W tym miesiącu wśród specjalistów ankietowanych przez „PB” przeważają opinie, że złoty osłabi się nieco w porównaniu z notowaniami z końca marca. Uśredniona prognoza piętnastu analityków wskazuje, że 30 kwietnia za euro trzeba będzie zapłacić 4,10 zł, za dolara — 3,15 zł, a za franka szwajcarskiego — 2,65 zł.
Złotym w kwietniu pokieruje gra spekulacyjna przed posiedzeniem Fed (3 maja) i głosowaniem nad rozwiązaniem Sejmu (5 maja). Te czynniki mogą powodować dużą zmienność notowań. Już kilka marcowych sesji na rynku międzybankowym pokazało, że kurs złotego do dolara czy euro może spadać nawet o 8-9 gr w ciągu dnia, by następnego odrabiać znaczną część strat. Wahania były spowodowane głównie wydarzeniami globalnymi: odpływem kapitału z rynków wschodzących i z krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Niepewność co do dalszego trendu wywoływała dużą nerwowość. Jakie są szanse na pogłębienie tego zjawiska?
Analitycy podkreślają, że napływ kapitału na polski rynek nadal jest mocno ograniczony i nie widać na razie chęci do kupowania aktywów krajowych. Zwłaszcza że rentowności polskich obligacji w tej chwili nie są już tak atrakcyjne, jak jeszcze kilkanaście tygodni temu. Kluczowe dla rynku będą dalsze posunięcia amerykańskiego banku centralnego. Na razie dane z rynku pracy za oceanem zdają się sugerować, że do dalszego zaostrzenia polityki monetarnej przez Fed nie dojdzie. Bacznie śledzić trzeba będzie także dane o deficycie handlowym i budżetowym oraz o przepływie kapitałów w USA (odpowiednio 12 i 15 kwietnia). Zwłaszcza poprzednia publikacja tych ostatnich (lepszych od oczekiwanych) wzmocniła dolara. Jeśli po raz kolejny będą one lepsze od prognoz, amerykańska waluta będzie zyskiwać, na czym ucierpią notowania złotego zarówno do dolara, jak i euro. Do czynników zewnętrznych dochodzi rosnące ryzyko polityczne, którego najbliższa kulminacja nastąpi 5 maja wraz z głosowaniem nad samorozwiązaniem parlamentu. Z drugiej strony złoty już nie raz w ostatnim czasie udowodnił, że jest odporny na przepychanki na scenie politycznej.
Koniec miesiąca przyniesie także posiedzenie RPP. Dane o inflacji są coraz lepsze i nawet Leszek Balcerowicz, prezes banku centralnego, przyznał, że w drugiej połowie roku inflacja może spaść poniżej 2 proc., czyli znacznie poniżej przewidywań z ostatniej projekcji. Ekonomiści nie są zgodni, czy skłoni to RPP do kolejnej zdecydowanej obniżki stóp już w tym miesiącu. Gdyby do niej doszło, byłby to kolejny argument przeciwko umacnianiu się złotego.
Prognozowane poziomy kursu walut powinny dać wytchnienie eksporterom, zwłaszcza że ostatnie dane o obrotach handlowych z zagranicą nie wskazują na negatywny wpływ mocnego złotego na eksport (choć hamują jego dynamikę). W ubiegły czwartek NBP podał, że w styczniu eksport był minimalnie wyższy niż w grudniu i wyniósł 5,511 mld EUR. Import spadł z 6,006 do 5,353 mld EUR. Dało to więc 168 mln EUR nadwyżki. Złoty w styczniu był mniej więcej na tych samych poziomach do obu walut, jak obecnie.