FAKTY
Premier Donald Tusk — słusznie oburzony przypadkiem zwyrodnialca, który latami wykorzystywał seksualnie córkę — zaproponował, by pedofilów poddawać przymusowej chemicznej kastracji. Zabrzmiało groźnie w ustach polityka, kojarzonego dotychczas raczej z liberalnym (nie tylko ekonomicznie) nurtem życia politycznego. Przypomina to Leszka Millera: ten, po zabójstwie studenta, niespodziewanie (jak na człowieka lewicy) opowiedział się za wprowadzeniem kary śmierci.
PRZYCZYNY
Szef rządu najwyraźniej chciał dać sygnał do wyjścia z marazmu, w jakim pogrąża się na razie jego gabinet. I rozpoczął grę o elektorat najgroźniejszego rywala — Prawa i Sprawiedliwości, ale także — co ważniejsze — Lecha Kaczyńskiego. Wzmocnienie kar dla przestępców (popierane przez znaczną część opinii publicznej) było bowiem kojarzone właśnie z PiS i braćmi Kaczyńskimi. Deklaracja Tuska wskazuje, że PiS nie jest jedynym spra- wiedliwym.
SKUTKI
Zaostrzanie represji przeciw pedofilom może się okazać problematyczne pod względem prawnym; sprawa zapewne nieco potrwa. Walka o surowe przepisy przysporzy jednak rządowi punktów w sondażach. Niewykluczone, że trochę kosztem PiS. Jesienna ofensywa premiera może być jednak sygnałem, że ze strategii rywalizacji z ugrupowaniem braci: być przeciwieństwem tej partii lub jej lepszą,
doskonalszą odmianą — premier wybrał tę drugą koncepcję.
