10 mld dolarów mamy jak w banku

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 21-12-2006, 00:00

To będzie rekordowy rok pod względem napływu inwestycji zagranicznych. Ale nie brakuje opinii, że może być lepiej.

Polski rząd uważa, że mijający rok pod względem inwestycji zagranicznych był bardzo udany.

— Raz na 10 dni podpisujemy umowę z dużym inwestorem. W I półroczu napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych przekroczył 5,7 mld USD. Można założyć, że w całym roku przekroczy 10 mld USD — mówi Piotr Woźniak, minister gospodarki.

— Ważne, że najwięcej jest inwestycji typu greenfield. Sam LG Philips LCD wydał w pierwszym półroczu ponad 100 mln USD — dodaje Andrzej Kanthak, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Agencja prowadziła w tym roku 134 projekty wartości 6 mld USD, które stworzyłyby 12 tys. miejsc pracy. 36 projektów zakończyło się sukcesem.

Nadbałtyckie wzory

Firmy, które wspiera rząd, stworzą w przyszłości 18 tys. miejsc pracy.

— Bezrobocie spadło do 14,9 proc. bez specjalnych przeciwdziałających programów. Wzrost PKB w tym roku wyniesie 5,4 proc. To dobry wynik, bo trudno porównywać Polskę z Litwą, Łotwą czy Estonią, gdzie warunki gospodarcze są zupełnie inne — uważa minister gospodarki.

Odmiennego zdania są specjaliści, w tym przedstawiciel „Financial Times”, w którym wczoraj opublikowano raport „Invest in Poland”.

— Choć ogólny ton raportu jest optymistyczny, wskazujemy słabe strony Polski. Wzrost PKB o 5,4 proc. w kraju, który ma ambicje, by dogonić poziom gospodarczy Europy Zachodniej, nie jest zadowalający. Litwa, Łotwa, Estonia i Słowacja, które przeprowadziły odważniejsze reformy, notują dużo wyższe tempo wzrostu PKB — podkreśla Jan Cieński, korespondent „Financial Times” w Polsce.

Stołeczne warcholstwo

Dodaje, że sygnały płynące z Polski dla inwestorów — wbrew temu, co wydaje się rządowi — nie są najlepsze.

— Najbardziej widoczna z zewnątrz jest warszawska klasa polityczna. Cechują ją skandale, kłótnie, brak szerszej polityki zagranicznej, niespełnienie przedwyborczych obietnic, cięcia podatków, zmniejszania biurokracji i kryzysy polityczne, których od powstania tego rządu naliczyłem siedem — mówi Jan Cieński.

Podaje jednak także pozytywy. Chodzi o specjalne strefy ekonomiczne, Grażynę Gęsicką, minister rozwoju regionalnego, która sprawnie nadzoruje wydawanie unijnych funduszy, oraz Radosława Sikorskiego, ministra obrony, który próbuje unowocześnić polską armię.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu