56 dni i należności stają się gotówką

Adrian Boczkowski
opublikowano: 23-03-2011, 00:00

Większość spółek ściąga należności szybciej niż przed kryzysem

Najczęstszą przyczyną upadłości polskich przedsiębiorstw wcale nie jest ich niewypłacalność (tj. majątek niższy niż zobowiązania), ale po prostu brak płynności. W obliczu sądowego nakazu zapłaty czy wizyty komornika na niewiele zdadzą się wystawione przez nas faktury, których nasi klienci nie uregulowali. Na papierze możemy być bogaci, podczas gdy w rzeczywistości to nasz biznesowy koniec. W zeszłym roku upadło 665 przedsiębiorstw, jedynie o 5 proc. mniej niż w kryzysowym 2009 r. i aż 60 proc. więcej niż w 2008 r. (dane Coface).

Podczas tegorocznych spotkań z "Gazelami Biznesu" często słyszeliśmy, że największym problemem przedsiębiorców są zatory płatnicze. I to pomimo szybkiego wzrostu gospodarczego. Chodzi o sytuacje, w których firmy nie mają gotówki na zapłatę rachunków, ponieważ ich klienci zwlekają z uregulowaniem wystawionych faktur. Sprawdziliśmy, czy ten problem dotyczy tylko mniejszych firm, czy też widoczny jest w bilansach najmocniejszych przedstawicieli naszej gospodarki, czyli spółek giełdowych.

Pod lupę wzięliśmy dane za ostatnie 10 lat i emitentów wchodzących w skład indeksu WIG. Ogólnie jest dobrze — sytuacja znacząco się poprawia. Okazuje się, że większość giełdowych spółek wykorzystuje rynkową siłę i finansuje się kapitałem swoich wierzycieli (często spoza giełdy). Mediana cyklu należności, czyli statystycznego okresu oczekiwania na zapłatę od kontrahentów, spadła o 7 proc. — z ponad 60 dni do niecałych 56 dni. To lepszy wynik niż przed kryzysem z 2008 roku. Giełdowe spółki przyspieszyły również własne płatności (cykl zobowiązań) — mediana spłaty zobowiązań spadła o 4 dni (6 proc.), do nieco ponad 60 dni. Pogłębiła się więc przewaga spółek giełdowych nad swoimi kontrahentami. Różnica między cyklem zobowiązań a należności wzrosła w zeszłym roku z 3,8 do 4,5 dnia. To największa wartość w analizowanym okresie. Co więcej, jeszcze w 2008 r., gdy giełdowe spółki ogólnie bardziej skupiały się na wzroście niż dyscyplinie finansowej, sytuacja była odwrotna. Wtedy mediana regulowania zobowiązań była niższa o blisko 2 dni niż ta mówiąca o otrzymywaniu płatności. Gdy weźmiemy pod uwagę konkretne spółki, połowa z nich miała w zeszłym roku co najmniej 3 dni przewagi między otrzymywany- mi płatnościami a regulowanymi.

Pozytywne tendencje widać również w innych wskaźnikach oceny płynności. Rośnie wskaźnik płynności gotówkowej, czyli pokrycie bieżących zobowiązań najbardziej płynnymi aktywami (gotówka i jej ekwiwalenty). Abstrahując od specyfiki poszczególnych branż, za optimum przyjmuje się 0,2 (znacznie wyższa wartość oznacza "marnowanie" gotówki). Mediana dla spółek z WIG po kryzysowym załamaniu z początku dekady i dynamicznej odbudowie obniżyła się również podczas minionego kryzysu. Teraz jednak wyraźnie jest w trendzie wzrostowym i wynosi już 0,22. Dla grupy porównawczej mediana wskaźników płynności dalszego stopnia praktycznie nie zmieniła się rok do roku. Spada jednak długość cyklu konwersji gotówki, czyli różnica między cyklem operacyjnym i cyklem spłaty zobowiązań (pozytywny trend). Kurczy się również cykl rotacji zapasów. Jednocześnie rośnie na przykład wskaźnik cash flow do całkowitych zobowiązań spółek. Jeśli czynniki zewnętrzne, np. spowolnienie w Niemczech czy nawrót globalnych zawirowań, nie pogrzebią obecnych trendów, to już wkrótce spółki powinny mocno ruszyć z inwestycjami (rosną ich zasoby gotówkowe). Popyt jest bowiem w wyraźnej tendencji wzrostowej, podobnie jak zyskowność.

