Zaostrza się polsko-czeski konflikt o żywność

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2013-07-24 00:00

W maju spadł eksport żywności za południową granicę. Winny czarny PR, a na horyzoncie coraz więcej zagrożeń.

Po tym jak czeskim ministrem rolnictwa został Miroslav Toman, branża spożywcza jest pełna obaw. To on w styczniu, jako szef Czeskiej Izby Żywnościowej, nawoływał do „zakazu importu polskiej żywności do chwili, kiedy Czechy będą mieć pewność, że instytucje kontrolne w Polsce będą działać tak, jak powinny”.

FOT. mzacha/RGB Stock
FOT. mzacha/RGB Stock
None
None

— Wojna między Polską a Czechami może się dopiero rozpocząć. Nasze zakłady mięsne narzekają, że odbiorcy mięsa z Polski mają dodatkowe kontrole i są szykowani przez tamtejsze służby nadzorujące żywność — komentuje Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. Nasz resort rolnictwa wierzy, że „w przypadku wykrycia nieprawidłowości dotyczących żywności zarówno z Polski, jak i Czech (...) inspekcje w pierwszej kolejności mają dokładnie zbadać dany przypadek i wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Natomiast przekazanie informacji do opinii publicznej za pomocą mediów powinno nastąpić po dokładnym zbadaniu sprawy”.

Konflikt żywnościowy na linii Polska — Czechy rozpoczął się od wykrycia użycia soli wypadowej. Później w jednym z małych zakładów pojawiło się zanieczyszczone mleko w proszku. W tym czasie w wołowinie wykryto mięso końskie. Nasi przedsiębiorcy tłumaczyli wielokrotnie, że nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej. Tymczasem w marcu czeskie stowarzyszenie związków zawodowych zapowiedziało, że złoży do Komisji Europejskiej wniosek o wprowadzenie zakazu importu polskiej żywności w UE. — Ostatnio zaczęły pojawiać się fałszywe powiadomienia Czechów do systemu RASFF [europejskiego systemu powiadamiania o niebezpiecznej żywności — red.]. Ma to na celu podważanie

wiarygodności polskich producentów, ale w rzeczywistości każe zastanowić się nad wiarygodnością czeskiego systemu bezpieczeństwa żywności w kontekście jego wykorzystywania do realizacji doraźnych celów polityczno-gospodarczych — mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ). Chodzi m.in. o powiadomienie, które złożyli Czesi, dotyczące niedozwolonej substancji w pstrągu z Polski, który okazał się... pstrągiem z Czech.

Prostowaniem alarmu musiała zająć się Komisja Europejska, a główny lekarz weterynarii w służbowej notatce skierowanej do naszego ministra rolnictwa pisze, że „nie jest to pierwszy przypadek szkalowania polskiej żywności przez stronę czeską”, i ostrzega, że w przypadku powtarzania się podobnych praktyk zainterweniuje na poziomie europejskim.

Tymczasem wyniki handlowe przestały napawać optymizmem. W zeszłym tygodniu Czeska Agencja Prasowa podała, że import polskiej żywności do Czech zaczął spadać. W maju zmniejszył się o 8,5 proc. (ale za pięć miesięcy tego roku pozostaje na plusie).

— Nie wydaje się, żeby sytuacja miała się poprawić. Poza zmianami politycznymi, które nam nie sprzyjają, również zmiany własnościowe w czeskich mediach działają na naszą niekorzyść. Jeden z najbogatszych Czechów — Andrej Babis, jest właścicielem zakładów przetwórstwa żywności. Ostatnio kupił Mafrę — wydawcę kilku ogólnokrajowych, czeskich dzienników i gazet regionalnych. Niezbyt dobrze wróży to medialnemu wizerunkowi naszej żywności i może wpłynąć na to, że kampania czarnego PR przybierze na intensywności — mówi dyrektor generalny PFPŻ. Polski resort rolnictwa zaplanował promocję na rynku czeskim i słowackim.

— Będą to między innymi kampanie w mediach papierowych i elektronicznych, a także bezpośredni kontakt z konsumentami, poprzez prezentację polskich produktów na targach, wystawach i piknikach czy też wizyty studyjne zagranicznych dziennikarzy — mówi Małgorzata Książyk, rzecznik prasowy resortu.