Jestem naprawdę szczęśliwa. Podpisanie traktatu akcesyjnego jest momentem ważnym i zarazem wzruszającym w historii naszej integracji z UE. Ta chwila wreszcie zamyka pewien etap dziejów i równocześnie otwiera kolejny, może jeszcze trudniejszy, bo związany ze współodpowiedzialnością za Europę i cały świat. Do tej pory bez możliwości uczestnictwa w pracach unijnych gremiów byliśmy w mało komfortowej sytuacji, która czasem nas drażniła, a czasem wręcz przeszkadzała. Teraz będziemy mieć coś do powiedzenia.
Samo podpisanie dokumentu niewiele zmieni, tak jak na drugi dzień po wejściu do Unii nie obudzimy się w zupełnie innej rzeczywistości. Jednak po podpisaniu traktatu uzyskamy status obserwatora we wszystkich instytucjach unijnych, który umożliwi nam śledzenie zmian i zasady pracy w instytucjach UE. Rozpocznie się więc nowy rodzaj stosunków międzynarodowych. Inna będzie więc nasza rola i nasze miejsce przy unijnym stole. Europa się jednoczy w bardzo trudnym momencie: z jednej strony kończy się wojna w Iraku, z drugiej — musimy wyciągnąć wnioski z podziałów, które w związku z tym wydarzeniem ujawniły się w Europie. Dlatego teraz przyszedł czas na prawdziwą integrację Europy wokół spraw, które nas różniły, a nie powinny.
Nie ma co ukrywać, że uczestniczymy w momencie jednoczenia się Europy w poczuciu solidarności, bo wcześniejsze rozszerzenia UE obejmowały grupę państw bogatych, z długą tradycją demokracji i gospodarki rynkowej. Obecnie Unia przyjmuje kraje z inną historią, z innego miejsca w Europie i zdecydowanie słabiej rozwinięte. Takie posunięcie po raz pierwszy nadaje integracji europejskiej inny charakter.