Polscy emigranci nie powinni się obawiać cięć etatów na Wyspach. Są tańsi niż Brytyjczycy. To plus w czasie kryzysu.
Kryzys na rynku finansowym, który spowodował, że brytyjska gospodarka skurczyła się w trzecim kwartale o 0,5 proc. zbiera żniwa. Między sierpniem a październikiem liczba osób bez pracy wzrosła o 137 tys., do 1 mln 864 tys. W tym czasie stopa bezrobocia wzrosła z 5,6 proc. do 6 proc. — najwyższego poziomu od 1991 r.
— W przyszłym roku bezrobocie wzrośnie jeszcze bardziej — uważa Philip Shaw, ekonomista londyńskiego banku Investec Securities.
Pesymistyczna prognoza
Apokaliptyczne prognozy potwierdzają brytyjskie organizacje pracodawców, m.in. CBI, największa z nich. Jej zdaniem, do końca przyszłego roku na bezrobocie trafi nawet 2,9 mln osób. Jeszcze bardziej pesymistyczny jest David Blanchflower, były członek rady polityki monetarnej Banku Anglii.
— W 2009 r. próg 3 mln bezrobotnych zostanie przekroczony — uważa ekspert.
Tak duże cięcie etatów może odbić się na Polakach, którzy wyjechali na Wyspy za pracą.
— Kiedy brytyjska gospodarka zacznie jeszcze mocniej hamować, część Polaków może zdecydować się na opuszczenie Wysp — uważa Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Ich liczba nie będzie jednak duża.
— Polscy pracownicy są tańsi od Brytyjczyków, więc w dobie kryzysu dużo bardziej opłaca się zatrudniać Polaków — mówi ekonomista Fortis Banku.
Cięcia na peryferiach
Zdaniem Michała Dębińskiego, dyrektora ds. strategii i rozwoju w Polsko-Brytyjskiej Izbie Handlowej, ich plusem jest też dobra renoma u pracodawców.
— Dlatego jeśli nastąpi fala powrotów, będzie mniejsza niż może się wydawać. Pracę mogą stracić jedynie osoby pracujące na peryferiach i w małych miasteczkach —twierdzi Michał Dębiński.
Ucieczka polskich pracowników z Wysp nie oznacza również, że nad Wisłą wzrośnie bezrobocie.
— Prognozowane na przyszły rok cięcia etatów w Polsce mogą spowodować, że emigranci — zamiast wracać do kraju — przeniosą się do innych europejskich państw, których gospodarki oparły się kryzysowi — uważa Marcin Mróz.
— Możliwe, że wybiorą Holandię lub Norwegię — przewiduje Michał Dębiński.