Inwestor Złotych Tarasów ma pecha. Od początku inwestycji spółka zmagała się z trudnościami, ale popychała prace do przodu. Jak będzie tym razem?
Nie milkną kontrowersje wokół budowy w centrum Warszawy gigantycznego centrum handlowo-rozrywkowo-biurowego — Złote Tarasy. Tym razem czarne chmury zebrały się nad głowami urzędników miejskich, którzy zawiązali spółkę Złote Tarasy z ING Real Estate (ING RE). Stołeczna Prokuratura Apelacyjna (PA) chce przedłużenia śledztwa. Powinno się ono zakończyć się 30 października 2004 r. Termin ten jednak nie satysfakcjonuje prokuratorów.
— W PA rozpatrywany jest wniosek o przedłużenie śledztwa — mówi Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Grunt to wycena
Najważniejszy zarzut, w sprawie którego PA prowadzi postępowanie, dotyczy wniesienia aportem przez miasto Warszawa do spółki z holenderskim udziałowcem ING RE działek w rejonie Dworca Centralnego (blisko 4 ha). Umowa wniesienia gruntu podpisana została w 2001 r. Szacując wartość aportu, przyjęto cenę, która była znacznie niższa niż wartość rynkowa. Z ujawnionego w styczniu 2004 r. raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że ówczesne władze miasta posłużyły się ceną aktualną... cztery lata wcześniej. W tym czasie zaś wartość terenu wzrosła o 80 do 100 proc. O wniesieniu gruntów do spółki zdecydował zarząd ówczesnej gminy Warszawa Centrum — burmistrzem gminy był Jan Wieteska (SLD). Umowę o zawiązaniu spółki Złote Tarasy podpisał w 1998 r., na podstawie uchwały Rady Miasta, ówczesny wiceprezydent stolicy — Wojciech Kozak (PO).
Pod kopułą
Niestety, to nie koniec pytań o działania prowadzone przez spółkę Złote Tarasy. Kolejne dotyczy zasadności prowadzenia prac budowlanych. W lipcu 2004 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił pozwolenie na budowę, uwzględniając skargę Stowarzyszenia Przyjazne Miasto na nieprawidłowości administracyjne powstałe podczas konsultacji i uzgodnień przed wydaniem pozwolenia na budowę. Spółka powinna więc do czasu „odwieszenia” decyzji powstrzymywać się od prac budowlanych, innych niż konieczne zabezpieczenie terenu budowy. Tymczasem wyraźnie widać, że powstaje dach centrum, coraz lepiej widoczna jest też kopuła.
Ewa Łydkowska, przedstawicielka inwestora, zapewnia, że dach budynku i kopuła musiały powstać przed zimą ze względu na specyfikę ich konstrukcji.
— Nie robimy niczego wbrew prawu. Aby jednak zminimalizować straty, musimy wykonać pewne prace przed zimą. To eksperci budowlani zadecydowali o konieczności kontynuowania prac przy wznoszeniu kopuły — tłumaczy.
Dodaje, że inwestor zlecił ekspertom z Politechniki Warszawskiej napisanie raportu na temat skutków technologicznych zatrzymania prac. Raport złożony już został w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego.