Zagraniczni inwestorzy stają się ostrożniejsi

opublikowano: 23-06-2016, 22:00

W Nowej Soli niemiecka spółka Nord odwleka budowę fabryki. Takich przykładów jest więcej. Polityka czy zwykła biznesowa kalkulacja?

Od wyborów polityka głęboko weszła w gospodarkę. Każda zmiana kojarzy się z „dobrą zmianą”. Czy zachowanie zagranicznych inwestorów to reakcja na zmianę klimatu inwestycyjnego? Niektórzy uważają, że mają na to dowody.

Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Sol
Zobacz więcej

Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Sol ARC

— Jeden z potencjalnych inwestorów już po zakończeniu negocjacji nie przystąpił do przetargu na zakup nieruchomości. Jako powód podał sytuację polityczną w Polsce. Wcześniej inna firma z tej samej przyczyny przerwała negocjacje — mówi prezes jednej ze specjalnych stref ekonomicznych.

Odrzuceni Niemcy

Nowa Sól liczyła na pozytywną decyzję niemieckiej firmy Nord, która produkuje tu napędy i przekładnie, a miała zbudować fabrykę silników przemysłowych zatrudniającą około 200 osób.

— Jesteśmy jedną z kilku potencjalnych lokalizacji w Polsce. Ostatnio firma wstrzymała podjęcie decyzji — mówi Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli.

Tyle bezpośrednich inwestycji zagranicznych napłynęło do Polski w 2015 r. Z takim wynikiem wypadliśmy z pierwszej 20. krajów na świecie, do których napłynął kapitał. Polska została wymieniona wśród krajów, które w 2015 r. wprowadziły bardziej restrykcyjne przepisy dla inwestorów, choć 85 proc. regulacji na świecie szło w odwrotnym kierunku.

To nie wszystkie złe wieści. — Do niedawna prowadziliśmy rozmowy z kilkoma znaczącymi niemieckimi inwestorami. Od jakiegoś czasu jest głucho — dodaje Wadim Tyszkiewicz. Jego zdaniem, to efekt negatywnych wypowiedzi polityków na temat niemieckich inwestorów w Polsce i niestabilnej sytuacji politycznej w naszym kraju.

— Jerzy Materna, wiceminister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, mówi w telewizji publicznej, że przyczyn kłopotów KGHM można szukać w nazwisku Herberta Wirtha, byłego prezesa spółki, sugerując spisek tajemniczych niemieckich sił. Oskarża się Niemców, że drenują polski rynek pracy i wykorzystują tanią siłę roboczą. Wypowiedzi wicepremiera Morawieckiego, że Polska potrzebuje tylko wysokich technologii, gdy wszyscy wiemy, że trzeba zacząć od niższych, czy robienie sobie wroga z naszego największego partnera, działa na naszą niekorzyść — uważa Wadim Tyszkiewicz.

Na Zachodzie bez zmian

Nie wszyscy zgadzają się z tezą, że inwestorów, szczególnie niemieckich, odstraszają politycy. Gedia, również firma z niemieckim kapitałem, która obecnie w Nowej Soli zatrudnia 1,8 tys. osób, co roku inwestuje po 100 mln zł. Na budowę fabryki silników Mercedes-Benz w Jaworze na Dolnym Śląsku zdecydował się niedawno Daimler. — Nie obserwujemy przypadków wydłużania, wstrzymywania czy zarzucania negocjacji — twierdzi pracownik Legnickiej SSE.

Jeden z rozmówców twierdzi, że prezydent Nowej Soli, który popiera Nowoczesną, niepotrzebnie szuka politycznych związków, a Nord obawiał się, że nie znajdzie w Nowej Soli pracowników. Są głosy, że klimat inwestycyjny się nie zmienił.

— Niemieccy przedsiębiorcy nadal chcą inwestować w Polsce. Inwestorzy, z którymi negocjowaliśmy jeszcze za poprzedniego rządu, wstrzymali rozmowy na czas przed- i powyborczy, ale już wrócili do stołu — mówi Dariusz Lesicki, wiceprezydent Zielonej Góry, w której gros inwestycji realizują niemieckie lub polsko-niemieckie spółki. Z trzech opublikowanych ostatnio raportów dotyczących atrakcyjności inwestycyjnej dwa są dla Polski niekorzystne — UNCTAD i AHK, a jeden, przygotowany przez EY — jest pozytywny. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu