Co łączy tulipana z Apple?

Przemysław Zając, Investio.pl
opublikowano: 2012-04-11 10:24

Bańki spekulacyjne, budzące ogromne emocje, są znane od wieków. I od wieków ludzie dają się na nie złapać, popełniając te same błędy. Czy jednak sytuacja z jaką obecnie mamy do czynienia na rynku technologicznym daje się łatwo zakwalifikować do tego zjawiska?

Pierwszą odnotowaną bańką spekulacyjną w historii była tzw. "tulipomania” z XVII wieku. Doszło wtedy w Holandii do niespotykanego do tamtej pory zjawiska ogromnego wzrostu cen cebulek tulipanów. W tym okresie tulipany należały do kategorii dóbr luksusowych, dla klasy średniej i arystokracji były symbolem bogactwa. Powstawały wtedy najrozmaitsze odmiany tulipanów. W pewnym momencie pojawił się dodatkowy czynnik stymulujący kolejną falę hossy tulipanowej - holenderskie kwiaty zostały zaatakowane wirusem pstrości tulipana. W szczytowym okresie za kilka tulipanów można było zakupić ziemię, a nawet nieruchomości.

None
None

Czy z patrząc z naszej perspektywy wydaje się to głupie? Bzdura. Ludzie są irracjonalni, a badaniem tej irracjonalności zajmują finanse behawioralne. Ostatnie lata pokazały, że wszyscy popełniamy te same błędy co wieki temu, a bańki spekulacyjne są chlebem powszednim na rynkach finansowych.

Podczas "tulipomanii" doszło do jeszcze jednego bardzo ważnego precedensu - po raz pierwszy na większą skalę użyto instrumentów finansowych podobnych do obecnych kontraktów terminowych. W otoczeniu dynamicznego wzrostu cen cebulek, holenderscy kupcy zaczęli handlować tulipanami, które zamierzano posadzić. Proceder ten w XVII wieku nazywano "handlem wiatrem".

A co odnośnie współczesnych baniek spekulacyjnych? Noble Securities posunęło się nawet do stwierdzenia: "nazywanie rzeczy bańkami spekulacyjnymi jest bańką samą w sobie." Złoto, obligacje skarbowe USA, sektor nieruchomości w Chinach - to przykłady baniek, o których ostatnimi czasy jest bardzo głośno. Poniżej zostanie omówiona jedna z popularniejszych ostatnio baniek, która wcale taką bańką nie musi być. Mowa o sektorze spółek technologicznych i Apple.

W ostatnich tygodniach, w związku z informacjami na temat IPO Facebooka pojawiły się komentarze, określające obecne wyceny spółek notowanych na NASDAQ, jako powtórkę dot-com bubble z początku minionej dekady. Aby zbadać tę sytuację przypatrzmy się relatywnej sile indeksów S&P500 i NASDAQ:

Wykres 2: Dywergencja notowań S&P500 i technologicznego NASDAQ, na wykresie: okres dot-com bubble i sytuacja dzisiaj, źródło: stooq.pl

Jak widzimy na wykresie powyżej w ostatnich miesiącach mamy do czynienia z zauważalną relatywną przewagą sektora technologicznego nad indeksem szerokiego rynku. Ostatni raz taka dywergencja występowała na przełomie XX i XXI wieku, a do czego doprowadziła - wszyscy pamiętamy. Obecna sytuacja nie do końca przypomina sytuację z kryzysu dot-com bubble. Za przykład weźmy Apple. Notowania popularnego producenta iPhone'ów i iPad'ów notują rekord za rekordem, uzyskując całkiem niedawno status najdroższej spółki publicznej na świecie (wyprzedziła Exxon):



Wykres 3: Kurs Apple (źródło: XTB)
Jak możecie się domyślić, również ta spółka uzyskała miano kolejnej bańki spekulacyjnej. Ile jest w tym prawdy? Proszę spojrzeć na wykres poniżej:

Wykres 4: Wskaźnik C/Z dla Apple i S&P500 (źródło: Trystero z Thomson Reuters)

Ciągły wzrost notowań spółki (przekroczone już 630 USD za akcję) oraz coraz wyższe wyceny analityków (ostatnia  to 1000 USD) mają swoje pokrycie w sytuacji finansowej firmy. Apple jest przedsiębiorstwem systematycznie poprawiającym swoje wskaźniki fundamentalne, które bynajmniej nie wskazują na skrajne przewartościowanie spółki. Patrząc na C/Z, wycena Apple jest porównywalna do indeksu szerokiego rynku S&P500. Pogłoski o znacznym przewartościowaniu producenta iPhone'ów można jednak uznać za mocno przesadzone. Wielu zwolenników teorii o "100-proc. bańce na Apple" widzi jedynie dynamiczne wzrosty kursu, nie porównując tych zwyżek do mocnych (i stale poprawiających się) fundamentów spółki. To, że Apple nie jest skrajnie przewartościowany, nie oznacza wcale, że obecny kurs spółki stanowi okazję inwestycyjną. Istnieje szereg czynników ryzyka, które w najbliższych tygodniach mogą doprowadzić do korekty ostatnich wzrostów na giełdach.

W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o nowej kategorii spółek wchodzących w skład (lub mających w planie debiut) indeksu NASDAQ. Mówię o firmach należących do kategorii social media - Facebook, LinkedIn, Twitter. Analiza tego rodzaju spółek jest bardzo trudna (np. z powodu braku ugruntowanych metod wyceny firm należących do tzw. klasy web 2.0). Czy w przypadku spółek social media mamy do czynienia z bańką spekulacyjną? Ciężko to jednoznacznie stwierdzić.

Kolejnym przykładem jednej z najbardziej znanych baniek spekulacyjnych w historii jest Kompania Mórz Południowych. Poniżej zaprezentowany został wykres z zaznaczonymi momentami wejścia i wyjścia z  tej inwestycji... samego Isaaca Newtona:



Wykres 5: Isaac Newton inwestuje w Kompanię Mórz Południowych (źródło: Trystero z GMO)

Jak widać na przykładzie powyżej - gorączce baniek spekulacyjnych nie opierają się nawet najwybitniejsze umysły. Sam Newton podsumowując swoją inwestycję  w Kompanię Mórz Południowych wypowiedział słowa, które będą swego rodzaju podsumowaniem powyższego artykułu:

„Potrafię obliczyć ruch ciał niebieskich, ale nie ludzkie szaleństwo”

Przemysław Zając, Investio.pl