Związkowcy zamknęli się w twierdzy

opublikowano: 25-07-2013, 00:00

Solidarność, OPZZ i FZW postawiły pracodawcom zaporowe warunki powrotu do rozmów. Koniec dialogu społecznego w Polsce?

Związkowcy odtrącają rękę wyciągniętą przez pracodawców. Tak biznes interpretuje ich odpowiedź na propozycję powrotu do stołu, jaką przesłały centrale związkowe największym organizacjom biznesowym. „Organizacje pracodawców wielokrotnie nie dotrzymywały słowa danego stronie związkowej, zatem nasze zaufanie do pracodawców jest ograniczone. Aby możliwe były rozmowy związków z pracodawcami, konieczne jest odbudowanie tego zaufania. Dlatego zwracamy się do pracodawców o zajęcie jednoznacznego stanowiska w kwestii (…) [tu wyliczanka — red.]. Bez jasnej deklaracji wobec powyższych postulatów nie widzimy sensu rozmów dwustronnych”.

— Związkowcy sami pozbawiają się szans na dialog z partnerami społecznymi, a tym samym realnego wpływu na poprawę sytuacji pracowników. Stawianie pracodawcom warunków jest dowodem na to, że związki prowadzą zwykłą grę polityczną. Byłoby naiwnością sądzić, że pracodawcy te warunki przyjmą i dadzą się w tę grę wciągnąć — mówi Maciej Grelowski, przewodniczący Rady Głównej Business Centre Club (BCC).

Oficjalna odpowiedź biznesu ma być gotowa dziś. 10 dni temu cztery największe organizacje biznesowe (Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, BCC, Związek Rzemiosła Polskiego) zaprosiły do rozmów trzy największe centrale związkowe (Solidarność, OPZZ, Forum Związków Zawodowych). Cel: odbudowanie wspólnego działania na rzecz gospodarki i walki z bezrobociem, po tym jak strona związkowa niedawno zrezygnowała z uczestnictwa w Komisji Trójstronnej.

W tym czasie doszło do eskalacji konfliktu związków z rządem. Platforma Obywatelska zapowiedziała raport o zarobkach związkowców. Ci nie pozostają dłużni. Zamierzają stworzyć projekt ustawy ujawniającej zarobki polityków i członków rządu. Organizacje pracodawców znalazły się między młotem a kowadłem. Piotr Duda, szef Solidarność, Jan Guz, szef OPZZ, i Tadeusz Chwałka, szef FZW, ostro się targują.

Wrócą do stołu, gdy pracodawcy zgodzą się na wprowadzenie pakietów socjalnych, określenie ścieżki dojścia do płacy minimalnejna poziomie 50 proc. średniego wynagrodzenia (w tym roku ma wynieść 43 proc.), ograniczenie stosowania umów na czas określony, wsparcie rodzin najuboższych. Co na to biznes?

— Uzgadniamy wspólne stanowisko. Niewykluczone, że będzie gotowe w czwartek — mówi Zbigniew Maciąg z Lewiatana.

Odpowiedź może być tylko jedna.

— My nie stawialiśmy im żadnych warunków. Zaprosiliśmy do rozmów z racjonalnym przeświadczeniem, że tematy do dyskusji pojawią się przy stole. Postawienie warunków to duża doza złej woli — mówi Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Jego zdaniem, żądania związków są oderwane od rzeczywistości.

— Domaganie się dalszego podnoszenia płacy minimalnej nie ma uzasadnienia w obecnej sytuacji gospodarczej kraju. Pozostałe żądania także nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Związkowcy zarzucają nam, że nie dotrzymujemy słowa.

My też możemy pokazać wiele przykładów, kiedy to związkowcy nie dotrzymywali danego nam słowa. Oni wcale nie chcą rozmawiać — ani z rządem, ani z pracodawcami — twierdzi Andrzej Malinowski.

Maciej Grelowski zaznacza, że nawet gdyby pracodawcy chcieli przystać na warunki central związkowych,nie mają prawa tego zrobić.

— Wdrożenie tego rodzaju postulatów leży w gestii rządu, który ma inicjatywę prawodawczą i większość parlamentarną — mówi Maciej Grelowski. Na 11 września centrale związkowe zapowiedziały wielki strajk w całym kraju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu