Zimna niezgoda

Jacek Zalewski
10-11-2008, 00:00

Ostatnie słowa mojego komentarza piątkowego, zapowiadającego nieformalny szczyt szefów państw i rządów Unii Europejskiej w Brukseli, brzmiały: "w zamierzeniu gospodarza dzisiejszy obiad ma być sceną jednego aktora". Komentarz niniejszy wypadałoby zacząć tym samym zdaniem, jedynie zmieniając "ma być" na "był".

Prezydent Nicolas Sarkozy triumfuje, że "Europa pojedzie na szczyt G-20 do Waszyngtonu, broniąc jednej linii przejrzystości i reformy dla przebudowy światowych finansów" oraz że "trzeba się przyzwyczaić do tej innowacji — Europa polityczna mówi jednym głosem". Przemilcza okoliczność, że to jego głos — w bardzo wielu szczegółach całkowicie odmienny od głosu słabszych i mniejszych państw członkowskich UE z naszego regionu.

Formuła G-20 początkowo przewidywała udział z Unii Europejskiej jedynie czterech największych państw, udziałowców grupy G-8 — czyli Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch. Ale będzie uczestniczyła również Hiszpania, która od czasu traktatu z Nicei tworzy wraz z Polską parę na zapleczu czwórki potentatów. Miejsce wywalczyły także Czechy, uzasadniając to przejmowaniem od 1 stycznia 2009 r. prezydencji UE. Zaproszona ma zostać podobno także Holandia, ciekawe kto jeszcze...

A zatem stało się oczywiste, że z wydłużającej się z każdym dniem listy uczestników zostaliśmy wyślizgani. Teoretycznie udział Polski dałoby się jeszcze uzupełnić w drugiej fazie, jako że G-20 przyjmie 15 listopada wstępnie pięć "podejść" w reformie światowych finansów, a "konkretne decyzje" zapadną dopiero pod koniec lutego, na kolejnym szczycie z udziałem zaprzysiężonego prezydenta Baracka Obamy. Jednak natychmiast pojawia się problem — kto personalnie miałby na nim Polskę reprezentować?

W Waszyngtonie jednemu państwu przysługuje tylko jeden fotel, ale Nicolas Sarkozy obdzielił hiszpańskiego premiera José Luisa Zapatero miejscem, które najpierw prawem kaduka dodatkowo przyznał sobie. Tak zinterpretował protokół, że Francji jeden fotel należy się jako członkowi G-8, drugi zaś z tytułu przewodnictwa UE. To potwierdzenie kompleksów Sarkozy’ego, ale nam chyba wypada się cieszyć, iż nie zagrał złośliwie, załatwiając z Amerykanami miejsce również dla Polski — stawiając warunek, że nasz prezydent i premier wspólnie wytypują tego z nich, który poleci do Waszyngtonu…

Na razie Sarkozy naprzemiennie rozmawia z oboma. W piątek widział się z Lechem Kaczyńskim, a w najbliższy czwartek przyjmuje Donalda Tuska, który dość nerwowo składa mu w Paryżu wizytę w przeddzień nicejskiego szczytu UE z Rosją. Jest już przesądzone, że negocjacje nowego układu zostaną wznowione, ponieważ prezydencja francuska oraz Komisja Europejska oceniają, iż Rosja wycofała z Gruzji wojska na pozycje sprzed wojny — czyli zupełnie inaczej, niż postrzegają to np. prezydenci Polski i Litwy.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Zimna niezgoda