. Indeks Nikkei225 stracił 4,95%, zamykając się na najniższym od
trzech lat poziomie 11609pkt. Przez resztę tygodnia prawdziwa huśtawka
nastrojów. Nastąpiło ścieranie się popytu i podaży z pocieszającym happy end’em
wywołanym zapowiedzią wprowadzenia administracyjnego planu ratunkowego, który to
został ogłoszony przez szefa Fed Bena Bernanke w czwartek wieczorem. Na wieść o
możliwym zbawiennym wpływie owego planu na ograniczenie kryzysu sektora
finansowego, indeks Nikkei225 zareagował wzrostem o 3,76%, zamykając notowania
na poziomie 11920pkt. Na tle całego tygodnia indeks stracił 2,2%.
Z kolei na
giełdzie w Szanghaju scenariusz notowań wyglądał bardzo podobnie do tego z
Tokio, jednak z drobnym wyjątkiem. Tu nastąpiła zdecydowana przewaga podaży
przez prawie cały tydzień i odbicie podczas piątkowego zamknięcia. Z uwagi na
poniedziałkowe święto księżyca giełda była nieczynna, ale inwestorzy z powrotu
na parkiet nie mogli być zadowoleni, bowiem w ciągu trzech sesji indeks SCI
obniżył swoją wartość o 9,09%, a posiadacze papierów wartościowych sektora
bankowego i deweloperskiego nie mogli zapisać tego okresu do udanych. Zwątpienie
inwestorów mogłoby przełożyć się na kolejny tydzień, gdyby nie wymowa
czwartkowego wystąpienia szefa Fedu. Wydawało się, że pod tak silnym wpływem
podaży ten tydzień możemy spisać na straty, ale ostatnia sesja, która przyniosła
wzrost indeksu SCI o 9,45% i spowodowała, że kończymy notowania na niewielkim
plusie 0,36%.
Natomiast na giełdzie w Bombaju podobnie jak w regionie
inwestorzy mogli poczuć się jak na rollercoaster. Emocje towarzyszyły sesjom od
początku do samego końca notowań. Poniedziałkowa informacja o bankructwie Lehman
Brothers i silna podaż ze strony Merrill Lyncha, który ma znaczący udział na
rynku indyjskim, spowodowała pogorszenie się sentymentu i spadek indeksu
największych blue chipów BSE30 o 3,35%. Przez resztę tygodnia rynek pozostawał
pod presją podaży inwestorów zagranicznych, a indeksy sektorowe banków, metali i
nieruchomości traciły najbardziej. Piątkowa odwilż miała miejsce również w
Bombaju, przynosząc wzrost indeksu o 5,46% i zamykając notowania na poziomie
14042pkt. Na tle całego tygodnia BSE30 zanotował zwyżkę wartości o 0,53%.
Stany Zjednoczone
Ostatni tydzień na giełdzie za oceanem
był bardzo nerwowy. Poniedziałek przyniósł informację o bankructwie Lehman
Brothers. Ten czwarty bank inwestycyjny w USA z ponad 150-cio letnią historią
zawalił się prawie jak domek z kart, co pociągnęło indeksy mocno na południe.
Dodatkowo coraz więcej mówiono o problemach AIG, co pogarszało i tak minorowe
nastroje. Amerykański bank centralny, który pozwolił upaść Lehman Brothers,
zdecydował się jednak na uratowanie największego ubezpieczyciela. Wydawało się,
że ten ruch uspokoi rynki, ale jak się potem okazało cisza, która na moment
zapanowała, była zapowiedzią kolejnej przeceny. W środę mimo iż nie było już
kolejnego spektakularnego bankructwa, indeks S&P 500 spadł o tyle samo co w
poniedziałek. Niektórzy już tracili resztki nadziei, a nastroje i strach
sięgnęły zenitu. W tym krytycznym momencie nastąpiła skoordynowana akcja banków
centralnych wstrzyknięcia ogromnej ilości pieniądza na rynki finansowe.
Ograniczono również krótką sprzedaż, ale prawdziwym hitem była informacja, że
sekretarz skarbu USA i szef Fed ze swoimi doradcami pracują nad planem
ratunkowym mającym na celu utworzenie funduszu, do której przeszłyby złe długi
firm sektora finansowego. Jak na razie planowane rozwiązanie działa na rynki jak
magiczna różdżka, jednak dopiero reakcja na szczegóły planu odpowie na pytanie,
czy najgorsze mamy już za sobą.
Europa Zachodnia
Wielu globalnych, w tym
zachodnioeuropejskich inwestorów, miniony tydzień zapamięta bardzo długo. Przez
ostatnie kilka dni widzieliśmy już wszystko – najpierw strach i panikę,
następnie nadzieję i euforię. Zachowanie się głównych indeksów Starego
Kontynentu w ujęciu tygodniowym (w większości niewiele odbiegające od zera)
nijak nie oddało jednak tego, co działo się w trakcie poszczególnych sesji.
Oczywiście truizmem będzie stwierdzenie, iż źródłem wszelkiego zamieszania była
kulminacja problemów amerykańskiego sektora finansowego oraz opracowywany
naprędce plan naprawczy.
Ostatnie pięć dni śmiało można podzielić na dwa
etapy, pierwsze trzy sesje to panowanie giełdowych „niedźwiedzi”, do czego
przyczyniła się weekendowa upadłość Lehman Brothers – jednego z największych
amerykańskich banków inwestycyjnych, oraz poważne problemy amerykańskiego AIG.
Spadki na giełdach Starego Kontynentu na poziomie prawie 10 proc. w ciągu 3 dni
przyprawiały o zawrót głowy nawet największych giełdowych
optymistów.
Stwierdzenie „złe dobrego (czytaj: nieco lepszego) początki”
zaczęło nabierać swojej wartości pod koniec tygodnia. Z odsieczą rozchwianemu
systemowi bankowemu zaczęły kolejno przychodzić Fed (85 mld dolarów pożyczki dla
AIG), amerykańska administracja oraz europejskie banki centralne. Te ostatnie w
porozumieniu ze sobą zasiliły europejskie rynki pieniężne w czwartek i piątek
kwotą ponad 200 mld euro w celu zwiększenia jego płynności. Poprawiło to
zdecydowanie sentyment na zachodnioeuropejskich giełdach (piątkowe wzrosty na
poziomie ponad 6 proc. robią wrażenie), co pozwoliło odrobić praktycznie
wszelkie straty z początku tygodnia.
Niejako w cieniu powyższych wydarzeń
należy wspomnieć o sierpniowej inflacji w strefie Euro na oczekiwanym
poziomie 3,8 proc., oraz wygasających w piątek na większości rynków
instrumentach pochodnych, ale przyznajmy uczciwie, iż inwestorzy mieli dużo
poważniejsze informacje na głowie. Ogólnie rzecz biorąc kończymy miniony tydzień
w humorach zdecydowanie lepszych od tych, w jakich go zaczynaliśmy. Niezależnie
od tego niepewność na globalnych, także zachodnioeuropejskich parkietach, na
pewno z dnia na dzień nie zmaleje. Wszyscy będą czekać z niecierpliwością na
wieści (lepsze lub gorsze) z innych amerykańskich instytucji finansowych. Mimo
to przyszły tydzień – o ile nie będzie „powtórki z rozrywki” – rokuje nadzieję
na przynajmniej krótkoterminowe odreagowanie.
Europejskie Rynki Wschodzące
W mijającym tygodniu
na giełdach regionu inwestorzy najpierw panicznie uciekali z rynku, co było
spowodowane coraz większymi kłopotami instytucji finansowych zaangażowanymi na
rynku kredytów hipotecznych w USA, a w piątek wyrywali sobie akcje po
komunikacie o planie ratunkowym ogłoszonym przez Fed. Tak gwałtowne zmiany
nastrojów, a co za tym idzie ogromna zmienność na rynku może znamionować
zakończenie obecnej fali trendu spadkowego. Wydarzeniem historycznym w tym
tygodniu było zawieszenie notowań na parkiecie w Moskwie. Sytuacja taka
wydarzyła się pierwszy raz od czasu kryzysu rosyjskiego w 1998 r.
