Zbicie deficytu się nie upiecze

Jacek Zalewski
opublikowano: 2011-02-16 00:00

Komisja Europejska, symbolizowana przez komisarza ds. gospodarczych i walutowych Ollego Rehna, absolutnie nie widzi powodu, aby ustalony na rok 2012 termin zbicia polskiego deficytu do 3 proc. PKB przesuwać na 2013. Komisarz przekazał to ministrowi Jackowi Rostowskiemu w Brukseli, a dzisiaj jeszcze raz potwierdzi premierowi Donaldowi Tuskowi w Warszawie.

Szef rządu z troski Brukseli o jak najszybsze spełnienie przez Polskę kryteriów konwergencji właściwie powinien się tylko cieszyć, bo przyspiesza to nasz marsz do strefy euro i przeciwdziała podziałowi Unii Europejskiej na dwie prędkości. Jednak ze względów taktyczno- -politycznych Donald Tusk gorszego terminu zbijania deficytu nie mógł sobie wyobrazić w najczarniejszych snach. Wszak projekt budżetu na rok 2012 z przymusowymi oszczędnościami rząd złoży do Sejmu 30 września, czyli w samym szczycie kampanii przed październiko-wymi wyborami. Cięcia wydatków zostaną rozdmuchane przez rywali PO, przy czym koalicyjne PSL z całą pewnością się do tego wyborczego zgiełku dołoży.

Unijna procedura nadmiernego deficytu budżetowego nie jest wszczynana, gdy przekroczenie progu przez instytucje rządowe i samorządowe danego państwa zostanie uznane przez Brukselę za przejściowe i wyjątkowe. Akcentujemy wyraz "samorządowe", ponieważ w ostatnim czasie resort finansów właśnie w tym sektorze gwałtownie szuka stabilizatorów finansów publicznych. Sprzeciw jednostek samorządu terytorialnego wzbudza przede wszystkim nagłość sanacyjnych działań, grożąca paraliżem rozpoczętych już projektów inwestycyjnych.