Zapraszamy wojskowe kontyngenty Francuzów i Brytyjczyków

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-07-14 17:57

Polska ma potwierdzić, że jest przygotowana logistycznie i finansowo do obecności stałych wojsk nie tylko z USA, lecz również z innych państw NATO z Europy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Bezpieczeństwo stało się w Europie kategorią pojęciową i polityczną, która wychodzi dosłownie z każdej symbolicznie otwieranej lodówki. Ważność tego tematu oczywiście jest w poszczególnych państwach zróżnicowana, odwrotnie proporcjonalna do ich odległości od całkiem realnie wyobrażalnego teatru działań wojennych – oczywiście tzw. konwencjonalnych, jako że broń atomowa granic nie uznaje – czyli konkretnie mówiąc od agresywnej Rosji. Taki ewentualny przeciwnik został już bez żadnych dyplomatycznych ogródek zdefiniowany podczas ubiegłotygodniowego szczytu Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) w Ankarze.

Jego kontynuacją i skonkretyzowaniem była kolejna już narada tzw. koalicji chętnych do pomocy Ukrainie. Prezydent Emmanuel Macron zwołał ją w Paryżu pod hasłem strategicznej odporności Europy nieprzypadkowo 13-14 lipca, głównie dla zademonstrowania potęgi swojego kraju, a przy okazji europejskiej części NATO akurat w dniu święta narodowego Francji. Dekadę rządzenia kończy w maju 2027 r., zatem ostatni raz przyjmował, w otoczeniu licznych sojuszników, umiędzynarodowioną paradę wojskową na Polach Elizejskich oraz niebie nad nimi. Jeśli wierzyć sondażom wieszczącym pewną prezydenturę kandydatowi/kandydatce Zjednoczenia Narodowego, to powtórzenie takiego międzynarodowego eventu w Dniu Bastylii będzie w następnych latach absolutnie wykluczone.

Pozostają zatem trzy jako tako stabilne kwartały, które sojusznicy chcą maksymalnie wykorzystać. Premier Donald Tusk przywiózł z Paryża wspólne ustalenie, że jesienią odbędą się u nas międzynarodowe ćwiczenia koalicji – przede wszystkim wojsk Francji i Wielkiej Brytanii – służące „przygotowaniu jej do realnych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i regionu”. Polska w taki sposób ma potwierdzić, że jest przygotowana logistycznie i finansowo do obecności stałych wojsk nie tylko Stanów Zjednoczonych Ameryki, lecz również innych państw Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego z Europy. W zasadzie powinno to być w sojuszniczej rodzinie całkowicie normalne, ale niestety nie będzie. Zaproszenie przez polski rząd pierwszy raz tak dużych kontyngentów militarnych Europejczyków automatycznie stanie się dodatkowym elementem ostrego sporu politycznego na szczycie państwa. Chodzi o kontekst starań – podobno wspólnych prezydencko-rządowych – o uzyskanie decyzji rządu USA, czyli konkretnie Donalda Trumpa, przekształcającej dotychczasowe amerykańskie jednostki rotacyjne w przynajmniej jedną bazę stałą. Teoretycznie alternatywa „albo my, albo oni” wydaje się absurdalna, w końcu różnych uśpionych obiektów wojskowych z dawnej epoki Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Układu Warszawskiego jeszcze u nas dostatek, ale politycznie nigdy nie wiadomo.

Deklaracja premiera zaklajstrowała pewną okoliczność niewygodną nie tylko wizerunkowo. Oto Francja ogłosiła zmontowanie z Ukrainą koalicji przemysłowej, której zadaniem jest rozwijanie wspólnych zdolności do obrony przed pociskami balistycznymi nadlatującymi z Rosji, które ostatnio okazują się wyjątkowo skuteczne i śmiercionośne. Akces zgłosiły: Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Holandia, Hiszpania, Dania, Norwegia i Szwecja – czyli państwa z europejskiej najwyższej półki przemysłowej. Potencjał firm polskich obecnie jest jeszcze za mały, dlatego szef rządu wstrzymał się ze zgłoszeniem realnie pustym, chociaż w przyszłości ewentualna oferta producentów z naszego kraju zostanie uwzględniona.

Przy okazji potwierdzone zostało wstrzymanie przekazywania przez Polskę kolejnych pocisków do systemu Patriot, które są Ukrainie potrzebne od zaraz. Po prostu wolnych już nie mamy, poza tym ostatnia burza polityczna wyklucza jakiekolwiek proukraińskie donacje. Z nostalgią można wspomnieć, że jeszcze w epoce rządów Prawa i Sprawiedliwości, na początku zbrodniczej agresji Rosji, przekazywanie Ukrainie uzbrojenia – wtedy choćby bardzo tam przydatnych poradzieckich czołgów – było dla Polaków tzw. oczywistą oczywistością i odbywało się przy powszechnej akceptacji społecznej.