Zamiast narzekać, korzystajmy z szansy

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2006-05-19 00:00

Dziewięć miesięcy po wypracowaniu stanowiska Parlament Europejski przegłosował ostatecznie budżet na lata 2007-13, uzgodniony z rządami 25 krajów. Czas naglił — w kategoriach ludzkiej biologii groził nam spóźniony poród. Pytany, czy można było zyskać więcej, odpowiadam: nie warto tracić czasu na takie dywagacje. Trzeba zabrać się do roboty i wykorzystać szansę. Lepiej niż w roku 2006. Warto puścić mimo uszu głos malkontentów, dla których unijne fundusze (drobne 90 mld EUR) mają marginalne znaczenie. Trzeba ich wysłać do Hiszpanii czy Irlandii, by zobaczyli efekty. Albo, taniej, wysłać w polski teren, by zapytali wójtów i burmistrzów, jakie znaczenie ma promesa Unii Europejskiej, by ich ośmielić do inwestycji, które żadną miarą nie mieszczą się w lokalnym budżecie.

Nie przypominam sobie takiego epizodu nowszej historii Polski, obfitującej w nieprzyjazne lub obojętne gesty europejskich mocarstw, kiedy — zamiast zewnętrznych zagrożeń — płynęłyby stamtąd miliardy euro bezzwrotnej pomocy. Pod względem dziedziczonego stanu gospodarki i unijnej szansy, nowa koalicja w czepku się urodziła i pewnie dlatego tyłem do Unii się odwróciła!

Członkostwo w Unii Europejskiej nie redukuje się do pieniądza. To jest wielowymiarowa i wielopokoleniowa inwestycja. Pieniądze szczęścia nie dają, ale z unijnym budżetem, w paru regionach kraju, o szczęście będzie łatwiej.