Oba indeksy zakończyły dzień na najwyższych poziomach w tym roku.
Ostatnie dwa tygodnie na Wall Street upływają pod znakiem wzrostów, które nie są przerywane większymi korektami. Tym samym rynek jeszcze raz wyprowadził większość inwestorów w pole, którzy bazując na historycznych zachowaniach giełd, oczekiwali słabego września br. To kontrariańskie zachowanie może sugerować, że spadkowa korekta rozpocznie się w momencie, gdy inwestorzy uwierzą w możliwość kontynuacji wzrostów w kolejnych tygodniach.
Wczorajsza wzrostowa sesja w USA uchroniła japoński rynek akcji od wygenerowania sygnału sprzedaży. Nikkei wzrósł o 0,5 proc. do 10270,80 pkt., oddalając się tym samym od „technicznej krawędzi” jaką jest strefa 10130-10187,11 pkt. Tworzy ją na wykresie dziennym półroczna linia trendu wzrostowego (10130), szczyt z czerwca br. (10135,82 pkt.), poprowadzona po lokalnych dołkach z 19 sierpnia i 4 września br. linia szyi potencjalnej formacji głowy z ramionami (10180) oraz lokalny dołek właśnie z 4 września br. (10187,11 pkt.). Przełamanie tej strefy otworzy drogę w okolice 9600 pkt.
Zakończona wzrostami wtorkowa sesja w Stanach Zjednoczonych oraz odbicie w górę tokijskiego parkietu powinno przełożyć się na wzrosty w pierwszych godzinach notowań na europejskich giełdach. Paradoksalnie jednak takie wsparcie nie tworzy komfortowej sytuacji dla inwestorów w Europie. Jeżeli w ciągu sesji nie pojawią się impulsy podtrzymujące ten optymizm, to górę mogą wziąć obawy o rychłą realizację zysków na Wall Street. Szczególnie, że oscylatory dla S&P500, Nasdaq Composite czy DJIA już sygnalizują takie krótkoterminowe wykupienie.
Utrzymujące się dobre nastroje na rynkach finansowych, będące pochodną
dobrych nastrojów na rynkach akcji, pozwoliły na dalszy wzrost euro w relacji do
dolara. Kurs wspiął się do 1,4683 dolara, a dziś rano ten wynik został
poprawiony o kolejne 10 pipsów. Na wykresie EUR/USD można jednak dostrzec coraz
większe wątpliwości inwestorów, co sygnalizują długie cienie trzech ostatnich
świec. Może to zapowiadać kontrę podaży. Wczorajszy dzień pokazał, że takim
pretekstem do spadku EUR/USD nie będą dobre dane ze Stanów Zjednoczonych.
Pozostaje więc tylko realizacja zysków na giełdach lub bardzo słabe dane z
Europy.
Wzrost EUR/USD nie pociągnął za sobą podobnego ruchu na GBP/USD.
Brytyjska waluta osłabiła się do "zielonego", coraz wyraźniej kreśląc prawe
ramię potencjalnej formacji głowy z ramionami. Pełne utworzenie tej formacji
nastąpi w momencie przebicia poziomu 1,6150 dolara.
Dobre nastroje
na świecie oraz taniejący dolar znalazły we wtorek przełożenie na wzrost cen
ropy. Pod koniec dnia za baryłkę ropy Brent trzeba było zapłacić 69,74 dol.
wobec 67,40 dol. Środowy poranek przynosi jednak lekki spadek cen. Inwestorzy
obawiają się, że publikowane dziś przez Departament Energii USA tygodniowe dane
o zapasach paliw pokażą większy spadek zapasów ropy niż o prognozowane 2,5 mln
baryłek. Wpływ na takie oczekiwania mają ostatnie szacunki Amerykańskiego
Instytut Paliw w opinii którego, zapasy spadły o 5,2 mln baryłek w poprzednim
tygodniu.
Środa jest kolejnym po wtorku dniem z kalendarium
wypełnionym po brzegi. Przed południem inwestorzy poznają lipcowe dane o
sprzedaży detalicznej w Szwajcarii i stopie bezrobocia w Wielkiej Brytanii oraz
sierpniowy wskaźnik HICP dla Strefy Euro. Po południu natomiast trafi na rynek
cała grupa danych z USA. Będą to tygodniowe dane o kredytach hipotecznych, CPI,
rachunku obrotów bieżących, produkcji przemysłowej i wykorzystaniu mocy
produkcyjnych. Po południu Główny urząd Statystyczny opublikuje również
sierpniowe dane o przeciętnym wynagrodzeniu i zatrudnieniu.
Marcin R. Kiepas
X-Trade Brokers DM S.A.