Pierwsze
zawieszenie nastąpiło pod koniec wtorkowej sesji po spadku RTS o 11,5%.
Regulator rynku rosyjskiego postanowił, że inwestorzy potrzebują czasu, żeby
zastanowić się nad swoim zachowaniem i dał im czas do środy. Niestety inwestorzy
w środę tylko przez pierwszą godzinę postępowali zgodnie z założeniami
regulatora, później nastąpiła kontynuacja przeceny z wtorku. Po spadku o ponad
5% Federalna Służba ds. rynków postanowiła zawiesić notowania na godzinę. Gdy to
nie poskutkowało (po odwieszeniu indeksy dalej miały ochotę spadać), została
podjęta decyzja o zawieszeniu notowań do odwołania (patrz polepszenia sentymentu
na rynkach kapitałowych). Po czwartkowej informacji o pomocy Fed dla instytucji
finansowych w USA oraz wykupie akcji banków chińskich przez rząd CHRL, Rosja
dała szansę inwestorom na poprawę swojego zachowania i tym razem nie zawiedli.
Euforia zakupów spowodowała dwukrotne czasowe zawieszenie notowań, a indeksy
poszybowały w górę o ponad 20%. Determinacja, by studzić emocje inwestorów przy
rynku wzrostowym jest dużo mniejsza niż przy rynku spadkowym. Zachowanie rynku
rosyjskiego od lipca ukazuje, dlaczego Rosja jest krajem zaliczanym do emerging
markets i musi być traktowana jako rynek podwyższonego ryzyka, o czym zapominali
analitycy, rekomendujący zwiększenie zaangażowania na tym rynku. Przez kilka
pierwszych miesięcy tego roku mieliśmy wysyp analiz rekomendujących BRIC jako
lekarstwo na całe zło. Argumenty przedstawiane przez analityków mające ochronić
rynki wschodzące (desynchronizacja, wzrost gospodarczy, słaba korelacja pomiędzy
rynkami, wysokie ceny surowców) okazały się sloganami. Każdy z rynków
wschodzących odczuł kryzys (co ciekawe nie w tym samym czasie). Analitycy
rekomendujący Rosję znaleźli sposób na obronę swoich wcześniejszych
rekomendacji. „Za spadki w dużym stopniu odpowiada konflikt gruziński, którego
nie sposób było przewidzieć”. Dynamiczne spadki w Rosji trwają od lipca („wojna”
w Gruzji rozpoczęła się w sierpniu), ceny akcji spółek surowcowych spadały w
porównywalnym tempie na całym świecie, a znaczenie cen surowców dla rynku
rosyjskiego jest powszechnie znane. Gdyby konflikt gruziński przyniósł wzrost
cen surowców, inwestorzy w Moskwie liczyliby na nowe rekordy i krociowe zyski, a
żaden z analityków rynków nie wspominałby o konflikcie na Kaukazie.
Przyszły
tydzień zapowiada się bardzo ciekawie. Podstawowe pytane brzmi, czy dawno
niewidziana euforia z piątku przełoży się na wzrosty cen akcji w ostatnim
tygodniu września. Gdyby bykom udało się podtrzymać dobry klimat przez
najbliższe kilka dni, to rynek może dotrwać do sezonu raportów kwartalnych w
USA, które określą tendencję do końca roku.
Surowce
Za nami kolejny, bardzo ciekawy tydzień na
rynkach surowcowych. Ropa typu Crude w ujęciu tygodniowym zdrożała o ponad 3,5%,
cena wynosi 102 dol. za baryłkę. Nie oznacza to, że nic ciekawego na tym rynku
się nie działo, wręcz przeciwnie. Po przebiciu wsparcia na w/w poziomie, cena
baryłki osiągnęła już nawet 90 dolarów. Na skutek mniejszego niż się spodziewano
zagrożenia ze strony huraganu Ike, ceny ponownie zaczęły rosnąć. Do tego
dochodzi atak rebeliantów na nigeryjskie rafinerie, co poważnie zakłóciło
produkcję. Wszystko wskazuje na to, iż przyszły tydzień przyniesie stabilizację
cen w przedziale 90-100 dol. za baryłkę. Oczywiście pod warunkiem, że z USA
znowu przyjdą wieści o problemach którejś z firm rynku finansowego.
