Rząd zdecydował niedawno o czasowej obniżce podatków, m.in. na paliwa. Część ekspertów podkreśla jednak, że to działanie na krótką metę, które utrzyma wysoką konsumpcję, co w dłuższej perspektywie nie pozwoli znacznie obniżyć cen. Przedsiębiorcy natomiast zarzucali dotychczas rządowi, że nie wykorzystuje dostępnych instrumentów, które pozwoliłyby długoterminowo obniżyć koszty wielu firm, a tym samym cen produktów. Jednym z nich są rekompensaty dla podmiotów energochłonnych. Dotychczas firmy nie wykorzystywały limitów, jednak rosnące koszty energii i praw do emisji CO2 zwiększyły ich apetyt.
Mało czasu na nowelizację
Ministerstwo Rozwoju i Technologii już w październiku 2021 r. zapowiedziało zwiększenie puli na wypłaty, ale prace nad projektem szły jak po grudzie.
— Od tygodni apelowaliśmy o przyśpieszenie prac, bo zgodnie z dotychczasowym harmonogramem termin składania wniosków o wypłatę rekompensat upływa w marcu — mówi Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.
12 stycznia 2022 r. projekt został wreszcie przekazany pod obrady Komitetu ds. Europejskich.
— Dostaliśmy informację, że wkrótce będzie przesłany do parlamentu i w ekspresowym tempie zostanie przyjęty. Czas na złożenie przez firmy wniosków o rekompensaty zostanie natomiast przesunięty na kwiecień — dodaje Stefan Dzienniak.
Energożercy mogą liczyć na wielomiliardowe dofinansowanie. Z oceny skutków regulacji wynika, że w latach 2022−30 budżet na rekompensaty 40 mld zł. Dofinansowanie może być także wydłużone do 2031 r., a wówczas kwota wzrośnie nawet do 45 mld zł.
W ubiegłym roku przedsiębiorcy wnioskowali o nieco ponad 800 mln zł, w tym limit funduszu rekompensat został określony na 1,76 mld zł, a w kolejnych latach kwoty mogą sięgać nawet 5,7 mld zł.
Nowe przepisy obejmują nie tylko zwiększenie wartości rekompensat, ale także zmianę listy podmiotów uprawnionych do ich otrzymania. Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej z możliwości skorzystania z nich będą wyłączeni np. dostawcy nawozów, a włączeni m.in. producenci polietylenu, włókna szklanego, wodoru czy produktów pochodzących z przetwórstwa ropy naftowej. Może to więc mieć pozytywny wpływ także na ceny paliw czy opakowań wielu produktów.

Droga woda podbija koszty prądu i ciepła
Przedsiębiorcy innych sektorów mają mniej szczęścia. Przykładem są firmy wodno-kanalizacyjne oraz energetyczne i ciepłownicze mające nowe bloki. W życie weszło bowiem niedawno rozporządzenie dotyczące ustalania stawek za tzw. usługi wodne, czyli za pobór wód podziemnych i powierzchniowych. Zgodnie z wcześniejszymi przepisami miały spaść już w 2020 r., ale rząd już drugi raz z rzędu utrzymał je dla wielu podmiotów na maksymalnym poziomie. Będą obowiązywać aż do końca 2023 r., ponieważ urzędnicy i Wody Polskie nie zdążyli przygotować się do naliczania opłat według nowych zasad, tłumacząc falstart pandemią.
Przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne alarmowały już, że w trzyletnich taryfach przewidziały — zgodnie z wcześniejszymi przepisami — spadek cen za pobór wód. Ich utrzymanie narazi firmy na straty albo konieczność aneksowania wniosków taryfowych i podniesienia cen wody dla gospodarstw domowych.
Na przewidywaną we wcześniejszych przepisach obniżkę stawek za pobór wód liczyły też firmy energetyczne i ciepłownicze. Problem dotyczy zwłaszcza podmiotów mających nowe instalacje, dla których tzw. pozwolenie zintegrowane zostało wydane po 1 stycznia 2018 r., czyli po wejściu w życie prawa wodnego. Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie informuje, że wskutek utrzymania stawek na wyższym poziomie zapłacą nawet pięciokrotnie więcej za wodę niż firmy mające starsze zezwolenia i instalacje, co oznacza nierówne traktowanie.
„Stanowi to utrudnienie i dodatkowe obciążenie przy uruchamianiu w ciągu najbliższych dwóch lat nowych mocy wytwórczych” — napisał Waldemar Szulc, dyrektor biura TGPE, w opinii do nowych przepisów.
PGNIG Termika wnioskowało o obniżkę stawki za pobór wód podziemnych z 500 do 100 zł na dobę za 1 m sześc. na sekundę za określony w pozwoleniu wodnoprawnym albo zintegrowanym maksymalny pobór wód. W przypadku wód powierzchniowych proponowało obniżkę z 250 do 50 zł. Spółka szacuje, że z powodu utrzymania wyższych stawek dodatkowy koszt działania np. bloku gazowo-parowego w EC Żerań sięgnie 570 tys. zł.
Firmy i branżowe organizacje mają też za złe rządowym urzędnikom, że pominęli ich podczas konsultacji projektu. „Dokonywanie zmian w ostatnim momencie oraz utrudnianie konsultacji publicznych poprzez brak przesłania projektu do przedstawicieli sektora energetycznego, a także poprzez wprowadzenie skrajnie krótkiego czasu na zgłaszanie uwag uniemożliwia przygotowanie się firm do wprowadzenia zmian i w konsekwencji negatywnie wpływa na ich funkcjonowanie” — czytamy w piśmie podpisanym przez Artura Zająca, dyrektora Departamentu Ochrony Środowiska i Regulacji w PGNiG Termika.
Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie poprosiło natomiast o uwzględnienie branżowych podmiotów na liście uprawnionych do konsultacji innych ważnych dla sektora aktów prawnych.