Z Chin do Szwajcarii, ze Szwajcarii do Chin

Jan Kaliński
opublikowano: 2006-09-15 00:00

Od kilku lat eksport mechanicznych zegarków znów rośnie. Te najbardziej prestiżowe — szwajcarskie biją rekordy wartości sprzedaży.W Kraju Rad zegarki były walutą. Szmuglowane IWC zamieniano na ruble niezbędne do opłacania szpiegów. Szwajcarskie czasomierze to nie tylko instrumenty odmierzające czas. To również kawał historii, bezcenne pamiątki, kolejne osiągnięcia techniczne, lokata kapitału.— To ozdoba, symbol prestiżu, dla niektórych modny gadżet, dla innych wręcz element osobowości, przedmiot, który przemawia tajemniczym językiem, pokazuje, kim jesteśmy, wyznacza styl. To element kodu — noszę taki zegarek, ponieważ kocham tradycję lub nowoczesność, ponieważ identyfikuję się z niezwykłą historią jego marki — mówi Piotr Rączyński, prezes firmy Apart.Elektroniczny kryzysXX wiek był czasem próby dla tradycyjnych mechanicznych zegarków. Pojawiły się nowe technologie, zegarki elektroniczne, kwarcowe. Dużo tańsze, ale bez duszy. W latach siedemdziesiątych wiele lokalnych szwajcarskich firm upadło. — Na rynku producentów w ostatnich latach wyraźnie można było zauważyć konsolidację firm w grupy. Początkiem tej tendencji był kryzys szwajcarskiej branży zegarkowej, wywołany upowszechnieniem taniego zegarka elektronicznego w latach 70. poprzedniego wieku. Z około 4,5 tys. firm producenckich pozostało mniej więcej 10 proc. — 450 — przybliża Władysław Meller, wiceprezes Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków.Wiele mniejszych firm połączyło się w grupy. Najważniejsze są dziś dwie — Swatch (Omega, Longines, Rado, Tissot, Certina, Breguet, Blancpain, Glashütte Original, Swatch) oraz Richemont (Carter, Piaget, Vacheron Constantin, Baume et Mercier, Panerai, Mont Blanc, Dunhill, Jaeger LeCoultre, A. Lange & Sone, IWC). — Jest jeszcze kilka mniej znaczących grup oraz producenci niezależni. Najwięksi niezależni (pod kątem obrotów) to: Rolex, Patek Philippe, Chopard i Maurice Lacroix — dodaje Władysław Meller.Są też firmy, o których mówiło się, że zabiła je rewolucja październikowa. Takie jak H. Moser & Cie, która w 2002 r., po wielu latach, została reaktywowana. Azjatycki boomPrzyczyną problemów helweckich manufaktur były (i wciąż są) Chiny. Największy producent zegarków elektronicznych — wraz z Hongkongiem wytwarzają przeszło 1,5 mld sztuk. Jednocześnie ten sam kraj jest dziś największym rynkiem zbytu dla szwajcarskich produktów! Wartość eksportu do Chin i Hongkongu w 2005 r. wyniosła 2,22 mld franków, co stanowi niemal 20 proc. całego eksportu (według danych Federation of the Swiss Watch Industry FH). Kraje azjatyckie produkują 95 proc. zegarków na świecie. Szwajcarzy produkując 55 (!) razy mniej zegarków, wytwarzają prawie 60 proc. globalnej wartości sprzedaży czasomierzy. — Najbardziej znaczącym rynkiem w ostatnich latach jest Azja, a zwłaszcza Chiny. Są one największym światowym eksporterem, ale również obecnie największym rynkiem zbytu dla zegarków szwajcarskich. Dominacja Państwa Środka stale wzrasta. Zwiększa się również rola Indii — potwierdza Stanley Bark, prezes Swatch Group Polska.W ciągu dwóch ostatnich lat szwajcarski eksport do Chin wzrósł o 80 proc. Warto odnotować, że nowym rynkiem, na 30. miejscu w rankingu, jest Ukraina, gdzie w ciągu ostatnich dwóch lat sprzedaż helweckich majstersztyków wzrosła o blisko 60 proc. Coraz istotniejszym rynkiem jest także Rosja — w minionym roku na 13. miejscu.Trzydzieści najważniejszych rynków zbytu dla szwajcarskiej produkcji stanowi aż 92,2 proc. całego eksportu.Zegarkowa ignorancjaOczywiście Polski próżno szukać w takim rankingu. Wartość importu mechanicznych dzieł sztuki do naszego kraju wynosi około 21 mln franków. Sprzedaż zegarków z najwyższej półki powoli, acz systematycznie, rośnie. Małe to pocieszenie.