1600 USD za pestkę dyni

AD
opublikowano: 2013-10-29 12:56

Amerykanie zaczęli ścigać się na dynie. Te największe potrafią ważyć blisko tonę, a ich hodowcy zbijają majątek nie tylko na nagrodach podczas dyniowych festiwali, ale też na drogocennych pestkach.

Co jak co, ale w USA kochają dynię. Nic dziwnego, skoro to rdzennie amerykańskie warzywo, znane w Ameryce Pd. już 3000 lat. Niektórzy nawet poznają nadejście jesieni po tym, że w sieci Starbucks pojawia się "dyniowa latte" czyli kawa latte przyprawiona przyprawą o smaku dyni. Inni po tym, że media zaczynają donosić o kolejnych farmerach, którzy ścigają się w zawodach "kto wyhoduje największą".

Dynia olbrzymia, bo ten gatunek przynosi największe owoce, naturalnie waży lekko powyżej 100 kg. Ale hodowcy zgłaszający się do udziału w różnych festiwalach przywożą tam okazy znacznie przekraczające normalną wielkość. I to co roku windowaną do niebotycznych rozmiarów.

Portal Market Watch ustalił, że w 1984 r. za rekordowo dużą uchodziła dynia ważąca 433 funty czyli ok. 196 kg. W roku ubiegłym rekord ten wynosił już 2009 funtów czyli aż 911 kg! Ważący tyle okaz wyhodował Ron Wallace w Rhode Island i zdobył za niego główną nagrodę o wartości 15,5 tys. USD na dyniowym festiwalu w Massachusetts.

Już wiadomo, że rekordzista został pobity tej jesieni. Kilka tygodni temu Kalifornijczyk Tim Mathison zdobył nagrodę w wysokości 30 tys. USD za dynię ważącą 2032 funtów czyli 921 kg.

Ale nagroda za największy okaz to nie wszystkie profity, na jakie liczą dyniowi farmerzy. Wiele warte są również wyselekcjonowane na nasiona pestki rekordowych dyń. Nie wiadomo, na ile cenią je aktualni posiadacze największych okazów, ale wiadomo, że w 2010 r. właściciel dyni ważącej "ledwie" 820 kg za każde nasionko żądał 1600 USD. Nabywcy wierzyli, że pestki rekordzistów urodzą następnych rekordzistów, i tak interes i dyniowe szaleństwo dalej będą się kręcić.

Skąd się wziął zwyczaj zamieniania dyni w lampiony?
Z irlandzkiego mitu o skąpym "Latarniowym Jacku", mocno przypominającym naszego Pana Twardowskiego. Skąpy Jack dwukrotnie zawierał pakty z diabłem i dwukrotnie udało mu się czarta wywieźć w pole. Zyskał za to obietnicę, że przez 10 lat diabeł nie będzie mógł wziąć jego duszy. Gdy Skąpy Jack umarł, jego duszy nie chciał również Pan Bóg, więc zaopatrzony w dyniową latarenkę tuła się odtąd po świecie, szukając schronienia zwłaszcza w noc poprzedzającą święto Wszystkich Świętych. Irlandczycy a potem Brytyjczycy zaczęli więc wykonywać podobne latarnie, aby odstraszyć błąkającą się duszę Skąpego Jacka.

Do Polski popularność dyni sączy się powoli, ale rozmiarów jakie osiąga w stanach raczej trudno jej wróżyć. Choć z roku na rok na straganach jej coraz więcej, ciągle jest raczej uprawą niszową: zajmuje jedynie 0,6 proc. w ogólnej produkcji warzyw w Polsce. Hodowcy, jeśli w ogóle ścigają się na wielkość, to raczej w odwrotną niż w Stanach stronę: im mniejsza dynia, tym klient chętniej ją kupi.

Bo mimo, że blogerzy kulinarni mają nawet swój Festiwal Dyni w październiku i prześcigają się na dania z użyciem tego warzywa, przeciętna gospodyni ciągle nie umie wykorzystać wszystkich możliwości zwykłego okazu 3-kilogramowego. 

Co dopiero mówić o 900-kilogramowym?