Tylko co dziesiąty Polak spotkał się dotąd z pojęciem żywności funkcjonalnej — wynika z ogólnopolskiego badania konsumenckiego przeprowadzonego przez firmę badawczą Gemius na zlecenie agencji On Board PR. Tymczasem rynek ten prężnie rozwija się na całym świecie.
— Eksperci prognozują, że w tym roku globalna wartość rynku żywności funkcjonalnej osiągnie 170 mld EUR. Także w Polsce biznes ten szybko rośnie. Według deklaracji producentów, na nasz rynek trafiło już co najmniej 3 tysiące produktów funkcjonalnych. Jednak, według oceny ekspertów z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w rzeczywistości tylko kilkanaście spośród nich zasługuje na takie określenie — mówi Małgorzata Siewierska, konsultant ds. rynku zdrowia z firmy On Board PR.
Skąd takie rozbieżności? Wszystko z powodu braku legalnej definicji żywności funkcjonalnej — w unijnym lub polskim prawie. W efekcie nie
tylko konsumenci mają problem z określeniem, co jest, a co nie jest żywnością funkcjonalną. Spierają się o to również naukowcy, producenci, prawnicy i dietetycy. Wydaje się, że zamieszanie w tej kwestii służy jedynie specjalistom od marketingu, którzy według ekspertów często nadużywają tego określenia w promowaniu swoich produktów.
Na szczęście na rynku tym nie panuje totalna wolnoamerykanka. W wyniku zrealizowanego przez Komisję Europejską programu badawczego Functional Food Science in Europe (FUFOSE) opracowana została definicja żywności funkcjonalnej, którą posługują się fachowcy z tej branży.
Według niej, można tak nazwać żywność tylko wtedy, kiedy udowodniony został w sposób naukowy jej korzystny wpływ na jedną lub więcej funkcji organizmu ponad efekt odżywczy (powodujący np. poprawę stanu zdrowia lub zmniejszeniem ryzyka chorób). Według ekspertów, żywnością funkcjonalną nie są ani suplementy diety, ani też np. soki wzbogacone witaminami.
— Pojęcie żywności funkcjonalnej jest w Polsce wciąż mało znane przez konsumentów. Niestety, jest ono też często mylnie rozumiane lub też nadużywane przez producentów żywności. Wbrew temu, co wielu sądzi lub twierdzi, na naszym rynku nie ma jeszcze zbyt wielu produktów, które można bez żadnych wątpliwości zaklasyfikować do kategorii żywności funkcjonalnej. Takimi produktami są na przykład jogurty z dodatkiem bakterii probiotycznych lub margaryny z dodatkiem roślinnych steroli i stanoli — mówi Jacek Postupolski, ekspert z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego — Państwowego Zakładu Higieny.