Zmiana miejsc

Monika Niewinowska
opublikowano: 2005-08-22 00:00

Jak świat światem szkoły zawsze były od tego, żeby kształcić, doradcy, żeby doradzać, a banki, żeby mnożyć oszczędności i dawać kredyty. Pojawienie się funduszy unijnych wprowadziło spory zamęt w tradycyjnym podziale ról.

Oto nagle banki zapragnęły nieść kaganek oświaty, zamiast zarabiać na obracaniu cudzymi pieniędzmi. Organizują szkolenia na temat funduszy unijnych, doradzają, informują… A kredytów udzielają niezbyt chętnie. Co więcej, gdy sugeruje się im, że angażują się w organizację szkoleń czy akcje informacyjne, aby pozyskać klientów — kategorycznie zaprzeczają!

Efekty nieoczekiwanej zmiany miejsc nie są imponujące. Spośród 6,5 tys. firm, ubiegających się w pierwszym terminie o dotację inwestycyjną, promesę kredytową uzyskało tylko 2,58 tys. Sądzono, że projekty pozytywnie zaopiniowane przez bank nie będą miały problemów z uzyskaniem wsparcia. Promesa uwiarygodnia projekt i projektodawcę. Zważywszy na doradcze zapędy banków, powinna też wskazywać na to, że bank, będący jednocześnie specjalistą od dotacji, uznał projekt za zgodny z wymaganiami programu. Tymczasem tylko 431 spośród 2,58 tys. projektów posiadających promesę zakwalifikowało się do objęcia wsparciem. To 8,35 proc., podczas gdy średnia skuteczność wniosków w tej turze wynosiła 11 proc. Jednocześnie 53,1 proc. przedsiębiorców narzeka na trudności związane z prefinansowaniem projektów, czyli m.in. z pozyskaniem kredytów.

Niewystarczający poziom informacji o funduszach unijnych doskwiera za to zaledwie 18,7 proc. firm. Może więc warto powrócić do tradycyjnego podziału ról? Zarabianie pieniędzy nie jest przecież niczym niestosownym…