Z kawiarni wyprasza się akwizytorów

Rozmawiał Mirosław Konkel
opublikowano: 2015-06-30 22:00

ROZMOWA Z MARKIEM SODOLSKIM, WICEPREZESEM E-POINT

Na Facebooku można polecić produkt, ale się go nie sprzeda. Media społecznościowe nie są jednak dla e-commerce stracone.

„Puls Biznesu”: Jakie segmenty internetowego handlu zyskują najwięcej dzięki obecności na Facebooku?

Marek Sodolski, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu w e-point: Facebook może być jedynym źródłem ruchu i zamówień dla niszowych wyspecjalizowanych sklepów. Na portalu świetnie odnajdują się np. sprzedawcy ręcznie wykonanej biżuterii, artystyczne cukiernie tworzące cuda z kolorowego lukru, projektanci designerskich ubrań. Ich produkty są atrakcyjne wizualnie i mogą się świetnie rozchodzić w wąskiej grupie docelowej.

Największe międzynarodowe firmy mają na Facebooku fanpage i za ich pośrednictwem komunikują się z klientami. Czy zatem termin f-commerce, stosowany przez niektórych marketingowców, ma uzasadnienie?

Owszem, użytkownicy Facebooka kupują czasem produktyi usługi, z którymi zetknęli się w tym serwisie. Nadawanie temu zjawisku szumnej nazwy f-commerce uważam jednak za przesadę. To tak jakby ze sklepów, które pozyskują ruch z Google, zrobić osobny segment rynku: g-commerce. Dość powiedzieć, że na Facebooku tylko 2 proc. klientów kupiło cokolwiek od takich gigantów jak GAP, JC Penny czy Nordstrom.

Z czego to wynika?

Z natury Facebooka, który jest wirtualną kawiarnią. To portal, na którym spotykam się z przyjaciółmi. Wystarczy spojrzeć na ostatni raport Fanpage Trends: rozmowy toczyły się głównie o polityce i piłce nożnej. Rekordy popularności biją nie sklepy, lecz takie strony jak wiedzabezuzyteczna.pl. Sprzedawanie na Facebooku nie pasuje do kontekstu. Można oczywiście polecić dobry produkt lub dać fanom kupony zniżkowe. Zaprosić do sklepu, ale nie sprzedać. Z kawiarni wyprasza się akwizytorów. A elementem kawiarnianej magii Facebooka jest kontakt ze znanymi markami i ludźmi. Skoro są tam tylko znane mi rzeczy, to rozwiązania swoich problemówszukam gdzie indziej, najczęściej w Google. Zresztą, kto szuka nowej zmywarki na Facebooku? Niby jak?

Czyli e-sklepy nie mają czego szukać w mediach społecznościowych?

Byłbym ostrożny ze stawianiem takiej tezy. Serwisy społecznościowe, choć nie chcą się zamienić w galerie handlowe czy bazary, jednak doceniają potencjał e-commerce i szukają pomysłów na współpracę. Przykładem może być właśnie Facebook, który od pewnego czasu testuje przycisk „kup”, dodawany do reklamowanego produktu, by można było go kupić bez opuszczania portalu. Zatrzymanie użytkownika na stronie jest jednym z głównych celów Facebooka. Już teraz wydawcy w ramach usługi Instant Articles mogą publikować bezpośrednio na tej platformie, bez konieczności odsyłania czytelnika do swojego serwisu. Jeśli jest sens mówić o e-commerce w facebookowym wydaniu, to albo czeka go spektakularny rozwój, albo specjaliści od marketingu ponownie przeżyją rozczarowanie. © Ⓟ