Zboże idzie jak woda

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2013-10-07 00:00

Po latach zaczęliśmy więcej eksportować, niż importować. Produkcja zbóż będzie coraz większa, ale pojawi się silna konkurencja

Po zakończonym sezonie zbożowym staliśmy się po raz pierwszy znaczącym eksporterem netto zbóż — nadwyżka eksportu nad importem wyniosła około 3 mln ton. Eksperci twierdzą, że powinno to rozruszać wiele inwestycji, niekoniecznie spożywczych.

— Przez kilka lat nadwyżka eksportu nad importem będzie się utrzymywać. Wysokie światowe ceny zbóż zachęcają do zwiększania produkcji. Jednak niskie pogłowie trzody chlewnej powoduje, że popyt krajowy na zboża jest mniejszy niż przed kilkoma laty. Prognozy Komisji Europejskiej mówią, że produkcja zbóż w naszej części Europy będzie szybko rosła przy stosunkowo wolnym wzroście konsumpcji. Tym samym sprzedaż za granicę będzie się zwiększać — mówi Michał Koleśnikow, szef wydziału ds. analiz sektorowych w banku BGŻ.

Optymizmu nie podziela natomiast Wiesław Łopaciuk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

— Poprzedni sezon był wyjątkowy, bo zbiory w Europie Zachodniej były słabe, szczególnie w Niemczech. Podobnie było na południu Europy — w Rumunii, Słowacji, na Węgrzech oraz na Ukrainie i w Rosji. Dlatego przejęliśmy te rynki. Obecnie jednak mamy urodzaj w większości krajów, więc po prostu nie będzie popytu na nasze zboże — twiedzi Wiesław Łopaciuk.

Dotychczas Polska była raz na plusie, raz na minusie.

— Mieliśmy od 2 mln ton deficytu do 1 mln ton nadwyżki. Wcześniej uprawialiśmywięcej zboża, które nie jest popularne w światowym handlu — pszenżyto czy mieszanki, które były w większości zużywane w gospodarstwach m.in. do żywienia trzody chlewnej. Teraz większa część zbóż trafia na rynek, dzięki temu są to częściej pszenica, kukurydza czy jęczmień. Poprawia się również przeciętna jakość ziarna, gdyż musi ono sprostać wymogom odbiorcy — Michał Koleśnikow.

Infrastruktura, rolniku!

Co prawda z europejskiego punktu widzenia eksportowane przez nasz kraj ilości zboża nie są imponujące, ale w kolejnych latach, zdaniem eksperta BGŻ, będziemy sprzedawać więcej.

— Dlatego warto inwestować w rozbudowę infrastruktury: infrastrukturę przeładunkową w portach, silosy, a być może również infrastrukturę do transportu rzecznego — uważa Michał Koleśnikow. Zdaniem Wiesława Łopaciuka, to właśnie braki infrastrukturalne czynią nasze zboże mało konkurencyjnym.

— Żeby konkurować z innymi producentami o rynki trzecie, musiałoby być tańsze, a nie jest. Ponosimy bowiem spore koszty związane chociażby z samym transportem. Ładujemy zboże na mniejsze statki, co zwiększa koszty w eksporcie. Ponadto dłużej czekają one w portach na załadowanie ze względu na konieczność zebrania towaru od wielu rozdrobnionych producentów. Każdy dzień takiego postoju to setki tysięcy dolarów. Producenci są od siebie oddaleni, a sieć drogowa pozostawia wiele do życzenia. Nawet południowo-wschodnia Polska nie kupuje zboża w kraju, ale na Słowacji i Węgrzech, bo po prostu jest bliżej, więc także taniej — tłumaczy ekspert IERiGŻ.

Michał Koleśnikow, twierdzi, że większy eksport leży w interesie rolników, bo oznacza wyższe ceny przy rosnącej konkurencji, a ponadto jest jedynym rozwiązaniem dla zwiększającej się powierzchni upraw.

— Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie rozładować nadwyżkę zbóż, a będziemy ich uprawiać coraz więcej. Załamanie cen rzepaku sprawiło, że ten biznes stał się nieopłacalny. W jego miejsce będzie wysiewane zboże. Podobnie dzieje się z plantacjami tytoniu — mówi Marian Sikora, przewodniczący rady Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych.

Drugim rozwiązaniem jest, jego zdaniem, rozwój hodowli trzody chlewnej, a tym samym popytu na zbożowe pasze.

— Na to potrzeba jednak lat, a więc w najbliższym czasie jesteśmy zdani na eksport — twierdzi Marian Sikora.

Obawa o Ukrainę

Jednak to nie wyższa krajowa produkcja spędza rolnikom sen z powiek.

— Obawiamy się umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE. Jeśli Ukraina wejdzie na unijny rynek zbożowy, to ze względów geograficznych zrobi to przez Polskę. Oznacza to zalew taniego surowca i załamanie rynku — twierdzi Marian Sikora.