Zamieszanie wokół znaku

Joanna Barańska
opublikowano: 2005-10-28 00:00

Okazuje się, że przedłużenie ochrony znaku towarowego to czynność wysoce nieformalna, choć rodząca skutki prawne i rynkowe.

Istniał znak towarowy przestrzenny Delicje, oznaczający płaskie ciasteczko z wypukłością na środku. Należał do LU Polska. W marcu 2003 r. Urząd Patentowy (UP) unieważnił go, a w czerwcu tego roku decyzja ta stała się prawomocna na mocy wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. Marka przestała być chroniona.

Waga kartki papieru

Między decyzją a jej uprawomocnieniem się LU złożył jednak do UP i opłacił wniosek o przedłużenie okresu ochronnego na znak na kolejne 10 lat. W lipcu tego roku UP poinformował producenta, że udzielił przedłużenia. Było to luźne, nieformalne pismo bez przywołania podstawy prawnej.

— To pismo jest traktowane przez sądy powszechne jako oficjalna decyzja o przedłużeniu ochrony na znak. LU domaga się od nas zaprzestania produkcji i dzięki tej kartce papieru wygrywa w pierwszych instancjach — mówi Anna Zwolińska-Mytko, rzecznik patentowy firmy Cuprod z Kluczborka.

Cuprod, wrocławski Lider Artur i kilkanaście innych przedsiębiorstw cukierniczych w Polsce również produkuje — pod różnymi nazwami — delicje i zastrzeżenie takiego kształtu ciastka przez LU miałoby poważny wpływ na ich działalność.

Luka w prawie

Cuprod i Lider Artur złożyły w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym (WSA) w Warszawie skargę na decyzję UP. Na wczorajszej rozprawie powstał jednak problem: jeśli lipcowe pismo UP do LU jest nieoficjalne i nie stanowi decyzji administracyjnej, to nie można go zaskarżyć. Okazało się, że w prawie jest luka. Nie ma procedury przedłużania okresu ochronnego na znak. Była w poprzedniej ustawie, brak jej w obecnym prawie własności przemysłowej.

— Uprawniony składa w odpowiednim terminie wniosek o przedłużenie, opłaca go i przedłużenie następuje z mocy prawa. UP nie musi o nim powiadamiać, żeby stało się faktem — tłumaczy Artur Pyliński z UP.

— Po co więc wystosowuje pismo, które rodzi skutki prawne? — dziwi się Tadeusz Rejman, rzecznik patentowy Lider Artur.

Zdaniem Artura Pylińskiego, sądy powinny opierać się na wyciągu z rejestru marek, a nie na piśmie. Dopóki w rejestrze nie zaznaczono unieważnienia znaku, znak obowiązuje.

— Dopiero dwa dni temu uzyskałam wyciąg z wpisem o unieważnieniu marki Delicje, a od decyzji unieważniającej minęły dwa lata — odpowiada rzeczniczka Cuprodu.

WSA postanowił wypowiedzieć się dopiero w listopadzie.

— Sprawa jest precedensowa. Sąd musi mieć czas do namysłu — podsumował sędzia Stanisław Gronowski.