Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) przedstawiło nową wersję projektu, który weźmie pod opiekę państwa osoby zatrudnione na tzw. umowach „śmieciowych”. Urzędnicy nie tylko zignorowali krytyczne opinie organizacji przedsiębiorców, Ministerstwa Rozwoju i Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), ale jeszcze bardziej „dokręcili śrubę” firmom i instytucjom zatrudniającym na umowach cywilnoprawnych. Resort pracy zrobił to, przyznając, że nowe przepisy mogą spowodować ryzyko… utraty pracy.

Bomba w górę
Minimalna stawka za godzinę ma obowiązywać od 1 września 2016 r. Nowością jest mechanizm jej podnoszenia. Od 1 września 2016 r. do 31 grudnia 2017 r. wyniesie ona minimum 12 zł brutto na godzinę. Później zacznie rosnąć. Po 1 stycznia 2018 r. będzie szła w górę proporcjonalnie do minimalnego wynagrodzenia za pracę. W uzasadnieniu projektu czytamy, że jeżeli minimalne wynagrodzenie na umowach o pracę wzrośnie np. o 5 proc., o tyle samo zostanie powiększone przy „śmieciówkach”. Resort pracy zadbał też o zagwarantowanie terminowego wypłacania pieniędzy zleceniobiorcom. Wpisał do projektu, że zleceniodawcy mają obowiązek wypłaty wynagrodzenia przynajmniej raz w miesiącu (gdy umowa będzie zawarta na okres dłuższy niż jeden miesiąc). Mimo krytyki ze strony resortu rozwoju w projekcie pozostawiono objęcie minimalną stawką osób będących na tzw. samozatrudnieniu (działalność gospodarcza wykonywana obecnie przez ok. 1,3 mln osób). Krąg zobowiązanych do stosowania minimalnej stawki godzinowej zawężono do osób fizycznych niezatrudniających pracowników (zdecydowana większość samozatrudnionych nikogo innego nie zatrudnia). Mimo krytyki ze strony PIP oraz resortu rozwoju ustawa przyznaje inspekcji pracy bardzo mocne uprawnienia — kontrolowanie stosowania minimalnej stawki godzinowej na „śmieciówkach” oraz ewidencji czasu pracy. Kierownictwo resortu pracy nie zgodziło się z postulatem Mariusza Haładyja, wiceministra rozwoju, by nie pozwalać PIP na wchodzenie do firm „o każdej porze dnia i nocy”.
Niestosowanie minimalnej stawki i ewidencji czasu pracy będzie wykroczeniem zagrożonym karą pieniężną do 30 tys. zł. Oskarżycielem publicznym będzie inspektor pracy.
— Ministerstwo ewidentnie próbuje zrównać umowy cywilnoprawne z umowami o pracę. To absurd i aberracja. Wzorowy socjalista w XIX wieku lepiej by tego nie wymyślił. Umowy cywilnoprawne mają swój sens i uzasadnienie w gospodarce rynkowej i nie należy ich niszczyć. A do tego zmierzają propozycje polityków, zapewne ku radości związków zawodowych. Te pomysły mogą zdezorganizować rynek pracy — mówi Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu Business Centre Club.
Ryzykowne zmiany
Projekt zakazuje zleceniobiorcy zrzekania się prawa do minimalnego wynagrodzenia oraz przenoszenia go na inne osoby. Wprowadza też nakaz wypłaty w formie pieniężnej (częściowa zapłata w innej for mie, np. wydanie towarów, będzie możliwa, gdy przewiduje to układ zbiorowy pracy). Ustawa znosi też możliwość wypłacania początkującym pracownikom (przez pierwszy rok) wynagrodzenia wysokości 80 proc. minimalnego wynagrodzenia. Oznacza to, że staż pracy nie będzie miał wpływu na zarobki. Projekt stanowi, że nowe regulacje będą stosowane do umów zawartych od dnia wejścia zmian. Jednak do umów zawartych przed dniem wejścia ustawy w życie minimalne wynagrodzenie 12 zł brutto za godzinę trzeba będzie stosować od 1 stycznia 2017 r.
Czytaj też str. 17
KRYTYKI SIĘ NIE BOI: Elżbieta Rafalska, minister pracy, forsuje projekt minimalnej stawki godzinowej przy „śmieciówkach” wbrew opinii nie tylko środowiska przedsiębiorców, ale też Ministerstwa Rozwoju i Głównego Inspektora Pracy. [FOT. WM]