— Jak stwierdził jeden z przedstawicieli producentów: „W Polsce brak edukacji zegarkowej”. Nie zwracamy uwagi na zegarki — ani własne, ani spotykanych osób — zwraca uwagę Władysław Meller.Ciągle jeszcze można zobaczyć, także u osób z pierwszych stron gazet, ewidentne podróbki zegarków. Świadczy to źle nie tylko o nich, ale także o organizacji, którą reprezentują. Podróbki kupowane na bazarze lub przez internet znawcy zegarków rozpoznają na pierwszy rzut oka. Dziś oceniamy ludzi, patrząc na ich dom, samochód, coraz częściej na ubranie. Na to, co noszą na nadgarstku, jeszcze nie. — Polska nie jest jeszcze zbyt otwarta na nowe marki zegarków. Zmieni się to, jak tylko klienci zyskają siłę nabywczą i staną się bardziej spontaniczni, a ich zwyczaje zakupowe bardziej odważne. Dobra koniunktura jest kluczowym czynnikiem — przewiduje Stanley Bark.W PolsceWiększość światowych marek jest już obecna na naszym rynku. Wiele sklepów z zegarkami z najwyższej półki otwiera się w centrach handlowych i przy reprezentacyjnych ulicach wielkich miast. Głównymi dystrybutorami są salony jubilerskie.— Klienci pytają dyskretnie sprzedawcę, czy nie będzie wstyd, jak założą ten zegarek... Niewiele wiedzą, ale mają pieniądze, chcą mieć dobry, piękny zegarek — zauważa Piotr Rączyński. Są też koneserzy, którzy doskonale wiedzą, co kupują. Wybierają dany model, bo idealnie pasuje do ich osobowości. Na naszym rynku znajdą się też smaczki dla najbardziej wymagających, np. prestiżowy Vacheron Constantin — pierwsza marka zegarkowa, istniejąca od 250 lat. Wiele się zmieniło od początku lat dziewięćdziesiątych.— Kiedyś modelowy łańcuch sprzedaży wyglądał następująco: producent-dystrybutor-sklep-klient końcowy. Ostatnio: producent-sklep-klient końcowy — tłumaczy Władysław Meller.Mimo braku edukacji zegarkowej Polaków producenci widzą potencjał w polskim rynku. Gospodarka się rozwija, społeczeństwo się bogaci. To prędzej czy później musi się przełożyć na sprzedaż dóbr luksusowych — także zegarków z najwyższej półki.— Niezależnie od tego, co czytamy na pierwszych stronach gazet, mamy czas rosnącego dobrobytu. Ludzie żyją coraz dłużej i coraz więcej po sobie pozostawiają. Nic więc dziwnego, że nadeszły szczęśliwe dni dla dóbr luksusowych — dla zegarków — mówi Stanley Bark.W sklepach tak naprawdę nie znajdziemy dziś już tylko jednej marki — Patek Philippe.... I jest to bardzo istotny brak. Ta szwajcarska manufaktura uznawana jest za najbardziej prestiżową na świecie. Zdaniem producentów, Polacy dołączą do grona nabywców dóbr luksusowych, gdy i te zegarki pojawią się na naszym rynku.Czym jest prestiżMiłośnicy zegarków biorą pod uwagę całokształt: historię, dokonania, jakość, działania marketingowe, wygląd zegarka, nowatorskie rozwiązania techniczne i wzornicze.Liczą się zegarki szwajcarskie. Takich marek jak Patek Philippe, Jaeger LeCoultre, Vacheron Constantin, Baume et Mercie, IWC nie trzeba reklamować. Jednak nie wszystko, co produkowane w małej ilości, zyskuje na znaczeniu.— Jeśli sam zrobię sobie jeden, to wcale nie będzie prestiżowy — śmieje się Władysław Meller.Dlatego Rolex — choć produkowany fabrycznie — w piramidzie prestiżu znajduje się bardzo wysoko. A na niektóre jego modele trzeba czekać minimum dwa lata.— Dla mnie osobiście Rolex to majstersztyk, mimo tak dużej produkcji. Przy tak częstym deprecjonowaniu marki (zegarek mafijny, podróbki) poszukiwany i chętnie kupowany — dodaje Władysław Meller.Także te niedawno powstałe marki, takie jak Maurice Lacroix — 1975 r. czy Chronoswiss — 1987 r., mogą wzbudzać uznanie wśród znawców.Wiele nazw znanych w Europie firm nic nie mówi np. Amerykanom. Wizerunek marki zależy także od szerokości geograficznej, uwarunkowań wewnętrznych itp. Nie inaczej jest w naszym kraju.— W Polsce cały czas jeszcze pokutują przyzwyczajenia i ugruntowane w czasie komuny slogany, a nie rzeczywisty i dzisiejszy poziom danej firmy. Z tego powodu w dalszym ciągu uznawane są za prestiżowe, topowe i ogólnoświatowe firmy, które takimi nie są, a nawet nigdy nie były — mówi Władysław Meller.Coraz więcej osób chce mieć jednak zegarek z najwyższej półki. Zdarzały się przypadki, że polscy kolekcjonerzy robili furorę na zagranicznych licytacjach i zdobywali cenne dzieła. Chęć wyróżnienia się wśród tłumu jest duża. Choć wciąż średnia cena sprowadzanych zegarków jest niższa niż na Zachodzie, wielu ludzi stać już na zakup nawet najbardziej prestiżowych zegarków.Należy więc czekać aż Patek Philippe — firma stworzona przez Polaka — zawita nad Wisłę. Będzie wtedy można uznać, że należymy do konsumentów dóbr luksusowych.