Sporo w ostatnich dniach i tygodniach pisałem o recesji, w różnych kontekstach. Prawda jest jednak taka, że na razie dane makroekonomiczne wciąż są mocne – niektóre wręcz zaskakująco mocne. Może wręcz za mocne i na tym polega cały problem. Gospodarka jest wciąż rozgrzana do czerwoności i nie za bardzo wiadomo, co z tym fantem zrobić. Wzrost to piękna rzecz, szkoda rezygnować, a recesja jest szkodliwa. Ale życie z wysoką inflacją też nie będzie łatwe.
W piątek GUS podał serię ważnych danych za kwiecień, które dają pierwszy wgląd w to, co się działo w przedsiębiorstwach na początku drugiego kwartału. Obraz wyłaniający się z tych danych jest generalnie pozytywny, nawet jeżeli widać pewne osłabienie produkcji w przemyśle – dość naturalne po stratosferycznych wzrostach w pierwszych miesiącach roku.
Moją uwagę przykuły zwłaszcza dane o zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw (firmy niefinansowe zatrudniające co najmniej 10 osób). W kwietniu wzrosło o 10 tys. etatów w stosunku do marca, a po oczyszczeniu z efektów sezonowych – o 14 tys. Jak pokazuję na wykresie, są to najlepsze dane od maja zeszłego roku, kiedy nastąpiło pełne otwarcie gospodarki po pandemii. Niedawno pisałem, że z danych o bezrobociu wyłania się lekkie spowolnienie na rynku pracy. Ale dane o zatrudnieniu temu przeczą. Cóż – oto w pełnej krasie sytuacja, z którą każdy analityk i decydent mierzy się na co dzień: nie do końca wiadomo, w jakim jesteśmy środowisku. Natomiast pewien wspólny mianownik różnych danych jest taki, że na pewno nie ma w Polsce zjawisk recesyjnych. Jeszcze.

Dane o zatrudnieniu są o tyle ważne, że stanowią papierek lakmusowy nastawienia firm do perspektyw rozwojowych. Firmy zatrudniają wtedy, gdy widzą przed sobą dobrą przyszłość. My jako analitycy możemy sobie gadać o recesjach, ale najwyraźniej w realnych decyzjach biznesowych nikt takiego scenariusza jeszcze nie zakłada.
Jest też możliwe, że w tych danych widać wpływ uchodźców na gospodarkę. Napływ dwóch milionów ludzi wygenerował nowy popyt – szczególnie na żywność, środki higieny osobistej, niektóre usługi lekarskie, edukacyjne, transportowe. Tych wszystkich towarów i usług nie dostarczali przecież wyłącznie wolontariusze, to był też element normalnych procesów rynkowych. Do zaspokojenia popytu potrzebni byli nowi pracownicy. Część z nich zresztą to Ukraińcy.
Za wzrostem zatrudnienia idzie potężny wzrost płac. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w kwietniu o 14,1 proc. rok do roku, wobec wzrostu o 12,4 proc. w marcu. I tutaj pojawia się najtrudniejszy do rozwiązania węzeł gordyjski. Wzrost realnych dochodów ludności jest ze społecznego punktu widzenia pozytywnym zjawiskiem. Przy takim wzroście płac jednak nie ma szans na obniżenie inflacji. Najprzyjemniejszy scenariusz byłby taki, żeby udało się obniżyć tempo wzrostu cen i płac równolegle – aby płace realne wciąż zachowały dodatnią dynamikę. W praktyce może być to cholernie trudne.
