Mariusz Potaczała, prezes TMS Brokers i wieloletni diler walutowy mówi o milionerach z foreksu, przepisie na sukces i o polskich firmach, które po przygodach z opcjami ani myślą zabezpieczać się przed ryzykiem kursowym
"Puls Biznesu": O giełdzie słyszeli niemal wszyscy, a o foreksie — nie. Co to za rynek?
Mariusz Potaczała: Forex powstał z myślą o naprawdę dużych instytucjach finansowych. Są tu obecne największe banki na świecie, banki centralne i duże korporacje, których obrót walutowy to miliony czy miliardy euro rocznie. Jest też miejsce na osoby fizyczne.
Czyli forex to głównie waluty?
Tak. Z tym głównie kojarzy się ten rynek. Najbardziej popularny i płynny jest rynek spot — zawierane na nim transakcje dzisiaj zostaną rozliczone dwa dni robocze później. Od tego zresztą wszystko się zaczęło. Dopiero z czasem doszły transakcje terminowe — opcje, forwardy. Tu nie ma żadnej standaryzacji. Chodzi o transakcje typu OTC (over the counter) — strony transakcji uzgadniają między sobą wszystkie warunki.
Na giełdzie porządku pilnuje Komisja Nadzoru Finansowego. A na rynku walutowym?
Uczestnicy rynku walutowego są nadzorowani przez odpowiednie organy, jednakże sam rynek rządzi się swoimi dawno wpojonymi regulacjami. Chodzi tutaj o zaufanie i zasady egzekucji transakcji. Gdyby na przykład jakaś strona transakcji, np. bank, nie przyznała się do niej, to wypadłaby z rynku, zaufanie do niej byłoby całkowicie naruszone. Osobiście nie znam takich przypadków.
W czasie ostatniego kryzysu też nie było sytuacji, w której ktoś nie chciał lub nie mógł wywiązać się z transakcji?
Jeżeli chodzi o instytucje finansowe, to nie. Oczywiście wszyscy pamiętamy przypadek Lehman Brothers, ale też wiemy, jak skończył. W krajach rozwiniętych firmy również wywiązują się ze swoich zobowiązań. Jak wiemy, w Polsce są spory pomiędzy bankami a przedsiębiorstwami i prawda, w mojej opinii, leży pośrodku. W firmie czy w banku obowiązują pewne procedury ostrożnościowe. Diler może na przykład otwierać pozycję w ciągu dnia na maksymalnie 20-30 mln EUR. Jeśli pracownik złamie procedury, bo to się zdarza (może się pomylić czy zapomnieć), to niestety może to położyć cały bank. Ale instytucja zawsze bierze straty na siebie. Przykład Baringsa z Singapuru jest tego dobrym tego odzwierciedleniem.
Jaką walutą handluje się najczęściej?
Parą euro/dolar. Na tę parę przypada aż 80 proc. wszystkich transakcji.
Kto w Polsce gra na foreksie? Można odnieść wrażenie, że ostatnio rośnie popularność rynku wśród drobnych inwestorów.
Na początku były to głównie korporacje, średnie i duże firmy, które miały duże przychody walutowe. To byli klienci zawierający transakcje tylko pod kątem hedgingu. Nie było miejsca na spekulacje. Chodziło o zabezpieczenie się przed niekorzystną zmianą kursu walutowego, która zjadłaby marżę handlową.
W listopadzie 2002 roku rynek przeskoczył na inny poziom rozwoju. Otworzyła się furtka dla osób fizycznych. W życie weszły przepisy, które umożliwiły Polakom przelanie pieniędzy za granicę. TMS Brokers jako pierwszy uruchomił wtedy foreksową platformę transakcyjną. I zaczęło przybywać inwestorów o spekulacyjnym zacięciu. Chodzi o wyspecjalizowane firmy inwestycyjne lub inwestorów indywidualnych.
Ostatnio zainteresowanie foreksem, zwłaszcza w tej drugiej grupie klientów, rzeczywiście wzrasta. Było do widać w czasie ostatniej bessy na giełdach. Ludzie odchodzili od akcji. Sporo osób przeszło wtedy na forex.
