17 minuta i 14 sekunda

02-10-2017, 22:00

Po wyjściu z Hiszpanii niepodległa Katalonia z automatu znalazłaby się poza Unią Europejską, czyli i poza strefą euro.

Gdy podczas meczów ligowych na barcelońskim Camp Nou zegar wyświetla 17 minutę — stutysięczna (stadion ma 99 354 miejsca) widownia rozwija wielką katalońską sektorówkę i skanduje „In… Inde.... Independencia!”. Najgłośniej w 14 sekundzie, albowiem ta narodowa demonstracja jest pamiątką roku 1714, gdy Katalonia utraciła autonomię i znalazła się pod butem królów z dynastii Burbonów.

Zobacz więcej

Podczas meczów na Camp Nou obok klubowych flag FC Barcelona standardem są niepodległościowe katalońskie. FORUM

Kibice FC Barcelona wręcz eksplodują niepodległością podczas Gran Derbi z Realem Madryt, który jest symbolem kastylijskich ciemiężców. Z demonstracji wyłączone są mecze w europejskich pucharach, albowiem UEFA waliłaby kary i pragmatyczni kibice nie chcą narażać Barcy na koszty — którymi zupełnie nie przejmuje się np. „żyleta” na stadionie warszawskiej Legii.

Poza narodową dumą niepodległościowe marzenia części Katalończyków mają oczywiście podłoże gospodarcze. Najlepiej rozwinięta i najbogatsza prowincja Hiszpanii jest największym płatnikiem netto do budżetu królestwa, co uważa za wyzysk. W tym wątku istnieje podobieństwo między referendum z 1 października — czy raczej quasi-referendum, bo przecież przebiegło anormalnie — z całkowicie wolnym głosowaniem brytyjskim w sprawie wystąpienia z Unii Europejskiej.

Po wyjściu z Hiszpanii niepodległa Katalonia z automatu, już bez dodatkowego referendum, znalazłaby się poza UE, czyli i poza strefą euro. Co ważne — byłby to bilet w jedną stronę. Ewentualny powrót do wspólnoty wymagałby kandydackich negocjacji od zera. Merytorycznie poszłyby dość szybko, ale Hiszpania zablokowałaby akcesję krnąbrnego sąsiada na wieki... Zatem Katalonia z własną walutą mogłaby marzyć, także przy sprzeciwie Madrytu, co najwyżej o Europejskim Obszarze Gospodarczym oraz strefie Schengen.

Organizujący referendum kataloński rząd takie następstwa od dawna zamiata pod dywan. Nie zdaje sobie z nich sprawy wielu zwolenników niepodległości — podobnie jak praktycznego znaczenia brexitu nie rozumiało wielu głosujących za rozwodem Londynu z UE. W niedzielę kataloński wynik rozłożył się procentowo 90:8 za niepodległością, przy 2 proc. głosów nieważnych, ale do urn przedarła się tylko jedna strona. Sondaże od dawna wskazują, że wśród Katalończyków przewagę, niewielką, lecz stabilną, mają zwolennicy pozostania w Hiszpanii. Oczywiście z postulatem zrewidowania rozliczeń z budżetem centralnym.

Zgodnie z konstytucją Hiszpanii ważne byłoby tylko referendum w sprawie niepodległości Katalonii przeprowadzone w całym królestwie. Jego wynik znany jest z góry, bo przecież pozostałe prowincje nie wypuszczą największego płatnika netto. Analogicznie Wielka Brytania nigdy nie opuściłaby UE, gdyby decydowało o tym głosowanie obywateli wszystkich państw unijnych… W każdym razie ostra, a momentami brutalna interwencja Madrytu zaskoczyła całą wspólnotę. W niedzielę po starciach z policją hiszpańską, nie katalońską, blisko 900 osób wymagało pomocy lekarskiej lub szpitalnej.

A wracając do wątku Gran Derbi — będą to już mecze podwyższonego ryzyka do kwadratu. Najbliższy 20 grudnia w Madrycie, a na Camp Nou dopiero 6 maja 2018 r. Wcześniej być może w Lidze Mistrzów. Wobec głębokości narodowego i społecznego konfliktu republikańskiej Katalonii z królewską Hiszpanią starcia piłkarskie to zaledwie symbol, ale jakże znaczący.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / 17 minuta i 14 sekunda