Sytuacja poszczególnych spółek różni się jednak mocno. Jednym udaje się mocno skracać okres otrzymania płatności, podczas gdy inni mają coraz więcej zamrożonego kapitału (zestawienie obok). Wiele spółek ogólnie ma długi cykl należności lub zobowiązań, co często, choć nie zawsze, wynika ze specyfiki branży (m. in. spółki budowlane, deweloperzy, firmy handlowe). Niemniej, w każdej podgrupie można znaleźć firmy o zróżnicowanej jakości zarządzania płynnością. Napiszemy o tym w kolejnych wydaniach "PB".

Pozytywne rynkowe tendencje sprawiają, że spółkom z GPW nie grozi wirus zatorów płatniczych krążący wśród mniejszych podmiotów. Co więcej, im także powinno być coraz lżej.

Adam Łącki: Małe spółki czekają aż 132 dni

1Czy narzekania przedsiębiorców na zatory płatnicze są uzasadnione?

Od 2009 r. ankietujemy co kwartał blisko 2 tys. firm z sektora Małych i Średnich Przedsiębiorstw, które pochodzą z różnych regionów Polski i branż. Wyniki naszego badania ze stycznia są generalnie lepsze niż z października. Wciąż jednak 33,4 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że nie jest w stanie płacić na czas, gdyż ich kontrahenci nie regulują w terminie swych zobowiązań. Zatory płatnicze są więc wciąż sporym problemem, ale trend jest zniżkowy. W szczycie kryzysu, w połowie 2009 r., chodziło o 10 pkt proc. więcej firm. Niemniej, 65,7 proc. ankietowanych uważało w styczniu, że zatory płatnicze są nadal podstawową barierą w prowadzeniu działalności. To dużo, ale jednocześnie w październiku było to 71,8 proc., a w szczycie kryzysu — 75 proc. Trzeba jednak pamiętać, że wartość zatorów płatniczych można szacować na aż 2 mld zł, a do tego w niektórych branżach wcale nie jest lepiej, jak na przykład w budownictwie.

2Z naszej analizy wynika, że większe spółki radzą sobie bardzo dobrze. Może po prostu maluchy są w gorszej sytuacji?

Podczas gdy w 2009 r. upadło sporo dużych spółek, o tyle w 2010 r. upadłość stała się domeną mniejszych podmiotów. Małym trudniej jest wygrywać przetargi, egzekwować należności, uzyskiwać wyższe marże. Regionalnie gorzej wypada północny wschód Polski i południowy zachód.

Duże przedsiębiorstwa dadzą sobie radę i nie oczekuję tu efektu transmisji problemów z tych mniejszych. Nie będzie efektu drugiej rundy. Możliwości dużych podmiotów są bowiem dużo większe, jeśli chodzi o oszczędności, dochodzenie należności, dobieranie kontrahentów i zarządzanie ryzykiem handlowym.

3Czy w tym roku zaostrzy się naturalna selekcja wśród firm z sektora MŚP?

Liczba upadłości mocno hamuje od IV kwartału zeszłego roku. Ta tendencja powinna się utrzymać. Tylko 17,7 proc. przedsiębiorców deklarowało po IV kwartale, że ma narastające trudności w odzyskaniu należności. To najniższy wynik w historii naszych badań. 56,4 proc. nie spodziewało się do tego pogorszenia sytuacji w I kwartale 2011 r. Statystycznie wprawdzie wzrósł średni czas oczekiwania na zapłatę (4 miesiące i 12 dni), ale to efekt nieuregulowanych, niezwindykowanych i niesprzedanych faktur z kryzysu. Bieżące zobowiązania są płacone już zdecydowanie lepiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy