W praktyce zawodowej na pytanie o różnicę między psychologiem a psychoterapeutą odpowiadam często. Skoro zaś ta kwestia wciąż nurtuje i nurtuje pacjentów czy znajomych, to trzeba o niej wyraźnie napisać.
Niezwykle istotne, by owa różnica była czytelna, ponieważ do psychologa i psychoterapeuty udajemy się z jakiegoś powodu. Najczęściej — kłopotu, jaki nas dopadł. Świadomość, czego możemy oczekiwać od danego specjalisty, pozbawi wiele osób nie tylko rozczarowań, ale też niepotrzebnej straty czasu.
Niestety, mylenie kompetencji psychologa i psychoterapeuty bywa nagminne: dla wielu to raczej synonimy, choć w gruncie rzeczy tak nie jest. Psycholog to ktoś, kto ukończył studia psychologiczne — dość oczywiste, prawda? Magister psychologii zyskuje wiedzę o różnych obszarach funkcjonowania człowieka. Jego kompetencje pozwalają na pracę w poradniach psychologicznych, mediach, reklamie, pewnych obszarach biznesu. Psychologowie często zatrudniani są w firmach pośrednictwa pracy, w policji, wszędzie tam, gdzie niezbędne jest wydanie opinii dotyczącej zdolności konkretnej osoby do podjęcia określonej pracy.
Psychoterapeuta ma kwalifikacje niezbędne, by pomagać ludziom w ich problemach osobistych. Nie musi być psychologiem, choć oczywiście winien mieć wyższe wykształcenie i ukończoną szkołę psychoterapii. Psycholog może być psychoterapeutą, lecz wyłącznie wtedy, kiedy skończył również taką szkołę (nauka trwa około czterech lat); wymaga nadzoru ze strony kogoś bardziej doświadczonego w zawodzie.
Psycholog i psychoterapeuta to dwa różne zawody. Każdy z nich dysponuje innymi kompetencjami i narzędziami pracy. Pracują z ludźmi, jednak w zupełnie innych aspektach. Psychoterapia jest formą leczenia, polegającą na znajomości technik oddziaływania psychologicznego i opartą na kontakcie z drugą osobą. Trudna i wymagająca wysokich kwalifikacji sztuka.
Jeśli jest potrzeba, by zwrócić się po pomoc, zawsze warto pytać o kwalifikacje człowieka, do którego trafiamy. Kiedy to mówię przy różnych okazjach, nierzadko widzę zdziwienie w oczach rozmówcy i jakby zażenowanie. Młodzi ludzie pytają, czy w ten sposób nie urażą tej osoby. Nie, to dobry test na początek, bo jeśli terapeuta stawia opór, nie chce mówić o swoich kompetencjach, oburza się na prośbę o pokazanie dokumentów potwierdzających jego przygotowanie, to czas pomyśleć o poszukaniu kogoś innego.
Pamiętam pierwsze takie doświadczenie, kiedy pacjent przy pierwszym spotkaniu spytał mnie o wykształcenie. Byłam zaskoczona, gdyż dla mnie to rzecz oczywista, ale pomyślałam, że dla niego — niekoniecznie. Powiedział też, że jeśli ma ze mną rozmawiać o prywatnych, intymnych sprawach, no, to chciałby wiedzieć, że znalazł właściwą osobę. Uznałam, że taka otwarta prośba świadczy o umiejęt- ności zadbania o swe bezpieczeństwo, że zapewne sama bym tak zrobiła. Proste. Powiedziałam mu wszystko o swoim wykształceniu i drodze do zawodu. Później pracowa- liśmy długo razem. Z dobrym skutkiem.
Taki wstęp-rozpoznanie zdarzał mi się później, ale jestem zdumiona, jak mało osób o to pyta. Rozumiem, kiedy trafiają do placówek służby zdrowia — już samo to świadczy o formalnych kompetencjach. Ale równie rzadko taką ciekawość słychać w prywatnych gabinetach.
A przecież niekompetentna osoba może nie tylko nie pomóc, ale nawet zaszkodzić. Zasada podobna do tej, jaka dotyczy lekarzy. Warto dla swego dobra widzieć zasadniczą różnicę pomiędzy psychologiem a psychoterapeutą. Nikt nie pójdzie przecież z chorym gardłem do dentysty... l
Małgorzata Ziębińska: Jeśli terapeuta oburza się na prośbę o pokazanie dokumentów potwierdzających jego przygotowanie — czas pomyśleć
o poszukaniu kogoś innego.