Notowania miedzi na londyńskiej giełdzie metali w mijającym tygodniu wzrosły
o 3,5%, a za tonę płaci się obecnie 7090 dolarów. O kierunku zmian decydowała
interwencja Fedu na rynku finansowym w USA. Jeśli kłopoty gospodarcze tego kraju
nie okażą się tak groźne jak do niedawna sądzono, to powinno mieć to swoje
odbicie w zwiększonym popycie na ten surowiec.
W odniesieniu do cen
zamknięcia z poprzedniego tygodnia, złoto zanotowało 11% wzrost, natomiast uncja
wyceniana jest na 868 dolarów. Największy wzrost miał miejsce w środę, kiedy to
kruszec drożał o 10,5%. Po ogłoszeniu bankructwa czwartego co do wielkości banku
inwestycyjnego z Stanach Zjednoczonych Lehman Brothers, olbrzymich kłopotów AIG
i kolejnych stratach UBS, mieliśmy do czynienia z napływem kapitału na rynek
złota, który w czasach dużej niestabilności i zmienności traktowany jest przez
inwestorów jako bezpieczna przystań dla ich środków. Po prostu na skutek
pogłębiającego się kryzysu w sektorze finansowym w USA, inwestorzy zaczynają się
obawiać nawet o swoje aktywa ulokowane w tychże instytucjach, stąd zwiększony
popyt na złoto. Ostatnio banki centralne Wenezueli i Filipin potwierdziły
informacje o zainteresowaniu zakupami kruszcu, co również przyczyniło się do
wzrostów.
Waluty
W minionym tygodniu para EUR/USD kontynuowała ruch
korekcyjny zapoczątkowany 11 września. W poniedziałek i czwartek kurs tych walut
ustanowił dwa lokalne szczyty. Czwartkowy ruch zatrzymał się na lokalnym
maksimum z 4 września, po czym kurs w kolejnych dniach skorygował się o 4 centy.
Na godzinę 15 w piątek zmiana tygodniowa tej pary wynosiła około 0,5 cena na
korzyść EUR. Najbliższy opór to 1,4539, przebicie, którego otwiera drogę do
dalszej aprecjacji europejskiej waluty. Złotówka do połowy wtorkowego dnia
systematycznie traciła na wartości w stosunku do USD, EUR i CHF, jednak
notowania nadal utrzymywały się poniżej maksimów z poprzedniego tygodnia. Od
godziny 15-tej tego dnia na wszystkich trzech parach rozpoczął się ruch w dół,
który z korektami kontynuowany był do końca tygodnia. O godzinie 15-tej w piątek
kurs USD/PLN wynosił 2,30, EUR/PLN 3,30, CHF/PLN 2,08. Zatrzymanie deprecjacji
złotówki na górnym ograniczeniu wielomiesięcznego kanału spadkowego jakie miało
miejsce tydzień wcześniej zostało potwierdzone. To zdecydowanie oddala szansę na
trwałą zmianę długoterminowego kierunku naszej waluty i jej aprecjacja wydaje
się pewna. Jeśli poprawa nastrojów na GPW będzie kontynuowana, a europejska
waluta będzie się umacniała wobec dolara, to dodatkowo powinno pomóc
złotówce.
Raport przygotował zespół doradców finansowych Xelion w składzie: Łukasz
Bugaj, Jarosław Godyń, Zofia Kamińska, Michał Kurpiel, Jacek Pacholczyk, Paweł
Pilzak, Adam Piotrowski, Tomasz Ray-Ciemięga, Piotr
Trzeciak