Rząd chce przedłużyć na 2008 r. 30-procentowe podwyżki dla służby zdrowia. Pracodawcy, nietypowo,są za wyższymi.
Po wielu nieudanych próbach negocjacji między rządem a przedstawicielami służby zdrowia Ministerstwo Zdrowia przekazało wczoraj związkom projekt ustawy przedłużającej na 2008 r. finansowanie 30-procentowych podwyżek płac z ubiegłego roku.
— To mały krok w dobrym kierunku — mówi Wiesława Tarnowska, wiceszef OPZZ.
Lekarzom się on jednak nie podoba. Jak twierdzi Maciej Nowicki, szef śląskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, nie interesuje ich samo utrzymanie ubiegłorocznych podwyżek. Związki chcą, by pielęgniarki zarabiały co najmniej 3 tys. zł brutto miesięcznie, lekarze bez specjalizacji 5 tys., a ze specjalizacją 7,5 tys. zł. Bez podwyżek, i to w tym roku, nie chcą zakończyć protestów.
Z nietypową propozycją wystąpiła Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan.
— Jeśli nie uda się osiągnąć kompromisu, należy powtórzyć ustawę z 2006 r. i w planie NFZ na 2008 r. wyodrębnić pieniądze na wynagrodzenia dla pracowników realizujących umowy z funduszem. Wzrost powinien być choć o kilka procent wyższy, niż zakłada ustawa z 2006 r., a podwyżka powinna dotyczyć wynagrodzenia zasadniczego, a nie dodatków. To złe rozwiązanie, lecz nie ma innego. Trzeba to zrobić, by nie dopuścić do destabilizacji systemu — mówi prof. Katarzyna Tymowska, ekspert Lewiatana.
Same podwyżki to za mało. Potrzebne są reformy systemu. Katarzyna Tymowska uważa, że należy szybko zdiagnozować problemy, rozpoznać grupy interesów i stworzyć koalicję na rzecz zmian. Potem należy przygotować regulacje, które wyeliminują wady systemu.