Duńskie, szwedzkie i austriackie związki zawodowe coraz częściej występują przeciwko przybyszom z Polski.
Konkurencyjna siła robocza z nowych krajów członkowskich coraz częściej staje kością w gardle związków zawodowych. W Danii związek TIB oskarżył polską ambasadę o zachęcanie pracowników budowlanych do ignorowania układów zbiorowych, które regulują duński rynek pracy. Na stronie internetowej ambasady widnieje bowiem informacja o tym, że Polacy powinni dostosować się do regionalnych i państwowych umów warunkujących pracę i zarobki, choć nie ma obowiązku prawnego, który by ich do tego zmuszał. Takie podejście, ich zdaniem, pozwoliłoby na pracę poniżej ustalonych stawek, zachwiało duńskim modelem socjalnym i „stworzyło większe nierówności w społeczeństwie”.
— Informacja pochodzi z duńskiego ministerstwa pracy i jest prawdziwa. Nie promujemy żadnej nielegalnej płacy czy umowy —podkreśla Radosław Krajewicz, rzecznik prasowy ambasady.
Związek TIB wspiera Junibevaegelsen, partia eurosceptyków.
Podobne nastroje w związkach zawodowych panują w Szwecji i Austrii. W Kraju Trzech Koron największy związek zawodowy budowlańców, Byggnads, uruchomił kampanię z przewodnim hasłem „zagrożenie nie płynie z zewnątrz”. Związek skierował bowiem ostrze ataku przeciwko pracodawcom, którzy zatrudniają tańszą siłę roboczą z nowych krajów UE.
Także w Austrii, która obok Niemiec zapowiedziała najdłużej trwającą blokadę dla nowych członków UE, są problemy. Austriacka Federalna Izba Gospodarcza, zaalarmowana przez zrzeszenie niewykwalifikowanych robotników budowlanych, podnosi larum, że omijając lukę w prawie, Polacy zakładają jednoosobowe firmy i rejestrują się w zrzeszeniach robotniczych. Tylko w cechu budowlanym znalazło się ich prawie 3 tys.
Tymczasem w niedzielnym referendum Szwajcarzy, którzy znajdują się poza Unią, ostatecznie zdecydowali o otwarciu granic dla pracowników z nowych krajów członkowskich.