Coraz więcej osób decyduje się na korzystanie z pomocy ubezpieczycieli w dotarciu m.in. do specjalistów i diagnostyki, bo publiczny system opieki zdrowotnej od lat jest niewydolny. Z danych NFZ wynika, że w IV kw. 2022 r. na wizytę u neurologa czekało prawie 300 tys. pacjentów, z czego prawie 40 tys. to przypadki pilne. Liczba oczekujących w kolejce do kardiologa w naglących przypadkach sięgnęła 30 tys., a do okulisty ponad 20 tys.
Nic więc dziwnego, że z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce korzysta coraz więcej osób — na koniec czerwca było ich 4,56 mln, o 15,4 proc. więcej niż rok wcześniej.
— Dynamika przyrostu liczby ubezpieczonych utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie już od lat. Składają się na to dwa główne czynniki. Po pierwsze — w ostatnich latach Polacy zaczęli uważniej przyglądać się zdrowiu i dbać o profilaktykę. Po drugie — długie kolejki do lekarzy specjalistów i badań diagnostycznych w ramach publicznej służby zdrowia skłoniły ich do szukania pomocy prywatnie. Wykupienie ochrony, zwłaszcza w formie grupowego ubezpieczenia zdrowotnego, niejednokrotnie jest korzystniejsze finansowo niż płacenie za każdą wizytę i świadczenie osobno — mówi Beata Tylke, dyrektor sprzedaży Saltus Ubezpieczenia.
Taką kwotę wydali Polacy na prywatne polisy zdrowotne w pierwszym półroczu, rok wcześniej 549 mln zł.
Smutne statystyki
Według rządowych zapowiedzi finansowanie ochrony zdrowia w 2024 r. ma wynieść prawie 191 mld zł, o 12 proc. więcej niż w tym roku, jednak potrzeby są znacznie większe. Polskie społeczeństwo jest jednym z najszybciej starzejących się w Europie, zwiększa się także przeciętny wiek osób wykonujących zawody medyczne. W 2020 r. według szacunków 45 proc. lekarzy oraz 33 proc. pielęgniarek miało 55 lat i więcej.
GUS szacuje — w scenariuszu zakładającym utrzymanie dotychczasowej tendencji wzrostowej długości życia — że liczba Polaków w wieku 65 lat i więcej, która na koniec ubiegłego roku wyniosła 7,35 mln, do 2060 r. wzrośnie aż o połowę. Oznacza to, że prawie jedną trzecią wszystkich Polaków stanowiłyby osoby w wieku nieprodukcyjnym, wymagające coraz więcej konsultacji lekarzy specjalistów.
— Sytuacja zdrowotna Polaków jest dziś bardzo trudna. To, że na ten obszar zarezerwowano więcej pieniędzy w przyszłorocznym budżecie, może jednak nie rozwiązać problemów i nie przezwyciężyć inflacji ogólnej. Utrzymuje się ona na poziomie dwucyfrowym, a inflacja w sektorze ochrony zdrowia jest zdecydowanie wyższa, spowodowana zarówno wzrostem cen usług medycznych, jak też trudną sytuacją kadrową — mówi Dorota Fal, doradca zarządu PIU.
Polisa to nie abonament
Choć nieustający wzrost liczby ubezpieczonych jest korzystny dla rynku, to ze względu na specyfikę polisy zdrowotnej pojawiła się pewna pułapka.
— Traktujemy polisy zdrowotne jak abonament medyczny i w ramach ubezpieczenia realizujemy wszystkie świadczenia medyczne, nawet te, które w systemie NFZ nie wiążą się z długimi kolejkami. Tymczasem np. czas oczekiwania na wizyty internistyczne czy realizację podstawowych badań laboratoryjnych jest podobny w placówkach publicznych i prywatnych. Coraz częściej także jakość usług jest na zbliżonym poziomie. Tymczasem im częściej ubezpieczony korzysta z polisy, tym większe ryzyko, że będzie musiał liczyć się ze wzrostem składki w kolejnym roku. To naturalny mechanizm w każdym rodzaju ubezpieczeń — mówi Beata Tylke.
Podkreśla, że w sytuacji idealnej polisa powinna być zabezpieczeniem w razie nieprzewidzianych dodatkowych, poważnych komplikacji i wykorzystywana w momencie, kiedy pomoc publiczna nie jest w stanie zapewnić szybkiej konsultacji specjalistycznej lub wykonania pilnych badań.
