Złoty coraz niżej

Kamil Zatoński
30-03-2005, 00:00

W perspektywie kilku tygodni brak czynników, które pozwoliłyby powrócić złotemu do wzrostów. Może to i dobrze?

Kończące się dziś posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej raczej nie przyniesie dobrych wieści dla tych, którzy zaciągnęli kredyty w walutach obcych. Ekonomiści są zgodni, że stopy procentowe będą spadać, a to w zestawieniu z polityką amerykańskiego banku centralnego, który z powodu utrzymujących się wysokich cen ropy może nawet przyspieszyć tempo podwyżek stóp, nie będzie zachęcało kapitału spekulacyjnego do powrotu na rynki w Europie Środkowej i Wschodniej. Jeśli kurs EUR/USD będzie jeszcze niższy, złoty straci do obu głównych walut.

Bez paniki

— Na razie nie dostrzegamy czynników, które znacząco mogłyby pomóc złotemu. Dzisiejsze posiedzenie władz monetarnych raczej nic tu nie zmieni. Zakładana przez nas obniżka o 25 pkt baz. byłaby wręcz rozczarowaniem i mogłaby przynieść wyprzedaż papierów skarbowych, co zaszkodzi krajowej walucie. Z kolei głęboka redukcja z definicji jest argumentem za dalszą deprecjacją — mówi Tomasz Zdyb, analityk Banku Pekao.

Jego zdaniem, kurs EUR/USD przetestuje poziom 1,275, a to przełoży się na dalsze osłabienie złotego. Wczoraj euro było warte 1,293 USD. Ważne poziomy oporu dla EUR/PLN i USD/PLN to 4,21 i 3,23.

Ale nie ma co panikować.

— Notowania złotego wróciły do poziomów z przełomu roku. Krajowa waluta wciąż jest mocna, o czym niektórzy zapominają — uważa Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego.

(Nie)korzystny kurs

Korekta notowań złotego jest korzystna przede wszystkim z punktu widzenia eksporterów. Z ubiegłorocznych badań NBP wynika, że poziom 4,10-4,20 zł za euro jest dla polskich firm progiem opłacalności sprzedaży zagranicznej.

— Firmy już widzą, że złoty nie jest skazany na niekończące się wzrosty. Dane za IV kwartał pokazały, że front inwestycyjny jest na razie słaby, więc gdyby kurs do euro ustabilizował się na poziomie około 4,10 zł, eksporterzy wciąż dokładaliby cegiełkę do wzrostu PKB — uważa Marcin Mrowiec, ekonomista Banku BPH.

Z drugiej strony droższy dolar, w połączeniu z wysokimi cenami surowców (głównie ropy) na rynkach towarowych, powoduje wzrost kosztów produkcji i może rodzić obawy o powrót presji inflacyjnej. Na te czynniki, a także na wspomniane oczekiwane podwyżki stóp procentowych przez Fed, zwracał kilka dni temu uwagę Stanisław Nieckarz, członek RPP. Zaznaczył, że w takich warunkach tempo redukcji krajowych stóp mogłoby być wolniejsze lub w mniejszej skali. Ekonomiści są jednak zgodni, że jest to sygnał wzmożonej ostrożności, a nie zapowiedź ograniczenia cięć stóp w tym roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Surowce / Złoty coraz niżej