Zagranica panikuje i wychodzi z rynku

Adrian Boczkowski
20-10-2008, 00:00

Chwile grozy przeżyli w piątek inwestorzy wracający z lunchu, którzy w porze śniadaniowej stracili czujność przez błogą zieleń na giełdowych ekranach. Rano, na fali powrotu optymizmu za oceanem i silnie wzrostowych sesji, zarówno w USA, jak i w Azji WIG20 rósł ponad 3 proc. Przed południem zaczął jednak systematycznie schodzić w dół. Apogeum spadków nastąpiło nieco po 14.30, gdy indeks blue chipów był blisko 9,7 proc. pod kreską, ustanawiając dno bessy przy 1716 pkt. Ci, którzy przecierali oczy ze zdumienia, przypominali sobie niektóre sesje sprzed 10 lat, gdy główny indeks GPW też spadał jak szalony.

Zdziwienie graczy jest jak najbardziej uzasadnione. Przecież główne europejskie indeksy były na sporym plusie. Zachodnim graczom nie przeszkadzały nawet kolejne dane makro mówiące o zapaści budownictwa w USA, bo mieli w pamięci relatywnie dobre wyniki Google czy IBM. Nie zdarzało się raczej, by zachowanie GPW oderwało się mocniej od kierunków obranych przez Frankfurt czy Londyn.

Zjazdy w Polsce wywołali zagraniczni inwestorzy, którzy masowo i w panice uciekali z giełd całego naszego regionu. Przyczyniła się do tego z pewnością agencja ratingowa Standard Poors, która uznała za prawdopodobne obniżenie wiarygodności Węgier i Ukrainy. To spowodowało duży odpływ kapitału z całego naszego regionu i skokowe osłabienie walut oraz giełd. Niestety, dla dużych globalnych graczy wciąż Europa Środkowo-Wschodnia to twór jednolity. Gdy chwieją się Węgry, nikt nie zastanawia się nad fundamentami Polski czy Czech. Strach pomyśleć, co stałoby się, gdyby i u nas zachwiał się któryś z dużych banków czy z impetem wpadlibyśmy w recesję.

Paniczna ucieczka zagranicznego kapitału w średnim terminie może wyjść nam na zdrowie. Ci, którzy mają się wyprzedać, muszą to zrobić, zanim powstanie stabilna baza do solidnych wzrostów. A zagraniczne instytucje, szczególnie silnie lewarowane fundusze hedgingowe, które pogrążyły naszą giełdę, na gwałt potrzebują gotówki, by zapewnić sobie przetrwanie. Cieszyć może również mocny popyt, który wyciągnął nasze indeksy z nowych dołków. Ssanie (OFE na zakupach?) było tak silne, że podwoiło obroty w ostatnich dwóch godzinach handlu. Nawet podczas największych spadków kursy kilkudziesięciu firm rosły. Bilans zeszłego tygodnia, choć mocno na minusie, jest też lepszy niż wcześniejszego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / Zagranica panikuje i wychodzi z rynku