3,3 mld zł w śmieciach

  • Tadeusz Markiewicz
21-03-2014, 00:00

Odpady: Czarny scenariusz się nie sprawdził. Do rzezi samorządowych oraz małych prywatnych firm śmieciowych nie doszło. Może dlatego, że w wielu przetargach ważna okazywała się tylko jedna oferta

Ile jest wart polski rynek odpadów po wdrożeniu rewolucji śmieciowej? Na to pytanie spróbowali odpowiedzieć przedstawiciele firmy HSM Polska, dostawcy urządzeń dla tego sektora gospodarki. Wykonali tytaniczną pracę i prześwietlili 99 proc. przetargów, które 2,5 tys. samorządów ogłosiło w ubiegłym roku. Z analiz HSM Polska wynika, że w sumie podpisano umowy na ponad 6,5 mld zł. Najczęściej zawierano je na 18 miesięcy (40 proc.), choć i zdarzyła się dziesięcioletnia (w dolnośląskim Lubinie). Rocznie rynek jest wart 3,3 mld zł. Beneficjentami zmian w prawie jest 750 podmiotów (wliczając w to konsorcja) — zwycięzców komunalnych przetargów.

Jak zaznacza Mariusz Karpiński, wiceprezes HSM Polska, ponad 40 proc. rynku odbioru i zagospodarowania odpadów komunalnych obsługują międzynarodowi potentaci, tacy jak Remondis, Alba, Sita Polska, Veolia i Van Gansewinkel — samodzielnie lub w konsorcjach.

— Na przeciwnym biegunie znalazło się ponad 200 małych firm obsługujących tylko jedną gminę, których łączny wartościowy udział w rynku nie przekracza 10 proc. — zaznacza Mariusz Karpiński.

Wzorem Niemiec

Zdaniem naszego rozmówcy, rynek zaczyna się konsolidować. Nie oznacza to jednak fali upadłości mniejszych podmiotów.

— Z Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) wynika, że działalnością usługową związaną z gospodarką odpadami (zbieraniem, przetwarzaniem innych niż niebezpieczne) zajmuje się około 3500 firm. Skoro przetargi wygrało 750 podmiotów, gros pozostałych straciło zlecenia. Większość powinna jednak przetrwać. Część firm wciela się w rolę podwykonawców zwycięskich podmiotów, część koncentruje się na obsłudze nieruchomości niezamieszkałych, które zwykle nie były ujęte w reżimie przetargowych, a część przebranżawia się — zaznacza Mariusz Karpiński.

Podkreśla też, że w 879 gminach (33 proc. całości) złożono tylko jedną ważną ofertę (w 45 przypadkach zlecenia udzielono z wolnej ręki). To oznacza, że ponad 2,7 mld zł zostało rozdzielonych w trybie ograniczonej konkurencyjności. Inna sprawa, że część mniejszych miejscowości nie znalazła się w orbicie zainteresowań dużych firm.

— Wbrew pozorom, na rynku odbioru odpadów aż tak wiele się nie zmieniło. Udział zagranicznych firm jest na porównywalnympoziomie. Nie sprawdziły się też czarne prognozy, że wypadną z niego podmioty samorządowe i małe firmy. Choć oczywiście te, które działają w dużych miastach, mają dużo trudniejsze zadania — uważa Dariusz Matlak, ekspert z Polskiej Izby Gospodarki Odpadami. Zdaniem Mariusza Karpińskiego, w odleglejszej perspektywie nasz rynek będzie przypominać niemiecki.

— Będą na nim działać silne podmioty prywatne, istotną rolę będą ogrywać też podmioty samorządowe — ocenia Mariusz Karpiński.

Tańszy wschód

HSM wziął też pod lupę koszty, jakie po zmianach prawnych ponosi Kowalski. — W ujęciu czysto statystycznym średnia roczna opłata za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych na jednego Polaka wyniesie około 90 zł, czyli 7,5 zł miesięcznie. Szkoda, że nie mamy do dyspozycji podobnej wartości sprzed wejścia ustawy — wówczas łatwo byłoby pokazać, czy faktycznie jest drożej niż przed śmieciową rewolucją — zaznacza Mariusz Karpiński.

— Pod względem geograficznym najtaniej jest na tzw. ścianie wschodniej. Od strony naszych zachodnich sąsiadów średnia opłata za odbiór lub odbiór i zagospodarowanie odpadów rośnie. Statystycznie najwięcej płacą mieszkańcy województwa dolnośląskiego, bo aż 152 zł. Najmniej natomiast zapłaci mieszkaniec województwa podlaskiego, bo tylko 40 zł. Na Dolnym Śląsku średnia stawka jest tak wysoka, ponieważ Wrocław objął przetargiem również nieruchomości niezamieszkałe.

W przypadku tzw. ściany wschodniej jest więcej przetargów tylko na odbiór, nieuwzględniających zagospodarowania, stąd niższe kwoty w porównaniu z innymi regionami — tłumaczy Iwona Poleszak-Kuzdro, specjalista z firmy HSM Polska.

Wyborcze igrzyska

Część samorządów zdecydowała się obniżyć stawki za odbiór śmieci. Przykładem jest Kraków, w którym jednoosobowe gospodarstwo — zamiast 32,5 zł — płaci 26 zł. Eksperci z branży odpadowej są zgodni, że na decyzje radnych mają wpływ zbliżające się szybkimi krokami wybory samorządowe.

— Ceny powinny iść w górę. Coraz mniej odpadów będzie składowanych, coraz więcej będzie trafiać do przetworzenia. A to, wbrew pozorom, nie jest złoty i wysoko rentowny biznes. Spadające stawki to konsekwencja igrzysk wyborczych — alarmuje Dariusz Matlak. Ostrzega samorządowców, że część firm, które nisko wyceniły oferty w przetargu (często z powodu błędów w specyfikacji), poważnie zastanawia się nad zerwaniem kontraktu i zapłaceniem kary.

— To byłoby dla nich mniej kosztowne niż kontynuacja kontraktów — dodaje ekspert Polskiej Izby Gospodarki Odpadami. Wojciech Ziętkowski, burmistrz Środy Wielkopolskiej, uważa, że jest w stanie utrzymać obecne stawki (nieco powyżej 100 zł rocznie na jedną osobę) przez wiele lat. Na razie sprawa jest stosunkowo prosta, bo przetarg w jego mieście wygrał gminny operator.

— Oczywiście ten scenariusz się sprawdzi, jeśli nie zmienią się czynniki, na które nie mamy wpływu, takie jak prawo czy koszty paliw — zaznacza wielkopolski samorządowiec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / 3,3 mld zł w śmieciach