Większa zmienność na rynkach finansowych pomaga foreksowi?
Zbyt duża zmienność nie jest dobra. Inwestorom brakuje wtedy pewności, prognoz czy rekomendacji. Rosną spready, czyli koszty zawarcia transakcji. Jest to widoczne zwłaszcza na opcjach. Inwestorzy wstrzymują się od zawierania transakcji. Ale na szczęście tak wysoka zmienność jak w 2008 roku to rzadkość. Za to umiarkowana zmienność sprzyja foreksowi.
Na warszawskim rynku akcji miesięczne obroty to około 30-50 mld zł. Jakie są obroty na rynku forex?
To jakby dwa różne światy, nie można ich porównywać ze sobą, ponieważ generalnie na rynku akcji nie stosuje się dźwigni, a w przypadku rynku futures jest ona umiarkowana. Na rynku walutowym część graczy stosuje bardzo wysoką dźwignię finansową, co przy porównywalnych kapitałach znacznie zwiększa wolumen. TMS Brokers generuje miesięczny obrót w wysokości około kilkudziesięciu miliardów złotych. Dla porównania: najwięksi brokerzy walutowi na świecie generują na foreksie obrót w wysokości 250 mld EUR miesięcznie.
Firmy wciąż pamiętają sprawę toksycznych opcji walutowych. Z punktu widzenia TMS problem był duży, czy to tylko wymysł niektórych dziennikarzy?
Polskie firmy mocno odczuły ten problem. Skala strat to kilka miliardów złotych.
Czy problem ten ominął klientów TMS?
Żaden z naszych klientów nie ucierpiał. Wszyscy byli świadomi charakteru zawieranych transakcji. U nas eksporter nie mógł wystawiać opcji kupna, bo w ten sposób tylko zwiększyłby swoje ryzyko.
Pozyskaliśmy jednak sporo klientów, którzy rezygnowali z usług banków i przyszli do nas z portfelami pełnymi opcji. Prosili o pomoc, o restrukturyzację portfela. Niektórzy mieli opcje wystawione na kilkaset milionów euro!
Czy polskie firmy należycie zabezpieczają się przed ryzykiem kursowym?
Z reguły około 20 proc. firm poważnie podchodzi do ryzyka kursowego. Rynek walutowy wciąż jest mało znany. Lepiej w tym temacie orientują się spółki giełdowe.
W ostatnich dwóch latach piętno odcisnęły jednak toksyczne opcje. Teraz firmy nie robią nic z ryzykiem kursowym, i to się może dla nich źle skończyć. Boję się, że jak wcześniej były straty ze spekulacji, tak teraz, kiedy złoty się umocni, te same firmy znowu będą miały problem z powodu braku zabezpieczeń.
Kiedy firmom opłaca się korzystać z pomocy wyspecjalizowanych firm zabezpieczających przed ryzykiem kursowym?
Skala obrotu walutowego spółki powinna wynieść co najmniej 2 mln EUR w skali roku. Łatwo policzyć. Niekorzystna zmiana kursu EUR/PLN o 50 groszy oznacza dla niej stratę w wysokości 1 mln zł. To dużo. Warto więc ponieść stosunkowo niewielki koszt, aby wyeliminować to ryzyko.
A jaki powinien być minimalny kapitał początkowy w przypadku inwestora indywidualnego?
W listopadzie uruchomiliśmy nową platformę transakcyjną GO4X dedykowaną właśnie inwestorom indywidualnym. Aby wejść na rynek, trzeba mieć zaledwie 1 tys. zł. To wystarczy, aby zająć pozycję na instrumentach, które my nazywamy mikrolotami (ich wartość nominalna to 1 tys. EUR lub USD).
Czy są jakieś przepisy na sukces dla początkujących?
Tzw. trading czy dilowanie to rzecz naprawdę prosta. Jest kilka żelaznych zasad, których trzeba się trzymać. Jakich? Na pewno trzeba iść z trendem. Każdy musi zdecydować się, czy gra na trendzie 5-minutowym, dziennym, tygodniowym czy dłuższym.
Trzeba starać się trzymać pozycje, na których się zarabia, a ze strat wychodzić jak najszybciej. Rozpoczynając inwestycje nie powinno się myśleć o zyskach, ale o dopuszczalnej stracie, po której zamyka się pozycję.
