2 argumenty za tym, że nie ma giełdowej bańki

Marek WierciszewskiMarek Wierciszewski
opublikowano: 2013-12-09 15:02

Amerykańscy stratedzy inwestycyjni James Paulsen i Rod Smyth podają mocne argumenty przeczące tezie o bańce spekulacyjnej na rynku akcji.

27 proc. zwyżka indeksu S&P500 od początku roku sprawiła, że coraz więcej cenionych ekonomistów zaczyna ostrzegać przed giełdową bańką, a wśród nich znalazł się nawet tegoroczny noblista Robert Shiller, który przewidział pęknięcie bańki internetowej i bąbla spekulacyjnego na amerykańskim rynku nieruchomości. Tej opinii przeczą jednak wykresy opracowane przez Jamesa Paulsena oraz Roda Smytha, strategów dwóch amerykańskich towarzystw inwestycyjnych.

Opracowany przez Roberta Shillera wskaźnik CAPE (będący oczyszczoną z wpływu wahań koniunkturalnych wersją wskaźnika cena/zysk) znajduje się powyżej historycznych średnich, wskazując na przewartościowanie amerykańskich akcji. Jednak zdaniem Jamesa Paulsena, głównego stratega towarzystwa Wells Capital Management, nie należy z tego wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Jak podkreśla, wyceny mogły na stałe wejść na wyższy poziom. Po tym, jak zmodyfikowany przez Roberta Shillera wskaźnik cena/zysk przez wiele dekad wahał się w przedziale od 12 do 18, to w dwóch ostatnich dekadach przebywał bliżej wartości 25.

- Wyceny utrzymują się w nowym, wyższym, paśmie zbyt długo, żeby ignorować ten fakt – przekonuje specjalista w raporcie.

Wartość stworzonego przez Roberta Shillera wskaźnika CAPE i jego 25 - letnia średnia. Pionową kreską oddzielono okres przed i po 1990 r.

Tymczasem, jak wynika z wykresu stworzonego przez Roda Smytha, głównego stratega inwestycyjnego Riverfront Investment Group, przyszły rok powinien być równie dobry dla inwestorów jak 2014 r. W czasach powojennych indeks S&P500 rósł średnio o 11 proc. w kolejnym roku, po tym jak poprzedni zamknął co najmniej 20 proc. zwyżką. Mało tego. Na wartości stracił tylko w trzech na siedemnaście takich przypadków. Tak było w 1981 r. i 1990 r. (w obu latach w USA rozpoczynała się recesja) oraz w 1962 r., kiedy recesja dobiegała końca.

- Nie warto być przesadnie ostrożnym tylko z tego powodu, że indeksy już mocno wzrosły. Następna bessa nastanie dopiero, kiedy w USA zacznie się recesja – powiedział Rod Smyth w komentarzu wideo dostępnym na stronie internetowej Riverfront.

Stopy zwrotu ze wskaźnika S&P500 w kolejnym roku kalendarzowym, po tym jak indeks w ciągu poprzednich 12 miesięcy zyskał co najmniej 20 proc. Źródło: Bloomberg.