Względnie dobra kondycja tegorocznego budżetu nie powinna uśpić czujności rządu, bo część wydatków
będzie przesunięta na 2006 r.
Choć premier Kazimierz Marcinkiewicz z uporem deklaruje, że deficyt budżetu na przyszły rok uda się ograniczyć do 30 mld zł (autopoprawka ma być zgłoszona 30 listopada), to ekonomiści z coraz większym dystansem podchodzą do tych zapowiedzi. Argumentów im nie brakuje.
Słaba absorpcja pomocy
Eksperci Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR) w najnowszej ocenie sytuacji finansowej sektora finansów publicznych zauważają, że dobre wyniki budżetu po trzech kwartałach to w sporej części skutek opóźnień w realizacji zadań wspieranych środkami z Unii. Jak szacowała Rada Polityki Pieniężnej, po ośmiu miesiącach wykorzystano zaledwie 26 proc. z ponad 8 mld zł dostępnych środków z funduszy strukturalnych i 14 proc. z około 3 mld zł w ramach funduszu spójności.
— Jest więc prawdopodobne, że dobre wyniki 2005 r. osiągnięte zostaną wskutek przeniesienia znaczących wydatków na rok 2006 — uważa Wojciech Misiąg z IBnGR.
Ekspert zaznacza, że niskie wykorzystanie środków unijnych nie wynika z przyczyn finansowych, ale z niesprawnych procedur administracyjnych.
— Jeśli Polska ma być beneficjentem netto, musi wykorzystać około 40 proc. funduszy unijnych — dodaje Wojciech Misiąg.
— Paradoksalnie, im niższe będą wydatki na dofinansowanie nakładów wspieranych z funduszy UE, tym lepiej dla sytuacji budżetu — mówi Marcin Mrowiec, ekonomista Banku BPH.
Niepoliczone koszty
Specjaliści przypominają także o wciąż niepoliczonych kosztach planowanego wzrostu wydatków socjalnych (m.in. becikowe), a także zwrotu akcyzy na paliwa rolnicze.
— Jednoczesne spełnienie tych obietnic spowoduje potrzebę znaczących cięć budżetowych, a nie ma obszarów, gdzie można by to przeprowadzić — uważa Wojciech Misiąg.
— Jeżeli policzyć wszystkie zapowiedzi programu socjalnego, to deficyt 30 mld zł nijak nie wychodzi — dodaje Marcin Mrowiec.
Teresa Lubińska, minister finansów, jeszcze w piątek stwierdziła, że „Polacy są zmęczeni reformami”, dlatego nie można zmniejszać nominalnego deficytu ani dokonywać cięć wydatków socjalnych.
Może więc rząd znajdzie dodatkowe dochody? Coraz głośniej mówi się np. o powrocie stawki akcyzy na wszystkie paliwa do stanu z pierwszego półrocza tego roku, odsuwa się też perspektywa zniesienia podatku giełdowego. Trzeba przy tym pamiętać, że minister Mirosław Gronicki założył, że w 2006 r. uda się ograniczyć deficyt do 32,5 mld zł tylko pod warunkiem podwyżki akcyzy o kolejne 14 gr i realizacji planowanych wpływów z VAT. A do tej ostatniej pozycji uwagi zgłasza- ła już RPP, twierdząc, że oczekiwania są o co najmniej 5 mld zł na wyrost.