Ważną kwestią jest dźwignia finansowa. Może być ona bardzo wysoka. Klient, który wpłaci na rachunek 10 tys. zł, może zawierać transakcje o wartości nominalnej sięgającej nawet 2 mln zł (dźwignia 1:200). My jednak odradzamy aż taką dźwignię. Rozsądny inwestor powinien korzystać z dźwigni 1:4. TMS Brokers organizuje praktyczne szkolenia o tym, jak poruszać się na rynku walutowym. Dodatkowo przygotowaliśmy specjalną książkę o nazwie "Trader’s Book", która oprócz teoretycznych zagadnień uczy inwestorów konsekwencji w realizacji strategii inwestycyjnych.
Dla całkiem początkujących sugeruję równolegle wirtualne inwestycje na rachunku demo, czyli bez angażowania prawdziwych pieniędzy. Później przejście na małe kwoty (1-3 tys. zł z GO4X), a następnie na większe pieniądze (20-30 tys. zł z TMS Direct).
Czy na foreksie jest miejsce na analizy — techniczną lub fundamentalną?
To zależy od charakteru i okresu inwestycji. Można uogólnić, że długoterminowi inwestorzy (w tej roli występują raczej firmy) stawiają bardziej na fundamenty i wsparcie ze strony analizy technicznej, spekulanci zaś kierują się analizą techniczną, wspieraną przez fundamenty.
Czy wśród klientów macie jakieś "gwiazdy"? Chodzi o spektakularne osiągnięcia.
Jest ich wiele. Mamy nowego klienta, który miesiąc temu wpłacił 15-20 tys. zł. i trafnie przewidział ostatnie osłabienie euro. Tydzień temu wypłacił z rachunku 400 tys. zł. Zostawił sobie 100 tys. zł i gra dalej.
Mamy też klienta, który wpłacił rok temu około 5 mln zł. Stracił dużo. W pewnym momencie zostało mu 700 tys. zł. Źle obstawiał dołki i górki w trendzie. Inwestor wyciągnął jednak wnioski i dzisiaj jego portfel to 7 mln zł.
Na koniec warto wspomnieć o liderze mistrzostw świata "World Top Investor", którym jest Polak i na rzeczywistym rachunku w TMS w ciągu ostatniego roku zarobił ponad 3000 proc., posługując się między innymi naszymi rekomendacjami.
Jaki podatek płaci się od zysków walutowych?
Jest tak jak na giełdzie — inwestor płaci 19 proc. od zysków. Oczywiście my wyliczamy wszystkie przychody i koszty.
Możliwy jest dalszy, szybki rozwój rynku forex w Polsce?
Rynek będzie się dalej rozwijał. Jednak jest już na nim spora konkurencja. Na nowych, dużych graczy miejsca już nie ma. Przechodzimy więc do fazy konsolidacji branży. Z drugiej strony rozwój foreksu w Polsce będzie ograniczony z powodu coraz wyższych wymogów kapitałowych. To nie jest typowo polski wymysł, ale ogólnoświatowy. Unia Europejska, Szwajcaria, Japonia i zwłaszcza USA zaostrzyły lub są na etapie zmiany przepisów o wymogach kapitałowych.
Co dalej ze złotym, euro i dolarem?
Wydaje nam się, że kurs EUR/USD w ciągu najbliższych dwóch, trzech tygodniach odbije się od poziomu 1,325-1,335 do około 1,42. To będzie większa korekta długoterminowego trendu wzrostowego dolara. Kłopoty finansowe kolejnych europejskich krajów (Hiszpanii, Włoch), które zaczną się za kilka miesięcy, znów osłabią euro. Na koniec roku przewidujemy kurs EUR/USD na poziomie 1,27. Giełdy niekoniecznie jednak muszą w tym czasie spadać.
Złoty zaś będzie rósł w siłę. I to mimo słabego euro. Może nie wrócimy do poziomów 3,2-3,3 zł za euro, ale poziom 3,6-3,7 na koniec roku jest bardzo możliwy. Dolar może kosztować w grudniu 2,95 zł.