Zarządzający funduszami oddają w ciemno akcje spółek

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2008-01-24 00:00

Klienci TFI oczekują od zarządzających, że obronią ich pieniądze przed spadkami. Tyle że sami wytrącają im oręż.

Klienci TFI oczekują od zarządzających, że obronią ich pieniądze przed spadkami. Tyle że sami wytrącają im oręż.

Teraz liczy się głównie płynność — tak odpowiada większość zarządzających funduszami inwestycyjnymi na pytanie, jak wygląda ich praca w ostatnich dniach. Nie sprzedają tych akcji, które chcą, ale te, które mogą. Na zastanawianie się przyjdzie czas później.

— W takiej sytuacji nie zarządza się portfelem akcyjnym lecz płynnością. Zarządzający nie podejmują decyzji inwestycyjnych, ale po prostu sprzedają akcje, na które akurat jest kupiec — mówi Krzysztof Stupnicki, prezes AIG TFI.

— Teraz nie można wybierać spółek czy sektorów do inwestowania. Sprzedajemy to, co musimy, a niekoniecznie to, co byśmy chcieli. Nie ma znaczenia, że uważam spółkę za dobrą. Muszę coś sprzedać, więc liczy się to, że akurat jest na nią kupiec — dodaje Jarosław Niedzielewski, odpowiedzialny za zarządzanie funduszami DWS TFI.

Spanikowani klienci

Posiadacze jednostek oczekują, by zarządzający uchronili ich pieniądze przed gwałtownymi spadkami na giełdzie. Jednocześnie nie dają im na to szans, masowo umarzając jednostki. Według nieoficjalnych szacunków, w tym miesiącu klienci wycofają co najmniej 10 mld zł z funduszy. Są takie, w których skala umorzeń przekracza 10 proc. aktywów.

— Przy momentami panicznej wyprzedaży jednostek zarządzający toczą walkę, by móc wypłacić klientom pieniądze. Dlatego sprzedajemy, co musimy, a niekoniecznie to, co byśmy chcieli — mówi Jarosław Niedzielewski.

O tym, że zarządzający, tak jak inni inwestorzy, nie dokonują analizy przed sprzedażą świadczy to, że przecenie uległy zarówno duże, jak i małe spółki. Ucierpiał każdy sektor. Brak strategii, a jedynie wyprzedaż tłumaczy również mocną przecenę największych spółek. One są najbardziej płynne i najłatwiej je sprzedać. Podobnie z bankami, które pokazują dobre wyniki.

— Na banki i blue chipy zawsze ktoś kto podstawi wiadro i odbierze je od sprzedającego — mówi jeden z zarządzających.

W tym szaleństwie wyprzedaży TFI starają się zachować metodę.

— Oprócz płynnych spółek trzeba starać się sprzedać te najsłabsze, z najgorszymi perspektywami. Na racjonalnie zachowującym się rynku będą mocniej spadać i wolniej rosnąć, więc obciążą wynik funduszu — mówi Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Union Investment TFI.

Perełki zostają

Są jednak takie spółki, które zarządzający trzymają na liście „nie sprzedawać”. Przede wszystkim te, w które najbardziej wierzą.

— Fundusz niechętnie pozbywa się spółek, w których przekroczył próg 5 czy 10 proc. Takie mocne zaangażowanie to nie przypadek, lecz świadoma decyzja. Oznacza, że wierzymy w sektor i spółki w dłuższej perspektywie, więc żal byłby się jej pozbywać — mówi Jarosław Niedzielewski.

Dużo chętniej sprzedawane będą mniejsze pakiety. Choć nie zawsze.

— Nie sprzedaje się spółek małych, z których nie da się wyjść szybko, a sygnał, że fundusz się wycofuje, spowodowałby gwałtowny spadek kursu — mówi Krzysztof Stupnicki.

Zarządzający nie oddadzą też najbardziej pożądanych spółek.

— Są takie, do których udało się wejść z dużym wysiłkiem, a konkurentom nie. Bardzo niechętnie oddamy im akcje, bo nie dość że osłabimy siebie to jeszcze wzmocnimy ich — mówi zarządzający.

Choć są i tacy, którzy nie chcą rozstawać się z papierami gigantów.

— Spółki z WIG 20 mają już niską wycenę w porównaniu ze swoimi możliwościami. Poza tym gdy indeksy odbiją, to właśnie duże spółki będą rosły szybciej. Wzrosty na małych przyjdą później — mówi Zbigniew Jakubowski.

Nie wszyscy zarządzający otwarcie przyznają się do tego, że panika inwestorów pokrzyżowała im plany.

— Mam dość komfortową sytuację, bo znacząco zmniejszyłem zaangażowanie w akcjach pod koniec 2007 r. Wówczas sprzedawałem akcje, teraz umorzenia jednostek nie zmuszają do sprzedaży akcji, bo fundusz ma zapas gotówki — mówi Konrad Łapiński, zarządzający Skarbiec TFI.

Taka przezorność nie jest jednak bezkarna. Mniejszy udział akcji w portfelu nie pozwalał korzystać ze wzrostów. W rezultacie fundusz Skarbca w 2007 r. był poza pierwszą dziesiątką wśród akcyjnych.

Grzegorz Nawacki

[email protected] % 022-333-97-94