Wewnętrzne spory polityków w Budapeszcie zatrzęsły rynkami finansowymi
"Możliwe bankructwo" — tymi słowami rząd na Węgrzech chciał uderzyć w poprzedników. A wywołał kryzys.
Węgierscy politycy podłożyli bombę pod światowe rynki finansowe.
— Nie jest przesadą mówienie o możliwej niewypłacalności państwa — stwierdził w piątek Peter Szijjarto, rzecznik powołanego przed tygodniem rządu Viktora Orbana.
To zdanie zmroziło krew w żyłach inwestorów, tym bardziej, że w ostatnich dniach inni politycy nowego rządu też mówili o fatalnym stanie węgierskiej gospodarki. Dla rynków przekaz był prosty — grecki kryzys rozlewa się poza strefę euro.
Język na wolności
Kiedy agencje informacyjne puściły w świat wypowiedź rzecznika, rynki finansowe przeżyły wstrząs. Kurs EUR/USD przebija kolejne bariery, osuwając się z 1,221 do 1,196. Posypały się też indeksy giełdowe — amerykański SP500 spadł w piątek o 3,44 proc., a niemiecki DAX o 1,9 proc. Oberwał również forint — cena euro wzrosła z 279,4 HUF do 289,5 HUF.
— Rynki zadają sobie pytanie, czy węgierski rząd będzie potrzebował pomocy międzynarodowej. Zachodnie banki są mocno zaangażowane w węgierski rynek, dlatego dalsze osłabienie forinta może zagrażać systemowi bankowemu w Europie — tłumaczy Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.
Echa węgierskiego pożaru dotarły również do Polski. Złoty stracił 10 gr do euro (kurs spadł z 4,09 do 4,19 zł), 14 gr do dolara (z 3,35 do 3,49 zł) i 10 gr do franka szwajcarskiego (z 2,9 do 3 zł). WIG20 w piątek spadł o 2,1 proc.
Wszystko wskazuje jednak na to, że pożar, który wybuchł na Węgrzech, nie jest tak groźny, jak mogło się wydawać. Wypowiedzi polityków to raczej oznaka węgierskiego kryzysu politycznego niż gospodarczego. Rząd, który przejął stery pod koniec maja, stara się zrzuć odpowiedzialność za kryzys na poprzedników.
— Politycy nowego rządu są zbyt gadatliwi. Węgry to nie jest następna Grecja — przekonuje Kristin Lindow, wiceszefowa agencji ratingowej Moody’s.
Sprzątanie po kolegach
Sytuację uspokajają też przedstawiciele Unii Europejskiej (UE) i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW).
— Gospodarka Węgier jest na dobrej drodze do ozdrowienia. Wobec tego jakiekolwiek twierdzenia, że kraj ten nie będzie się wywiązywać ze swoich zobowiązań są grubo przesadzone — przekonuje Olli Rehn, komisarz UE do spraw gospodarczych i monetarnych.
Pożar próbowali gasić też sami przedstawiciele węgierskiego rządu. Mihaly Varga, szef kancelarii premiera i były minister finansów, zapewnia, że porównywanie Węgier z Grecją nie ma żadnych podstaw.
— Wypowiedzi moich kolegów na temat niewypłacalności rządu były przesadzone i niefortunne — przyznaje Mihaly Varga.
Żeby odbudować nadszarpnięte zaufanie rynków finansowych do Węgier, rząd zamierza w ciągu najbliższych trzech dni przedstawić pakiet działań ograniczających potrzeby pożyczkowe państwa, by deficyt finansów publicznych w 2010 r. wyniósł 3,8 proc. PKB (tak, jak żądają UE i MFW). Gabinet Viktora Orbana chce tego jednak dokonać raczej przez przyspieszanie wzrostu gospodarczego, niż zaciskanie pasa.
— Priorytety są już wyznaczone. Będą to cięcia podatków, uproszczenie zasad opodatkowania, zwiększenie wzrostu gospodarczego i poprawa konkurencyjności — stwierdził Peter Szijjarto.
Ale takie optymistyczne podejście — że ożywienie gospodarcze rozwiąże problemy fiskalne — budzi wątpliwości ekonomistów.
— Rynki nadal nie są zadowolone. UE i MFW będą naciskały, by rząd najpierw uporał się z deficytem, a dopiero potem zadbał o wzrost gospodarczy — mówi Peter Attard Montalto, ekonomista banku Nomura w Londynie.