U progu rozpoczęcia programu skupu aktywów w strefie euro znaczna większość inwestorów nastawia się na dalsze zniżki notowań wspólnej waluty. Od maja ubiegłego roku kurs EUR/USD spadł o ponad 15 proc., a wczoraj po decyzji Europejskiego Banku Centralnego o dodruku pieniądza notowania obniżyły się o kolejne 1,5 proc.
Jednak na rynkach, kiedy większość obstawia ten sam scenariusz, to często on zawodzi. Dlatego znany z inwestowania przeciwko opinii większości strateg James Paulsen spodziewa się, że osłabiać się nie będzie euro, lecz dolar. Byłaby to dobra wiadomość dla m.in. inwestujących w surowce oraz spółek wydobywczych. Specjalista podaje trzy argumenty. © Ⓟ
1. QE odnosi sukces
Jeżeli Fed zacznie w tym roku podnosić stopy, a EBC i Bank Japonii będą nadal łagodzić politykę, to kapitał powinien płynąć w stronę USA, aby wykorzystać wyższe rynkowe stopy za oceanem. Taki scenariusz pomija jednak fakt, że QE powinno ożywić wzrost gospodarczy w strefie euro i Japonii. Jeżeli to się powiedzie, to te regiony powinny zacząć przyciągać kapitał, co oznaczałoby wzmocnienie euro i jena, także wobec dolara.
2. Obawy o inflację w USA
Dynamika cen za oceanem przyspieszy do 3 proc., w miarę jak gospodarka USA będzie zbliżała się do pełnego zatrudnienia. To zaskoczyłoby inwestorów, spośród których wielu oczekuje wręcz deflacji w USA. Inwestorzy często unikają walut krajów zagrożonych inflacją, a to mogłoby oznaczać osłabienie dolara.
3. Dolar blisko oporu
Notowania amerykańskiej waluty są bliskie górnemu zakresowi wahań z ostatnich 10 lat. Od 2004 r. notowania euro przez większą część czasu przebywały w przedziale 1,20-1,50. Do wybicia z niego nie doszło, nawet kiedy w 2012 r. pojawiło się zagrożenie rozpadem strefy euro. Dlatego również tym razem notowania wspólnej waluty powinny pozostać wewnątrz wcześniejszego przedziału wahań wobec dolara.